PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Opowiadania wszelakie
Autor Wiadomość
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 39127
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Pon 13 Lip, 2009 20:29   Opowiadania wszelakie

Wklejam tutaj żartobliwe opowiadanie mojej przyjaciółki Ani. Mile widziane komentarze :)


ZMĘCZENIE MATERIAŁU
( scenka rodzajowa z życia pedagogów)

- Dobry... dobry... bardzo dobry... dopuszczający... Ludzie, poszlibyście już na lekcje, bo się tu skupić w ogóle nie można!- westchnęła Basia pochylona nad klawiaturą komputera - Jak ja mam wpisać te oceny, skoro ciągle się mylę ?
Z korytarza dobiegały zwykłe odgłosy przerwy, ale wewnątrz pokoju nauczycielskiego gwar był chyba jeszcze większy.
- Po pierwsze, nie było hasełka do wyjścia i dzwonek jeszcze nie wył, a po drugie nie drażnij ludzi, bo ja się chyba dopiero jutro dopcham do komputera. Nie mam jeszcze nic wpisane.
- A kto ci bronił zapisać się na listę kolejkową? - spytała beztrosko Jola, wytrząsając kamień z czajnika i nalewając do niego świeżej wody.
- Na jaką listę ?
- W bibliotece panuje porządek, sporządziłyśmy listę kolejkową do drukowania świadectw i nikt się nie martwi. Jutro zaczynamy według kolejki. Tutaj też można było tak zrobić.
- A czy ja żyję do tyłu?- zirytowała się Matylda.
- Jak to do tyłu?
- Odnoszę wrażenie, że listy kolejkowe to już anachronizm.
- O jakże mylne jest twoje wrażenie ! - stwierdziła patetycznie Jola - Jeżeli nie jesteś mężem pani Dulskiej i nie ma się kto za ciebie przepychać przez życie łokciami, to w tej instytucji musisz się zapisywać na listy kolejkowe - spojrzała z uśmiechem na uniesione brwi koleżanki i nagle jak lwica rzuciła się do kserokopiarki stojącej tuż za Matyldą. - O nie! Piotrek! Teraz ja kseruję, byłam w kolejce za Julką ! - zapiszczała groźnie i jak Rejtan własną piersią zasłoniła maszynę, rozsypując przy okazji po podłodze trzymaną w ręce kawę.
- Tak, była za mną.
- Ok, nie denerwuj się - Piotr nieco zdegustowany wycofał się na swoje miejsce i rzucił plik czystych kartek na stół. - Te kobiety to czasami faktycznie...
- Co kobiety !?- przerwała mu Marzena - Masz dziennik i wpisz mi temat!
- Teraz to ja mam przerwę na colę.
- Ale ja mam przez ciebie dziury w dzienniku!
- Wybacz, ale jeszcze przez 6 minut mam w nosie twoje dziury w dzienniku.
- W nosie to masz raczej swoje własne dziury - roześmiał się Leszek.
- A ja odnoszę wrażenie, że mam jakieś dziury w uszach, ale i tak nic nie słyszę. Czy można by ewentualnie prosić o troszeczkę ciszy ? - poprosiła donośnie Wiola, ściskając słuchawkę telefonu- Bo rozmawiam z rodzicem... - jej zdesperowany głos zniknął jednak wśród ogólnego zgiełku.
Na długiej przerwie w pokoju nauczycielskim kłębił się prawdziwy tłum - jedni walczyli z dziennikami, uzupełniając kolejne nikomu niepotrzebne tabelki; inni biegali ze swoimi arkuszami ocen, liczyli frekwencję i wypełniali kolejne ankiety na popołudniową radę; jeszcze inni usiłowali namówić do współpracy drukarkę, która się właśnie zbuntowała i nie wykazywała nawet elementarnego zrozumienia dla zdenerwowanych wychowawców pragnących świadectw jak ryba wody.
I tylko woda w czajniku spokojnie i beztrosko parowała sobie na całego, bo prztyczek wyłącznika zespuł się już w pierwszym semestrze.
- Ja nie mam do niej siły, trzeba zawołać informatyka. Musi to naprawić do jutra, bo tak się nic nie wydrukuje.
- A może nie ma tonera?
- A może wystarczy ją ładnie poprosić i pogłaskać, jak tę w bibliotece? - podsunęła usłużnie Sylwia szukająca księgi zastępstw.
- I co? To działa?
- W bibliotece działa- stwierdziła z uśmiechem i zniknęła, stukając obcasikami.
- Ja nie mam czasu na magię, ja potrzebuję cudu! - zajęczała Basia.
Ksiądz, który właśnie wkroczył z uśmiechem do środka, spojrzał na nią uważnie.
- Ktoś potrzebuje cudu? Proszę bardzo! W czym mogę pomóc?
Po drugiej stronie stołu odezwał się nagle jakiś zdesperowany jęk:
- No pisz Michał, pisz, jeszcze 4 minuty do dzwonka, zdążysz! - poganiała Ludmiła.
Jak harpia stała nad głową wuefiście i wpatrywała się desperacko w swój dziennik.
- Czy ja nie mógłbym ewentualnie wystawić tych ocen w jakiś bardziej cywilizowanych warunkach? Ja się muszę zastanowić! Wolałbym zostać z tym sam - prostestował, grzebiąc nerwowo w swoich notatkach.
- Nic z tego, nie ruszę się stąd. Żadnego tet a tet z moim dziennikiem! Wystarczy, że spuszczę go z oczu i zaraz mi go ktoś rąbnie... to znaczy zagubi. No pisz, pisz! - Ludmiła wyglądała, jakby właśnie wrosła w ziemię i zapuściła korzenie.
- Ale ja nie pamiętam, co oni dostali ze stania na głowie... Nie mogę się zastanawiać pod presją!
- Trzeba było to zrobić wcześniej!
- A co się będziesz zastanawiał, to nie maraton tylko bieg na stówę - roześmiał się Piotr. - Ja nadal mam przerwę... - spojrzał wymownie na Marzenę, wyciągnął się na krześle i demonstracyjnie podniósł kubek z colą - … a poza tym właśnie stoję w kolejce do ksero, jakbyś nie zauważyła.
-Tak, już jest wolne - Jola zabrała wszystkie swoje kartki z maszyny i pobiegła na drugi koniec sali, żeby wyłączyć gotującą się bez końca wodę.
Rozsypując tym razem cukier po blacie, zalała wreszcie kawę w filiżance i z rezygnacją spojrzała na zegarek. Wiedziała, że nie zdąży nawet spróbować aromatycznego czarnego napoju, który w tej chwili miał temperaturę wrzącego ołowiu, bo za minutę w korytarzu wściekle zabrzęczy dzwonek. Ale nadzieja umiera ostatnia - sięgnęła więc z determinacją po łyżeczkę.
Nagle do sali energicznie wkroczyła Zosia, która właśnie kończyła dyżur.
- Ja bardzo przepraszam, ale czy ktoś widział gdzieś moje gałki oczne?- spytała surowym tonem - Szukam ich już drugą przerwę i nigdzie ich nie ma !
Pytanie było na tyle niezwykłe, że wszyscy ze zdumieniem podnieśli na nią wzrok. Jej ładne brązowe oczy patrzyły na nich bystro; były dokładnie tam, gdzie powinny być, więc absurdalność tego komunikatu wydała się im nieco zagadkowa. W dziwnej ciszy niespodziewanie rozległ się spokojny głos Wioli, która właśnie odłożyła słuchawkę telefonu:
- Nie, nie widziałyśmy- zaprzeczyła.- Myślałam, że zginął ci mamut.
- Tak, ale mamut zginął mi w zeszłym tygodniu, a dziś nie mogę znaleźć moich gałek ocznych - Zosia z irytacją położyła na stole dziennnik. - Zaraz będzie dzwonek na lekcję i są mi teraz bardzo potrzebne.
Gdyby w tym momencie ktoś mógł wydusić z siebie choć słowo, to z pewnością przyznałby niepodważalną, choć nieco makabryczną rację zdenerwowanej Zosi – gałki oczne są nauczycielowi niezbędne na lekcji.
- A znalazłaś mamuta? – kontynuowała niezmordowana Wiola.
- Nie, nie znalazłam. Ktoś musiał go wcisnąć do jakiegoś kąta i teraz pewnie znajdzie się dopiero przy kolejnej inwentaryzacji.
- Mnie podobno zginął z klasy Traugutt - wtrąciła milcząca do tej pory pani Jadzia, która nie była w tym roku wychowawczynią i mogła sobie spokojnie spożywać na przerwie drugie śniadanie w postaci apetycznej bułki z szynką. – Dyrekcja mi dziś mówiła i kazała wyciągnąć surowe konsekwencje, ale jeszcze tego nie sprawdziłam.
- A na co u licha komuś twój Traugutt?
- A na co komuś twój mamut?
Wszyscy słuchali tej osobliwej wymiany zdań jak zaczarowani. A w głowie Joli, odurzonej zapachem upragnionej, aczkolwiek chwilowo nieosiągalnej kawy, wyświetlił się nagle bardzo sugestywny obraz: wielkie, włochate zwierzę ze smętnie zwisającą trąbą, stoi wciśnięte do kąta jakiejś klasy za stojak z mapami i z rezygnacją porasta grubą warstwą kurzu. Traugutta nie zobaczyła. Pewnie dlatego, że nie pamiętała, jak wyglądał.
Przez kilka sekud przypatrywała się tej fascynującej wizji z lekkim skonsternowaniem, po czym parsknęła niepohamowanym śmiechem. Za jej przykładem poszła reszta koleżanek i kolegów. Brzęk upadającej na podłogę łyżeczki został zagłuszony przez ogólny chichot, rechot tudzież pełne niedowierzania parskanie.
- Czy tu już wszyscy poszaleli? – zapytał zmartwiony nieco dyrektor, który właśnie wszedł do środka i zastał swoje grono w stanie wszechogarniającej niemocy.
- Nie dyrektorze – wydusił z siebie rozbawiony Leszek. – To tylko koniec roku. Każdy ma prawo do małego zmęczenia materiału.
Dzwonek zabrzmiał w końcu, napełniając pokój nauczycielski ogłuszającym rykiem tyranozaura w ataku szału głodowego, ale jakoś tym razem nikt nie poderwał się z miejsca. Nie pomogło nawet wyjaśnienie zdziwionej zamieszaniem Zosi, że chodziło jej oczywiście o planszę biologiczną gałki ocznej, którą chciała pokazać uczniom na lekcji anatomii. Jeszcze tydzień temu plansza wisiała na ścianie w pracowni, ale teraz zniknęła. Rozbawione grono nie mogło się jednak uspokoić.
W końcu każdy pozbierał ze stołu swoje książki, testy, mapy i inne pomoce naukowe i powoli pokój nauczycielski opustoszał.
Została tylko rozanielona Basia, która nie tylko jakimś cudem namówiła drukarkę do działania, ale również znalazła na ladzie obok czajnika własną filiżankę pełną świeżutko zaparzonej kawy. Najwyraźniej w świecie jakaś dobra dusza zostawiła ją tu dla niej miłosiernie, widząc, że biedzi się z tymi świadectwami już trzecią godzinę.
Ale nawet ona nie umiała wyjaśnić, czyja dowcipna dłoń przypięła podstępnie na tablicy ogłoszeń kartkę z dramatycznym apelem:
Każdy, kto widział zaginionego mamuta, Traugutta lub gałki oczne Zosi proszony jest o udzielenie wyczerpujących informacji na dzisiejszej radzie pedagogicznej.

KONIEC
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."

"Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom,
A Prawdom kazać, by za drzwiami stały."
Ostatnio zmieniony przez Admete Wto 14 Lip, 2009 00:25, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Aragonte 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 22323
Skąd: emigracja wewnętrzna
Wysłany: Pon 13 Lip, 2009 22:48   

To jest boskie :rotfl: Nauczycielką nie jestem i raczej nie będę, ale dostatecznie wiele się nasłuchałam opowieści kumpeli, żeby widzieć, ile prawdy jest w tym obrazku :-D Gdyby Chmielewska była nauczycielem, a nie architektem, to mielibyśmy parę książek o tego rodzaju tematyce, więc może namówisz swoją przyjaciółkę Anię na kontynuację? :mrgreen:

A właśnie - mogę to pokazać mojej przyjaciółce anglistce? Jestem pewna, że przeczyta z zainteresowaniem i mocno się ubawi.

Aha, Admete, rzuć okiem na tajemniczy kod, który się zaplątał w środek tekstu.

Dziękuję i proszę o więcej, jeśli można :kwiatek:
_________________
...
 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 33833
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Pon 13 Lip, 2009 23:17   

KWIK!!!
Bardzo zabawne i sympatyczne. Z gałki ocznej polewałam chyba z kwadrans. Jezu, co za wizja. :D Kurczę, czy tak wygląda długa przerwa w pokoju nauczycielskim? Zawsze mnie to bardzo interesowało. Świetny chaos. I podobał mi się humor. Głaskanie drukarki. Co to za drukarka? Też chcę taką, bo moje doświadczenia z tymi wrednymi sprzętami zawsze kończą się na "Nie chcesz po dobroci, ty podła kreaturo?!" i chlast ją przez podajnik! I wtedy drukuje...
Właśnie wypełzłam z betowania dwóch tekstów i normalnie namolnie pchały mi się w oczy miejsca, gdzie coś bym poprawiła, ale kazałam się mojemu mózgowi odp... khm, uspokoić znaczy się.
Też bym się nie obraziła o c.d.
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 39127
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Wto 14 Lip, 2009 00:23   

Tak to mniej więcej wygląda ;) Czasami gorzej ;) Chaos i jeszcze raz chaos. I ktoś się dziwi, że jak wracam do domu, to mam wszystkiego dość. Przekażę Ani wasze opinie :) Dzienniki pod koniec roku sa pilnowane i podprowadzane regularnie. Ja tak wiszę nad ludźmi, jak chcę żeby mi w końcu tematy wpisali ( i oceny ).
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."

"Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom,
A Prawdom kazać, by za drzwiami stały."
 
 
Anaru 



Dołączyła: 11 Sie 2006
Posty: 26776
Skąd: Tu i tam ;)
Wysłany: Wto 14 Lip, 2009 09:40   

Cudne :rotfl:
Niech żyje niedostatek sprzętu :mrgreen:
I wariatkowo na koniec roku. :mrgreen:
_________________

 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Nie 19 Lip, 2009 16:50   

"rykiem tyranozaura w ataku szału głodowego"
Gdy byłam uczniem nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale zobaczyłam wszystko od drugiej strony, gdy na studiach miałam praktyki w szkole, w klasach podstawowych zwłaszcza. :roll:
Współczuję nauczycielom, że muszą w tym egzystować... Koszmar!
Poznałam także zacisze pokoju nauczycielskiego, ale tak zabawnych scen nie widziałam ;)

Moje uwagi: wiek tych wszystkich postaci jest nieznany, a oni sami niedookreśleni. Nie wiadomo, czy są młodzi (tak można by było przypuszczać, ale to w takim razie jakaś eksperymentalna szkoła ? ) jak wyglądają, i jak ich odróżnić, poza imieniem. Z czasem pewnie widać byłoby różnice, w zachowaniu, w tym jak mówią, co robią, ale w tej chwili są nieodróżnialni na dobrą sprawę. a chciałabym wiedzieć, czy na przykład Leszek nosi spodnie na szelkach, Wiola nosi wzorzyste sukienki, Ludmiła ma ciemne długie włosy, a u Piotra widać pierwsze oznaki łysienia. To oczywiście tylko przykłady ;)
Puenta bardzo fajna :mrgreen:

Aha, i ponieważ znam francuski to: tête-à-tête.

Niech koleżanka pisze dalej :D
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 39127
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Nie 19 Lip, 2009 17:00   

Wiem o tym tet a tet, ale jak wklejałam w całości to mi się zmieniało na coś innego.
Nie ma okreslonych cech, bo to jest przerobione z takiego szkicu :) To nie jest bynajmniej eksperymentalna szkoła, a dziwne zdarzenia i teksty są na porządku dziennym w każdym typie szkoły. U Ani dużo jest w miarę młodych osób, ale z doświadczenia wiem, że wśród nauczycieli najwięksi jajcarze, to często ci starsi ;) Niestety czasami jest też sporo spięć w takim chaosie. Z opowiadania Ani wiem, że to zdarzenie z gałkami ocznymi jest autentyczne.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."

"Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom,
A Prawdom kazać, by za drzwiami stały."
Ostatnio zmieniony przez Admete Nie 19 Lip, 2009 17:04, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Nie 19 Lip, 2009 17:02   

Ale ci wszyscy ludzie są dość młodzi, bo na takich wygladają w tym szkicu, poza tymi, którzy sa określani słowem: pan, pani?

Moje praktyki w szkole miały miejsce wiele lat temu :wink:
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 39127
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Nie 19 Lip, 2009 17:06   

U mnie grono składa się z 40 osób i tylko do dwóch mówię pan/pani. Wszyscy mówią sobie po imieniu w zasadzie niezależnie od wieku, chyba że ewidentnie różnica jest duża. Per pani mówię tylko do dyrektorki i takiej najstarszej nauczycielki w wieku prawie mojej mamy ;) nawet do wicedyrekcji mówię po imieniu.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."

"Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom,
A Prawdom kazać, by za drzwiami stały."
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 39127
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Nie 19 Lip, 2009 19:08   

Wkleję ponownie opowiadanie Ani, które kiedyś tu umieszczałam, ale nie potrafiłam go teraz zlokalizować:

HISTORIA STARA JAK ŚWIAT

Przez szpary w okiennicach cicho świstał mroźny wiatr. Noc była tak zimna, że nawet wewnątrz można było się rozgrzać jedynie przy ogniu. Ciepłe światło płomienia trochę rozjaśniało mroczne wnętrze, tańcząc swobodnie na ścianach i nielicznych sprzętach. W powietrzu czuć było zapach spalającego się leniwie drewna.
Dwie nieruchome kobiece sylwetki rysowały się wyraźnie na tle jasnej plamy ognia. Siedziały obok siebie, w milczeniu.
Starsza z kobiet wolno uniosła głowę i przez chwilę nasłuchiwała stłumionego szczekania psów, które dobiegało z zewnątrz. Blask płomienia oświetlał jej zmęczoną twarz, smutne szare oczy i zaciśnięte boleśnie usta, otoczone siateczką drobnych zmarszczek.
- Ona już tu jest ... – stwierdziła raczej niż zapytała.
Młodsza kobieta podniosła na nią wzrok i zawahała się.
- ... Tak, matko- szepnęła potwierdzająco. – Przyjechała przed wieczorem.
Dłonie starszej kobiety zacisnęły się mimowolnie, a usta zadrżały lekko.
- Czy ona ... czy urodzi mu dzieci?
Córka w milczeniu odgarnęła jej z czoła siwy kosmyk włosów i z miłością spojrzała w gorejące od rozpaczy szare oczy.
- Tak. Jest młoda i piękna.
- Piękna ! – powtórzyła jak echo matka – Ja też byłam kiedyś piękna ! Dla niego ... dla wszystkich. Wybrał mnie spośród tak wielu. Byłam najważniejsza... a teraz pozbywa się mnie jak ... jak kochanicy, która mu się znudziła !
- Nie mów tak, matko ! Zawsze cię kochał ... i wciąż kocha.
- On zdolny jest kochać już tylko siebie. A raczej wizję siebie, jaką wymyślił. Ja do tego obrazu nie pasuję. Przeszkadzam mu w jego planach, ambicjach ! Jestem tylko zawadą ! A ona ... może wkrótce spełni jego marzenia ... o synu – wysyczała z goryczą .
Córka chciała ją objąć, ale matka odsunęła się gwałtownie, odwracając od niej głowę.
Nie chciała jej dotyku, niczyjego dotyku. Minęły już dwie zimy, od kiedy on dotykał ją ostatnio. Nawet nie miała do niego żalu, nie była już prawdziwą kobietą. Czuła się teraz taka ... pusta.
W ostatnim czasie gorycz, rozpacz i upokorzenie wypełniały ją całkowicie, niemal odbierając zmysły. Ale teraz ... nie czuła już nic poza zmęczeniem – olbrzymim, przytłaczającym jak zwalone drzewo zmęczeniem. Miała ochotę zamknąć oczy, zasnąć i nie obudzić się już więcej.
Ta dziewka była gdzieś tu, w jej domu, niedaleko ... ale nagle straciło to znaczenie.
Przez długą chwilę pustym wzrokiem wpatrywała się w płomień, jakby poza nim świat przestał istnieć. Miała wrażenie, że tu na tym palenisku jej serce spłonęło i zamieniło się w popiół. A czy popiół może czuć zazdrość ... szarpiącą wnętrzności jak dziki zwierz ?
- Matko, - cichy głos córki wyrwał ją z otępienia – to niesprawiedliwe ! Nie możesz tak pokornie odjechać. Jesteś jego żoną ! Pierwszą żoną ! Masz swoje prawa i musisz o nie walczyć! – chwyciła zimne ręce matki i potrząsnęła nimi, jakby chciała ją zbudzić z jakiegoś snu.
- Prawa ? – powtórzyła głucho stara kobieta – Moje prawa takie są, jakie on chce. Zresztą... brak mi już sił.
- Nie mów tak, błagam! Zrób to dla siebie, dla mnie ! Byłaś zawsze najważniejsza, pytał cię o zdanie, mówił, żeś silna, że tylko tobie może ufać ! Wszystkie inne się dla niego nie liczyły! Kochał tylko ciebie i mnie. Zawsze gdy wyjeżdżał, mówił, że tęskni ! Nie wolno ci teraz nas zostawić... zostawić mnie...
Matka ocknęła się ze swego bezruchu i uważnie spojrzała na dziewczynę. W młodych oczach szkliły się łzy, powstrzymywane tylko siłą woli, a twarz otoczona rudymi lokami zaczerwieniła się z emocji.
- „ Co z nią teraz będzie ? Z moją piękną córką...”– pomyśłała nagle, patrząc jak światło płomienia ślizga się zmysłowo po ognistych ścieżkach jej włosów.
Ona też miała kiedyś takie piękne włosy...Uśmiechał się, mówiąc, że pokochał ją za ten ogień na głowie i w duszy.
To dobrze, że córka tak jest do niej podobna. Zawsze, gdy on na nią spojrzy, będzie musiał przypomnieć sobie o krzywdzie swej pierwszej żony ! ... I o tych wszystkich nocach, gdy z westchnieniem zanurzał swe mocne dłonie w jej lokach i pozwalał całować się... tak jak żadna inna ... nigdy ... !
Szloch córki wyrwał ją z bolesnych wspomnień.
- Milcz ! – mruknęła szorstko, wyrywając ręce z jej objęć – Nie jesteś już dzieckiem, nie przystoi ci takie zachowanie! Teraz ważne jedynie, by z godnością przyjąć swój los – wyprostowała przygarbione plecy i uniosła podbródek.
Ogień zalśnił na jej grubych złotych kolczykach, które zakołysały się dumnie.
Będzie silna ! Podda się, ale z godnością. Zrobi to dla swej córki. Choćby serce z żalu wyło, jako te psy na mrozie, nauczy swoje dziecko jeszcze jednego – kobiecej dumy.
- Jesteś moją córką ! I jego. Masz w sobie naszą siłę i krew. Dlatego ta ... ona... będzie ci okazywać szacunek. Nawet gdy on znów wyjedzie ... a mnie już tu nie będzie.
- Dokąd się udasz?
- Nie pytaj, on nie chciałby, żebyś wiedziała – wykręciła się. - Ty zostajesz tutaj – dodała twardo i przelotnie spojrzała w ogień.
Przez chwilę wydawało się jej, że widzi w nim skalisty brzeg morza, długie łodzie kołyszące się w zatoce i targaną wiatrem rozległą, zieloną równinę, którą kiedyś tak kochała w dzieciństwie.
- Jakże sobie poradzisz sama? – spytała żałośnie dziewczyna, jakby miała nadzieję, że matka zmieni zdanie i powie nagle –: „ Jedź ze mną”.
- Jak? – stara kobieta parsknęła z goryczą – On hojnie mnie wyposażył. Zawsze umiał nagradzać tych, którzy mu dobrze służyli. A i ja przez te lata nie próżnowałam; mądra kobieta wie, jak o swoją przyszłość zadbać. Miałam nadzieję, że kiedyś ... że to dla ciebie – spochmurniała – Ale teraz niech on o ciebie dba !
Nagle poderwała się gwałtownie, jakby pchnięta jakąś myślą.
- Ale zanim dam się stąd wyrzucić na pośmiewisko ludzkie, chcę ją zobaczyć. Chcę spojrzeć jej w oczy !- ruszyła zdecydowanie do drzwi – Zostań tu !
- Matko, nie powinnaś ! – usłyszała jeszcze za swoimi plecami zanim zanurzyła się w mrok korytarza.

* * *
Znała tu każdy kąt, niepotrzebne jej było żadne światło. Wiedziała, gdzie iść. Było tylko jedno miejsce, które mógł przygotować dla tamtej, dostatecznie daleko od jej komnat. Szybko i cicho przemknęła po kamiennej posadzce przez długi korytarz. Nikt jej nie przeszkodził w dotarciu do bocznych nieużywanych drzwi. Nie wahała się, nie czuła strachu ani złości, po prostu wiedziała , że musi to zrobić.
Drzwi zaskrzypiały cicho, gdy otworzyła je szybkim ruchem. Jasna plama światła, która padła na posadzkę rozświeliła korytarz tylko na krótką chwilę. Zwinnym ruchem drapieżnika, który obchodzi swoje terytorium stara kobieta weszła do środka.
Od razu zauważyła, że w tym pomieszczeniu było zdecydownie więcej światła, a bogaty wystrój sprawiał znacznie przytulniejsze wrażenie niż ascetyczna prostota miejsca, które właśnie opuściła. To oczywiste, że on zadbał, by jego nowa oblubienica była zadowolona. Na dodatek od razu rzucało się w oczy, że jej rywalka zdążyła się już zadomowić – wszędzie wokoło leżały porozkładane ubiory i różne kobiece drobiazgi, a na stole pyszniła się suta wieczerza.
Na widok niespodziewanego gościa zza stołu wolnym ruchem podniosła się młoda, bogato odziana dziewczyna. Nie była sama, dwie niewiasty robiły właśnie porządek wśród jej rozrzuconych rzeczy.
Nie widziała jeszcze swojej poprzedniczki, ale chyba szybko domyśliła się, kto tak bezceremonialnie wtargnął do środka. Podobieństwo matki i córki, którą już dzisiaj pokazywano jej z daleka, było uderzające. Choć oczywiście w bezwstydnie rozpuszczonych siwych włosach starej kobiety trudno było się doszukać nieprzyzwoitej rudości jej córki – dziedzictwa po niebezpiecznych przodkach z północy.
Po gwałtownym wejściu zapanowała pełna napięcia cisza. Dwie kobiety złączone dziwnym zrządzeniem losu przyglądały się sobie w milczeniu.
Starsza chłonęła wzrokiem rywalkę, jakby w jednej chwili chciała poznać jej wszystkie sekrety. Owszem, córka mówiła prawdę – idealnie biała twarz, różowe usta, na których widniał jeszcze mokry ślad z wina, zgrabna sylwetka ukryta pod zwojami drogiego materiału i długie jasne warkocze.
Nie sposób powiedzieć, że nie jest urodziwa. Ale czy on będzie z niej rad, to już zupełnie inna sprawa.
Bo czy te delikatne białe dłonie będą go tak samo pieściły jak ...? Albo czy te błękitne dumne oczy spojrzą na niego z prawdziwym oddaniem? Czyż niewinne serce tej dziewczyny będzie w stanie pojąć ciemne zakamarki duszy tego mężczyzny?! Na pewno nie! Po stokoroć - nie !!
Poczuła, że w jej serce znów wkrada się złość i gorycz. Spojrzała z pogardą w te błyszczące niebieskie oczy; w te oczy, które wpatrywały się w nią z taką intensywnością ... i nagle – doznała olśnienia !
Zrozumiała, co tak naprawdę w nich widzi - nie dumę i wyniosłość, nie triumf i radość ze zwycięstwa nad upokorzoną rywalką ! Spokojne spojrzenie pełne było ... rezygnacji.
Nie, to nie było współczucie dla pokonanej przeciwniczki, to pełne dumy pogodzenie się z losem, którego sama sobie nie wybrała. Obie zatem czuły to samo – stały się zabawką w rękach męskiego świata. I najwyraźniej żadnej z nich taka rola nie odpowiadała.
- „O mężu, - pomyślała stara kobieta z dziką satysfakcją - jakże będę pomszczona dzięki tym smutnym błękitnym oczom !”
Patrzyły na siebie przez dłuższą chwilę, odgadując swe myśli. W końcu dziewczyna bez słowa spojrzała na przedmiot, który przez cały czas ściskała w ręce. Stara kobieta podążyła za nią wzrokiem i natychmiast zrozumiała, na co patrzy.
Mały ozdobny krzyż. Ten sam krzyż, o którym dawno temu prawili w tym puszczańskim kraju dwaj wędrowni mężowie; ten sam, który zawisł w kaplicy wzniesionej przez niego dla nowej małżonki.
Ten sam, na którym, jak powiadają, umarł jedyny Bóg. Teraz tym krzyżem posłuży się on, by stać się większym niż zasługuje.
Stara kobieta w milczeniu, wolno odwróciła się i wyszła. Zobaczyła więcej niż się spodziewała. Gdy zamykała za sobą drzwi, niemal współczująco spojrzała po raz ostatni na tę młódkę, która naiwnie uwierzyła, że składa swoje życie w ofierze czegoś wielkiego. Szybko jednak dowie się, iż jej Bóg jest dla niego tylko narzędziem. Tak jak i ona. Jeśli da mu syna, będzie mogła w spokoju doczekać swej starości. Jeśli nie ...
Jedno było pewne : dziś zazdrościły sobie nawzajem - ona młodszej rywalce, że tu zostaje, a jasnowłosa dziewczyna - jej, że rankiem odjeżdża.

* * *
Gdy otwarła drzwi do swojej komnaty, zastała córkę siedzącą nadal przy ogniu. Choć płomień swym żarem zaczerwienił jej policzki, drżała, otulając się w długi płaszcz podbijany futrem. Na widok matki zerwała się z dębowej ławy i nie czekając na to, co ona powie, cicho i z lękiem poprosiła:
- Matko, weź mnie ze sobą.
Kobieta, słysząc to, gniewnie przemierzyła komnatę i stanęła przed nią.
- Na Thora ! Gdzie twoja siła ? Gdzie godność?! – a ponieważ córka tylko skurczyła się w sobie, chwyciła ją za ramiona i potrząsnęła szorsko - Jesteś książęcą córką ! A to jest twoja ziemia, twoje miejsce. Zostaniesz tutaj, z nim... ze swoim ojcem, który wkrótce stanie się wielkim – zdecydowanym ruchem ujęła opuszczoną głowę córki w swoje dłonie i zmusiła ją, by patrzyła jej prosto w oczy. - I będziesz wspierać małżonkę swego ojca we wszystkim, o co cię poprosi. Ona nauczy ciebie kochać tego Boga, o którym nam tyle mówiono, a ty nauczysz ją miłować twego ojca. I nie odstąpisz go, aż on sam ci innej służby nie znajdzie. Boś jego własnością i będziesz mu posłuszna. Ale jeśli jego nowy Bóg sprawi, że zostaniesz żoną i matką, odpłacisz mu za naszą krzywdę! Wychowasz synów na swych obrońców, by nikomu nie dali cię ukrzywdzić, tak jak mnie ... jak twój ojciec ... – zawahała się. - A córkom swym opowiesz o babce, której nie dane będzie im poznać, bo wróciła do północnej krainy, gdzie kobiety same sobie mężów wybierają. Opowiesz im o babce, która rozdarła swe serce, ucząc córkę, jak godnie wypełniać swoje przeznaczenie... I pamięć o nas przetrwa w nich i w ich córkach przez wiele pokoleń, choćby on całemu światu wmówił, że nas nie było.
- Tak, matko – młody głos drżał jeszcze, ale po raz pierwszy zabrzmiała w nim duma i siła starej kobiety.


KONIEC
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."

"Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom,
A Prawdom kazać, by za drzwiami stały."
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Nie 19 Lip, 2009 19:42   

To opowiadanie jest bardzo dobre. Czytam już je chyba trzeci raz i za każdym razem mi się podoba. Tak, historia stara jak świat.
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 39127
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Nie 19 Lip, 2009 19:44   

Przekazuję opinie Ani, więc prosze pisać :)
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."

"Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom,
A Prawdom kazać, by za drzwiami stały."
 
 
Caitriona 
Byle do zimy!



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11602
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie 19 Lip, 2009 20:19   

Świetna rzecz. Bardzo dobrze się czyta to opowiadanie. Rewelacja.
_________________
And clouds full of fear
And storms full of sorrow
That won't disappear
Just typhoons and monsoons
This impossible year

 
 
BeeMeR 



Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 27858
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Wto 21 Lip, 2009 13:43   

Ja na razie o pierwszym opowiadaniu, bo drugie przede mną:
Trochę literówek - ale to drobiazgi, biorąc pod uwagę, że opowiadanie jest świetne, napisane bardzo lekko i humorystycznie. Mnie tam nie potrzeba opisów kto jak wygląda i ile ma lat :P - w gruncie rzeczy przy głupawce (na pewno nie pierwszej :mrgreen: i nie ostatniej :mrgreen: ) wszystkich ogarnia podobny typ zachowania czy przekomarzania się itp.
Brawo - i chętnie przeczytam to drugie :)
_________________

 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Sob 01 Sie, 2009 22:11   

Jakbym była w moim pokoju nauczycielskim. Z tym, ze zazwyczaj jestem pania Jadzią :P
 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...



Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 11136
Skąd: równiny Mazowsza
Wysłany: Sob 01 Sie, 2009 22:48   

Pierwsze - świetne , gałki , mamut i Traugutt bombowe :rotfl: Może trochę za dużo pospiechu w tekście .
Drugie - trochę Stara Baśń , trochę Bolesław Chrobry , a trochę coś o Wikingach . Powiem szczerze , że jak dla mnie trochę za dużo skojarzeń w trakcie czytania .
_________________
Niepełnosprawny umysłowo współpracownik gestapo czyli kanalia o zdradzieckiej mordzie :mrgreen:
 
 
BeeMeR 



Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 27858
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Pon 03 Sie, 2009 15:32   

Tamara napisał/a:
Powiem szczerze , że jak dla mnie trochę za dużo skojarzeń w trakcie czytania .
Mnie to nie przeszkadza - podobało mi się :)
_________________

 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 39127
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Pon 03 Sie, 2009 16:07   

Co do skojarzeń - one sa celowe :) Oparte na historycznych przesłankach.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."

"Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom,
A Prawdom kazać, by za drzwiami stały."
 
 
zuza 
chetna na hr. de La Fere



Dołączyła: 14 Paź 2009
Posty: 603
Skąd: z Nowodworów
Wysłany: Pon 19 Paź, 2009 18:46   

Pierwsze opowiadanie mnie rozbawilo, ale drugie.... och :oklaski:

Czytalam kiedys taka ksiazke Córka Wikingów, zrobila na mnie ogromne wrazenie jak bylam mlodziutka. I teraz uczucia, ktore mi towarzyszzyly w trakcie lektury tej ksiazki... wrocily :)
Dziekuje :kwiatek:
_________________
"Zawsze istnieje przepaść miedzy tą książką, którą ma się w głowie, a tą na kartce przed sobą"
("Żebracy na koniach" Nancy Kress)
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 39127
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Pon 19 Paź, 2009 20:01   

Przekaże koleżance, że opowiadania się podobały. Ona ma pierwszą część większej całości gotową. Powieść współczesną z elementami zagadki kryminalnej i fantastyki oraz historią w tle. Na razie jednak nigdzie publicznie nie umieszcza.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."

"Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom,
A Prawdom kazać, by za drzwiami stały."
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 39127
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Sob 27 Lut, 2010 20:38   

Nowy felieton autorki powyższych opowiadań :) Zachęcam do wpisania paru słów, jesli komuś się spodoba :)

http://kobietazasciankowa...?q=1&kat=705188
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."

"Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom,
A Prawdom kazać, by za drzwiami stały."
 
 
Calipso 
Mama Mayi <3



Dołączyła: 21 Lip 2008
Posty: 6748
Skąd: Manchester
Wysłany: Nie 28 Lut, 2010 16:20   

Ciekawie i lekko napisane :-D Dobrze że nie jestem czekoladożercą,bo klawiatura by ucierpiała :wink:
_________________
"Nektar szczęścia nigdy nie bywa bez domieszki,lepiej jednak wypić go razem z piołunem,aniżeli nigdy nie skosztować ani kropli"
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 39127
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Nie 28 Lut, 2010 17:57   

Prawda? Można nabrac ochoty ;)
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."

"Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom,
A Prawdom kazać, by za drzwiami stały."
 
 
Calipso 
Mama Mayi <3



Dołączyła: 21 Lip 2008
Posty: 6748
Skąd: Manchester
Wysłany: Nie 28 Lut, 2010 18:29   

Można :wink:
_________________
"Nektar szczęścia nigdy nie bywa bez domieszki,lepiej jednak wypić go razem z piołunem,aniżeli nigdy nie skosztować ani kropli"
 
 
Deanariell 
nie z tego świata /Jensenated



Dołączyła: 22 Sty 2007
Posty: 7602
Skąd: Lorien forever
Wysłany: Sro 03 Mar, 2010 20:44   

Ja dziś miałam ciąg dalszy porządków w starych pudłach z papierami, które tak sobie leżą od... :shock: baaaardzo dawna... :P Przy okazji znalazłam brudnopis rozdziału powieści, którą jako studentki pisałyśmy we cztery (w tym również Admete ;) ) - głównie to nasza Ania, której teksty można poczytać w tym wątku... Tak mi się na wspominki zebrało. :P Postanowiłam wkleić rozdział popełniony przeze mnie - myślałam, że było tego więcej, ale jak się okazuje źle myślałam. :roll: Koleżanki się znacznie więcej napracowały. Historia opowiada o takiej jednej sympatycznej Bożence - nigdy nic swojego nie wklejałam na żadnym forum, a od czegoś przecież trzeba zacząć, może jeszcze mnie kiedyś zbierze na pisanie? :mysle: Pamiętam, że miałyśmy niezły ubaw z tą powieścią. :mrgreen:
......................................................................................................................
Rozdział IV

Kolejny tydzień z szarego życia Bożenki minął bez większych niespodzianek, prawdę mówiąc zaczynała popadać w niebezpieczną rutynę. Szef w delegacji, pani Helenka na krótkim urlopie okolicznościowym związanym ze śmiercią w rodzinie – w biurze zrobiło się cicho , spokojnie – chwilowo nikt się na nikim nie wyżywał, jednym słowem – nudno.
Czas uciekał, z dnia na dzień malała szansa na ułożenie wszystkiego według utrwalonych w społeczeństwie stereotypów, to znaczy na znalezienie sobie partnera, ślub (czyli realizację marzenia o białej sukni jak z bajki) , rozmnażanie, wychowanie potomstwa i takie tam – by u kresu żywota obudzić się w łóżku z zupełnie obcym facetem ( na dodatek zramolałym ) , którego całym światem są problemy ze sztuczną szczęką i strach przed rakiem prostaty... No cóż, kobiece fantazje o romantycznym księciu na białym koniu szybko bledną w świetle poranka, w starciu z brutalną rzeczywistością i zerowym stanem konta.
- Chyba popadam w depresję – pomyślała Bożenka zwlekając się niechętnie z fotela w celu przyniesienia i pożarcia kolejnej porcji nadziewanych likierem czekoladek, które podobno są niezawodnym lekiem na chandrę . Było sobotnie przedpołudnie , za oknem świeciło ( jak na złość ) słońce, a Bożenka miała w perspektywie samotne spędzenie reszty dnia. Nie mając nic ciekawszego do roboty, siedziała w fotelu trochę rozczochrana, w piżamce w niedźwiadki i z sadystyczną przyjemnością pozwalała depresji zatruwać umysł, asekurując się jednocześnie czekoladową kuracją przed popełnieniem seppuku czy też czegoś w tym stylu. Kolejnym gwoździem do trumny miał być oglądany właśnie po raz n-ty „Potop” – Bożenka robiła to z premedytacją, zdając sobie jednocześnie sprawę jak podziała na nią widok Kmicica spoglądającego ognistym i pełnym miłosnej pasji wzrokiem na Oleńkę.
- Głupia małpa i czego ona jeszcze chce od niego? – wyrwało się dziewczynie między jednym a drugim kęsem czekoladki – Takiej to dobrze, ma, chociaż nie chce i jeszcze jej źle!
W końcu rozmarzyła się na dobre, wypierając z pola widzenia anorektyczną Oleńkę , aby oczyma duszy ujrzeć siebie omdlewającą w ramionach ukochanego Jędrusia. Do tego jeszcze w chwilę później pojawił się równie szaleńczo w niej zakochany ( choć nie okazujący w pełni swych uczuć ) pan Darcy i oto Bożenka była świadkiem wyimaginowanego pojedynku obu przystojniaków: słowiańska fantazja Kmicica kontra angielskie opanowanie pana Darcy’ego...
- „Nie nazywam się Babinicz, jeno Kmicic...”- padające z ekranu słowa, wyrwały Bożenkę z objęć namiętności coś jej przypominając, tylko co?
W tym momencie zadzwonił telefon , brutalnie przerywając rozmyślania ; w słuchawce dało się słyszeć męski głos ( choć bez wątpienia nie był to imć Kmicic ani tym bardziej pan Darcy)...
- Dzień dobry, Hubert Rosołek z Amplico Life, pani Bożena Kalinowska jak sądzę? Czy jest pani zadowolona z wybranego przez siebie funduszu emerytalnego? A co pani myśli o trzecim filarze?
Słowa „fundusz emerytalny” podziałały na Bożenkę jak przysłowiowa płachta na byka, ryknęła więc do słuchawki z całych sił:
- Nie nazywam się Bożena , na imię mi Elżbieta, a już co najmniej Oleńka, palancie!!!- po czym trzasnęła słuchawką tak, że nieszczęsny Hubert Rosołek zapewne postradał bębenki w uszach. – Padlinożercy! Wyzyskiwacze! Cholera skończyły się czekoladki! Do diabła z facetami!
I z tym głęboko filozoficznym stwierdzeniem na ustach, nie zastanawiając się długo, tak jak stała, chwyciwszy w locie portfel i klucze do mieszkania, w swoich ulubionych kapciach (wyglądających jak dwa małe , różowe króliczki ) Bożenka z prędkością tornada zbiegła po schodach prawie tratując wyrosłą nagle na jej drodze panią Władzię.
- Dzień dobry – usiłowała być grzeczna dla dozorczyni, choć jak na razie nie znalazły ze sobą wspólnego języka.
- Dzień dobry! Gdzie tak to tak biegnie, o mało nie walnęłam przez niom o ścianę!
- Ja niechcący, przepraszam , spieszę się bardzo do sklepu – wysapała na wpół przytomna Bożenka.
Pani Władzia spojrzała podejrzliwie w jej stronę z miną, która sugerowała , iż osobiście wydała już orzeczenie lekarskie odnośnie stanu psychicznego sąsiadki i raczej stwierdziła niż spytała:
- To chyba jaka nowa moda, tak latać w pidżamie między ludźmi , bo jak długo żyję nie widziałam takiego czego, no chyba kiedym sprzątała w Straszęcinie , ale tam same chore ludzie, to się rozumie... A tu raczej porzondny dom, to jak? Może gdzie jednak zadzwonić, bo jakaś taka nieprzytomna?
W tym momencie Bożenka z przerażeniem stwierdziła , że stróżka ma rację, oto bowiem stoi na progu klatki schodowej, cała w niedźwiadkach, z króliczkami na nogach...No cóż jak cię widzą, tak cię piszą – trudno się dziwić.
Nie wdając się w zbędne dyskusje z panią Władzią, odwróciła się na pięcie i jak poprzednio w dół, pognała tym razem w górę, chroniąc się przed szaleństwem w zaciszu domowych pieleszy.
Organizm wciąż domagał się porcji słodyczy, a o czekoladkach można było zapomnieć przez jakiś czas – nie miała zamiaru ryzykować ponownego spotkania ze stróżką, która już pewnie czekała z kaftanem bezpieczeństwa w rękach ( tak na wszelki wypadek ). Ostatnią deską ratunku była kuchenna szafka – istniał cień szansy, że coś w niej jeszcze zostało. Skwapliwie podreptała do kuchni i po dłuższych poszukiwaniach znalazła dwa batoniki ( kokosowe Princessy, hura! ) i puszkę brzoskwiń w syropie. Wystarczy. Terapeutyczne obżarstwo przerwał dzwonek do drzwi. Niechętnie oderwała się od brzoskwiń i poszła sprawdzić kogo licho niesie w tak nieodpowiednim momencie. Za drzwiami stał listonosz, ale nie była to dobrze znana, zaprzyjaźniona pani Stasia, lecz niski mężczyzna w nieokreślonym wieku w uniformie Poczty Polskiej:
-Pani Bożena Kalinowska? Telegram, proszę pokwitować odbiór. – Twarz listonosza wydała się znajoma, ale nie mogła sobie przypomnieć, gdzie go spotkała...
- Czy myśmy się już gdzieś nie widzieli?
- Oczywiście, roznoszę tu pocztę już od dwóch tygodni, pani Stasia poszła właśnie na urlop, więc tymczasowo przejąłem ten rewir.
- Nie, to nie to...- Bożenka daremnie usiłowała przypomnieć sobie, ale nie bardzo wiedziała co.
- A swoją drogą dziwię się pani obsesji na punkcie własnego imienia, moja droga, czy aby nie jest to wynik działania podświadomości – bo żenić się pani wypada, a nie ma z kim? Co pani Bożenko? Może nie warto się tym tak przejmować! Uszy do góry, dziecinko!
Dziewczyna osłupiała z powodu tak jawnej bezczelności nieznajomego. Starała się posłać mężczyźnie jak najbardziej piorunujące spojrzenie, ale chyba nie bardzo jej się udało.
- Po pierwsze jeśli już coś mi wypada zrobić, to wyjść za mąż, a po drugie – co pan sobie w ogóle wyobraża?! Telegram to rozumiem, ale listonosz i morały w sobotnie przedpołudnie, tego już po prostu ...no tego...
- Czy pani aby dobrze się czuje? – szczerze zdziwiona i zatroskana twarz listonosza zmieszała Bożenkę, przerywając skutecznie gniewną tyradę. – Pytałem tylko czy życzy pani sobie jakieś karty okolicznościowe lub znaczki, bo jeśli tak, to mam teraz duży wybór...
-Aaaa... Nie, dziękuję. Wie pan, pójdę się lepiej położyć... Do widzenia.
Zdesperowana zamknęła drzwi i stała jeszcze przez chwilę przy judaszu, żeby upewnić się, iż listonosz odszedł.
- Zaczynam popadać w paranoję... No pięknie, z depresji w paranoję... – pomyślała uśmiechając się niepewnie – Ciekawie od kogo ten telegram?
_________________
"Carry on my wayward son,
For there'll be peace when you are done
Lay your weary head to rest
Now don't you cry no more..."

["...Lost in the wilderness, so far from home..."]
Acklesism is my religion ;) Welcome to Winchesterland
Ostatnio zmieniony przez Deanariell Nie 07 Mar, 2010 22:42, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - mangi

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.