PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Aragonte
Sob 17 Sty, 2009 19:00
Werterowisko...
Autor Wiadomość
AineNiRigani 
Ambasador kotłowni



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 19911
Skąd: Unexpected journey
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 16:40   

a mnie wlasnie to gledzenie o wyzszosci ducha nad cialem, bez odzwierciedlenia w rzeczywistosci wkurzalo. Romantyzm rzucal puste hasla, bo sami jego tworcy nie stosowali sie w zyciu do zadnego z nich - promowanie egoizmu, zniewiesciali faceci i meskie kobiety.
Ja jestem prosta baba ze wsi i cały ten świat romantyczny jest dla mnie po prostu nienormalny, fałszywy i postawiony na głowie, a niemal kazde wypowiedziane zdanie, kazde haslo to jedna wielka bujda, slogan pod publiczke. Udowadnianie wszystkim, ze białe jest czarne, a czerwone to zielone. Bliskie sa mi natomiast hasla ludzi czynu epoki pozytywizmu.
_________________
DYPLOMATA - czlowiek, ktory powie spierdalaj w taki sposob, ze czujesz ekscytacje zwiazana ze zblizajaca sie podroza...


 
 
trifle 



Dołączyła: 29 Maj 2006
Posty: 10089
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 16:52   

Promowanie egoizmu - no jak się uprzeć, zniewieściali faceci - no ewentualnie też. Ale męskie kobiety?? :mysle:
Hasła wcale nie były puste. Mnie na przykład, takie tylko przyziemne życie - praca, nauka, rodzina, praca, nauka, rodzina - męczy. Po prostu potrzebuję świadomości, że jest "coś więcej", jakiś duch, jakaś myśl, no coś. I to wcale nie znaczy, że jestem jakaś pokręcona, odjechana i fruwam w obłokach ;)
Aine, a podobali Ci się np "Szewcy"? :wink:
_________________
Spieszmy się kochać wypłatę, tak szybko odchodzi.
 
 
praedzio 
dziub dziub dziub



Dołączyła: 25 Mar 2007
Posty: 18531
Skąd: Puszcza Knyszyńska
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 17:06   

Wiesz, Aine, ja uważam, że poeci romantyczni byli genialni - i tego nikt im nie odbierze - a co z ich hasłami robili inni - to już zupełnie inna sprawa. Ale skoro romantyzm uzyskał taki szeroki oddźwięk wśród ludzi, znaczyć to może tyle, że hasła owe nie były jednak puste. Coś znaczyły dla tych ludzi.

Przypomina mi się dyskusja z moją babcią, która nie lubi sztuk teatralnych. "Bo wyjdzie taki jeden z drugim na scenie i jak małpy w cyrku się zachowuje, zero naturalności". Tłumaczenia typu, że to zupełnie o co innego chodzi w teatrze, nie przynoszą rezultatu. ;)

Że już o słynnej już sprzeczce na temat wyższości (niższości) realizmu nad fantastyką nie wspomnę. :mrgreen:
 
 
trifle 



Dołączyła: 29 Maj 2006
Posty: 10089
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 17:29   

praedzio napisał/a:
"Bo wyjdzie taki jeden z drugim na scenie i jak małpy w cyrku się zachowuje, zero naturalności".


Hehe :lol: Coś w tym jest :lol:
_________________
Spieszmy się kochać wypłatę, tak szybko odchodzi.
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 37636
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 18:22   

Ja jednak lubię romantyzm. Nie oczekuję wcielania w życie romantycznych idei literackich - nie o to mi chodzi. raczej o taką melancholię ducha ;) Nic na to nie poradzę, ze mi to pasuje. Romantycznych kochanków w stylu Gustawa tez nie lubię, ale przecież był tam także Konrad albo Ksiądz Piotr. I znów nie chodzi mi nie tyle o realność, co o siłę wyrazu, poetyckiego słowa. Czytam teraz trzynasta damę Somozy. Jest tam zawarta teoria znana z innych źródeł, że poezja ma wewnętrzna moc kreowania rzeczywistości i jest swego rodzaju magia. Poezja romantyczn ( nie tylko ona ) ma tę moc :-)

"Ludzki język nie jest obojętnym narzędziem. (...) Słowa wypaczają rzeczywistość, tworzą rzeczy, lecz tylko wtedy, kiedy recytuje się je w odpowiedniej formie i właściwym porządku."
Dalej jest o tym, że poszukiwanie takich wyjątkowych kombinacji słów przekształciło się w poezję. Istnieją siły pod postacią Dam, które inspiruja poetów, by tworzyli te niezwykłe słowa, poezję.

Podoba mi się takie podejście do sprawy.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
AineNiRigani 
Ambasador kotłowni



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 19911
Skąd: Unexpected journey
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 18:34   

praedzio napisał/a:
Wiesz, Aine, ja uważam, że poeci romantyczni byli genialni - i tego nikt im nie odbierze - a co z ich hasłami robili inni - to już zupełnie inna sprawa. Ale skoro romantyzm uzyskał taki szeroki oddźwięk wśród ludzi, znaczyć to może tyle, że hasła owe nie były jednak puste.

Nie chodziło mi o innych, a o samnych poetow romantycznych, ktorzy w swoim zyciu swoje wlasne hasla mieli w glebokim powazaniu. Glosili piekne puste frazesy - stad chyba odpowiedzia na romantyzm byl pozytywizm, gdzie najwazniejszy był czyn, a nie słowo.

praedzio napisał/a:
Przypomina mi się dyskusja z moją babcią, która nie lubi sztuk teatralnych. "Bo wyjdzie taki jeden z drugim na scenie i jak małpy w cyrku się zachowuje, zero naturalności". Tłumaczenia typu, że to zupełnie o co innego chodzi w teatrze, nie przynoszą rezultatu. ;)
Że już o słynnej już sprzeczce na temat wyższości (niższości) realizmu nad fantastyką nie wspomnę. :mrgreen:

A ja przyznaje otwarcie - nie widze zwiazku... :mysle:


trifle napisał/a:
Ale męskie kobiety??

Grazyna na ten przyklad. Kobitka miala zbyt wiele testosteronu i jej padlo na mozg. Zamiast zalatwic sprawe po kobiecemu, po mesku rzucila sie dramatycznie na ostrza mieczy nieprzyjaciele.

trifle napisał/a:
Hasła wcale nie były puste. Mnie na przykład, takie tylko przyziemne życie - praca, nauka, rodzina, praca, nauka, rodzina - męczy. Po prostu potrzebuję świadomości, że jest "coś więcej", jakiś duch, jakaś myśl, no coś.

A czy ja mowie, ze nie? Zycie powinno zawierac jakies idee, sens, altruizm i dzialanie dla innych i wlasnie dlatego romantyzm jest calkowicie sprzeczny z moim charakterem. Bo ja nie lubie gledzic o tym, co nalezy zrobic aby komus bylo lepiej, tylko robie wszystko, aby wlasne plany przekształcić w czyn - co stanowi calkowite zaprzeczenie ducha romantycznego. Takim typowym wytworem Romantyzmu byli podchorąży, ktorym romantyzm padł na mózg i poszli za tą ćwiercinteligentna ofiara losu - Wysockim i wywołalo powstanie bez jakiegokolwiek planu, na zasadzie "jakoś to będzie". No i przejechali na tym caly narod.
_________________
DYPLOMATA - czlowiek, ktory powie spierdalaj w taki sposob, ze czujesz ekscytacje zwiazana ze zblizajaca sie podroza...


Ostatnio zmieniony przez AineNiRigani Sob 14 Lut, 2009 18:46, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 37636
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 18:42   

Cytat:
Nie chodziło mi o innych, a o samnych poetow romantycznych, ktorzy w swoim zyciu swoje wlasne hasla mieli w glebokim powazaniu. Glosili piekne puste frazesy - stad chyba odpowiedzia na romantyzm byl pozytywizm, gdzie najwazniejszy był czyn, a nie słowo


Poeci nie są od czynów, poeci są właśnie od słów i ich magii. Mają inspirować innych - mają dar słowa i ich powinnością jest wykorzystywanie go.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
Ostatnio zmieniony przez Admete Sob 14 Lut, 2009 19:06, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
trifle 



Dołączyła: 29 Maj 2006
Posty: 10089
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 18:47   

AineNiRigani napisał/a:
a o samnych poetow romantycznych, ktorzy w swoim zyciu swoje wlasne hasla mieli w glebokim powazaniu. Glosili piekne puste frazesy


A dlaczego tak mówisz? :mysle:
_________________
Spieszmy się kochać wypłatę, tak szybko odchodzi.
 
 
AineNiRigani 
Ambasador kotłowni



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 19911
Skąd: Unexpected journey
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 18:48   

Admete napisał/a:
Poeci nie sa od czynów, poeci są włąśnie od słów i ich magii. Mają inspirowac innych - mają dar słowa i ich powinnością jest wykorzystywanie go.


Ci romantyczni - na pewno :D
_________________
DYPLOMATA - czlowiek, ktory powie spierdalaj w taki sposob, ze czujesz ekscytacje zwiazana ze zblizajaca sie podroza...


 
 
AineNiRigani 
Ambasador kotłowni



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 19911
Skąd: Unexpected journey
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 18:53   

trifle napisał/a:
AineNiRigani napisał/a:
a o samnych poetow romantycznych, ktorzy w swoim zyciu swoje wlasne hasla mieli w glebokim powazaniu. Glosili piekne puste frazesy


A dlaczego tak mówisz? :mysle:

A znasz biografie Miśkiewicza, Byrona, Goethego?
_________________
DYPLOMATA - czlowiek, ktory powie spierdalaj w taki sposob, ze czujesz ekscytacje zwiazana ze zblizajaca sie podroza...


 
 
Aragonte 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 21574
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 19:04   

Mag13 napisał/a:
Ze zmęczenia rzeczywistością nie rodzi się u mnie potrzeba wiary w istnienie innych światów, czy to religijnych, czy magicznych.
[...]
W tym sensie "zdychulce" romantyczne to po prostu dzisiejsze mroczne zwidy kina światowego typu fantasy. Nie widzę różnicy! :mrgreen:

Mag, ale ludzie są różni :) Niektórzy mają tego rodzaju potrzebę, a inni - nie.
I nie deprecjonuje to ani jednych, ani drugich, moim zdaniem.
 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...



Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 10454
Skąd: równiny Mazowsza
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 19:14   

AineNiRigani napisał/a:
Romantyzm rzucal puste hasla, bo sami jego tworcy nie stosowali sie w zyciu do zadnego z nich

A czy Marks albo Engels wcielali w życie swoje słowa :-P ? O ile pamiętam obydwaj byli obrzydliwymi burżujami i kapitalistami bez najmniejszej chęci pozbycia się np. służby i krochmalonych kołnierzyków :wink:
I w ten sposób doszłyśmy do odwiecznego dylematu - czy autor jest podmiotem lirycznym i ile jest wspólnego między autorem a jego dziełem . Zakładając , że autor powinien ściśle się stosować do tego , co pisze , bądź jego pisarstwo powinno być jego odbiciem - Rowling powinna latać na miotle :-P
Zresztą pisarz i poeta z założenia pisze i rymuje , nie wciela idee w życie , on je tworzy i rozpowszechnia , a praktyczna strona zagadnienia to rzecz zwykłych ludzi . Pokolenie , które wywalczyło niepodległość w 1918 czytało Słowackiego i Żeromskiego , a żaden z nich nie wcielał w czyn swoich poglądów - jeden cierpiał nad jeziorami szwajcarskimi a drugi dogłębnie przejmował się swoimi kłopotami trawiennymi . Sienkiewicz też z szablą po Dzikich Polach nie zasuwał ani latarnikiem nie był - wręcz przeciwnie , był do głębi sybarytycznym osobnikiem , dla którego najważniejsza była jego własna rodzina i pisarstwo .
_________________
Niepełnosprawny umysłowo współpracownik gestapo :mrgreen:
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 37636
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 19:15   

Aragonte jasne, że żadna wizja świata nie jest zła, ale wiadomo nie od dziś, ze obie do siebie nie przystają ;-) To znaczy człowiek lubiący doszukiwać się niezwykłości zwykle świetnie zrozumie osobę, która nie ma takich potrzeb, natomaist realista ma większy kłopot.
Aine Ty po prostu jesteś pozytywistka. Ja też cenię prace u podstaw, wspólne działanie, ale muszę mieć pożywkę dla duszy. Nawet jeśli to byłyby tylko romantyczne wiersze, to muszę ją mieć. Inaczej nie będę w stanie działać tu i teraz. To takie paliwo dla myśli i uczuć :-) Niektórzy nie potrzebują takich dodatkowych bodźców - pewnie mają lepiej, bo swoja energię czerpią ze świata zewnętrznego, z działania. Ja energię w ten sposób tracę, muszę się więc od czasu do czasu "doładować".
A co powiesz na poezję modernistyczną? Ona jest jeszcze bardziej oderwana od rzeczywistości niż romantyczna. Taki Miciński, wiersze Tetmajera...Kasprowicz...

"Żyje we mnie jakiś głuchy płacz - jakiś szloch i plącz żyją we mnie ", "Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży", "Pną się we mnie czarne kwiaty - złote kwiaty, krwawe kwiaty", "O cicha, mglista, o smutna jesieni! Już w duszę czar twój dziwny, senny spływa", Dies Irae Kasprowicza :-)
Pisałam kiedyś pracę roczna z twórczości Tetmajera, z motywu melancholii :-)
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
AineNiRigani 
Ambasador kotłowni



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 19911
Skąd: Unexpected journey
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 19:44   

Admete napisał/a:
Aine Ty po prostu jesteś pozytywistka.

Toz ja to zawsze powtarzalam, czyz nie? Miedzy innymi tym uzasadnialam to, dlaczego literatura romantyczna jest sprzeczna z moja natura, a co za tym idzie - nie rozumiem jej, co prowadzi do stwierdzenia, ze mi sie nie podoba. :D
Zaznaczam, ze przy calej swojej pozytywistycznej duszy chetnie tone w swiecie iluzji, fantazji i mitow, tyle ze ich wydanie romantyczne do mnie nie przemawia. Bo tak jak pisalam - lubie jak facet jest facetem, a kobieta kobietą, a romantyzm mi tego nie daje.

Admete napisał/a:
Ja też cenię prace u podstaw, wspólne działanie, ale muszę mieć pożywkę dla duszy. (...) Niektórzy nie potrzebują takich dodatkowych bodźców - pewnie mają lepiej, bo swoja energię czerpią ze świata zewnętrznego, z działania. Ja energię w ten sposób tracę, muszę się więc od czasu do czasu "doładować".

Jestem czlowiekiem czynu i pozywką mojej duszy zawsze był czyn. Słowo mnie nie zmotywuje, nie stanowi dla mnie zadnego bodzca. Najsmieszniejsze jest to, ze jak tak sobie mysle, to nawet swoje baterie zyciowe najlepiej naladuje czyms fizycznym - wizyta na silowni, aerobiku, wycieczka w gory, ostrym treningiem. Gledzenie dla czystego gledzenia mnie doluje - mimo, ze sama jestem gadula (o czym zreszta wiekszosc z Was wie). Moze wlasnie dlatego dla wyciszenia sie potrzebuje ciszy i fizycznego sam-na-sam ze sobą lub z bliskimi mi osobami.

Admete napisał/a:
A co powiesz na poezję modernistyczną? Ona jest jeszcze bardziej oderwana od rzeczywistości niż romantyczna. Taki Miciński, wiersze Tetmajera...Kasprowicz...

Musze przyznac, ze niewiele powiem, glownie dlatego, ze wypowiadam sie tylko na tematy w ktorych mam cos do powiedzenia. Rzecz jasna pamietam poezje modernistyczna, ale blado, nie tak zywo jak tworczosc staropolska czy romantyczno-pozytywistyczna. Pozniejsze epoki troche mi milkna swoim przekazem. Wrażen brak :D
_________________
DYPLOMATA - czlowiek, ktory powie spierdalaj w taki sposob, ze czujesz ekscytacje zwiazana ze zblizajaca sie podroza...


 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 37636
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 19:57   

Aine mnie nie chodzi o gadanie :-) Mnie chodzi o piękno słowa i ewentualne myśli, które z tych słów się wyłonią. Nie oczekuję, że mi je ktoś włoży do głowy :-) Ja sama muszę je wykreować i wykorzystać dla siebie. W tym sensie są dla mnie istotne :-) Po każdym działaniu musi przyjść u mnie wewnętrzne uspokojenie, myślenie, przetrawienie wszystkiego. Czasem żałuję, że nie mam powołania - poszłabym do zakonu kontemplacyjnego ;-) Nie musiałabym działać poza murami klasztoru, świat zewnętrzny by nie istniał ;-)
W moim odczuciu potrzebny jest czyn, działanie - bez niego nic by nie było. Z drugiej jednek strony bez piękna dla samego piękna, bez romantycznej poezji, modernistycznego bólu istnienia, bez sztuki szalonej - nie bylibyśmy w pełni ludźmi :-) Wbrew pozorom Aine Ty też czerpiesz z tego wszystkiego :-) W samym zajmowaniu się historią jest pewien romantyzm ;-)
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
AineNiRigani 
Ambasador kotłowni



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 19911
Skąd: Unexpected journey
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 20:21   

Admete napisał/a:
Po każdym działaniu musi przyjść u mnie wewnętrzne uspokojenie, myślenie, przetrawienie wszystkiego. Czasem żałuję, że nie mam powołania - poszłabym do zakonu kontemplacyjnego ;-) Nie musiałabym działać poza murami klasztoru, świat zewnętrzny by nie istniał ;-)

W zakonie kontemplacyjnym wytrzymalabym cala minute - potem by mnie od wewnatrz rozsadzilo. Ja zawsze twierdzilam i twierdze, ze myslenie szkodzi - no i tworczosc romantyczna jak dla mnie potwierdza te regule :D
Tutaj pojawia sie chyba ta nasza sprzecznosc natur - tak jak pisalam, wewnetrzne uspokojenie przynosi mi pot, krew i łzy. Jak cos mnie fizycznie wymeczy do nieprzytomnosci, uwalnia moj umysl i czuję ze mogę góry przenosić. Wewnetrzna kontemplacja wzbudza we mnie agresję i wściekłość. Pewnie dlatego tak nisko cenie to romantyczne ględzenie.
Admete napisał/a:
Wbrew pozorom Aine Ty też czerpiesz z tego wszystkiego :-) W samym zajmowaniu się historią jest pewien romantyzm ;-)

No tak - biorac pod uwage ilosc teorii bez pokrycia, przegadanych tematow - to cala historia to jedna wielka idea romantyczna :D I ja sie w to wpakowalam - he he :D
No ale ja moj zawod bardziej odbieralam jako prace u podstaw niz romantyczny bunt przeciwko nauce, bo nawet historie zglebiam bez romantyznych porywow, na zimno i z calym obiektywizmem na jaki mnie stac. Odrywam sie od podzialow rasowych, religijnych, narodowych i badam ja uruchamiajac medrca szkiełko i oko :D
_________________
DYPLOMATA - czlowiek, ktory powie spierdalaj w taki sposob, ze czujesz ekscytacje zwiazana ze zblizajaca sie podroza...


 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 37636
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 20:31   

Cytat:
nawet historie zglebiam bez romantyznych porywow, na zimno i z calym obiektywizmem na jaki mnie stac. Odrywam sie od podzialow rasowych, religijnych, narodowych i badam ją uruchamiajac mędrca szkiełko i oko


Już po 5 minutach umarłabym z nudów ;-) Takie patrzenie na historię nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Faktów i tak nie poznamy do końca. Zawsze będziemy mieć do czynienia z interpretacją. Twój obiektywizm też jest formą interpretacji ;-) Liczą się ludzie, emocje i mity, które pulsują gdzieś podskórnie w historii ludzkości. Wychodzę z założenia, że świat zewnętrzny to tylko pozór, prawdziwy jest świat idei, do którego kiedyś wrócimy, bo z niego wyszliśmy. Na początku było słowo, a słowo było u Boga i Bogiem było słowo ;-) Zakładam też, że jest czas na działanie i czas na rozmyślanie, bo wszystko ma swój czas, i każda sprawa pod niebem ma swoją porę. Jak mówię czyn jest istotny, ale -
Cytat:
Jaki pożytek ma człowiek z całego swego trudu, który znosi pod słońcem?
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
AineNiRigani 
Ambasador kotłowni



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 19911
Skąd: Unexpected journey
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 20:53   

Admete napisał/a:
Zawsze będziemy mieć do czynienia z interpretacją.

To cale sedno zglebiania historii - analiza i interpretacja zrodel w oparciu o dostepna nauke (w tym i nauki pomocnicze :D )
_________________
DYPLOMATA - czlowiek, ktory powie spierdalaj w taki sposob, ze czujesz ekscytacje zwiazana ze zblizajaca sie podroza...


 
 
trifle 



Dołączyła: 29 Maj 2006
Posty: 10089
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 22:51   

Nie znam biografii żadnego z zapytanych autorów. Moje pytanie, Aine, czemu tak myślisz, było z ciekawości, to nie było oskarżenie żadne :)

Ja chyba trochę jak Admete - jeśli dobrze zrozumiałam, romantyczny duch melancholii, Weltschmerzu po prostu do mnie przemawia. Rozumiem to i egzystencjalne cierpienia młodego Wertera ;) , różne pytania, myśli Kordiana i Konrada to jakby zapis moich własnych albo uświadomienie mi moich własnych, o których nie wiedziałam, że są. Lubię i już.
Zdecydowanie nie jestem człowiekiem czynu :roll: Czasem mocno mnie to męczy :roll:
_________________
Spieszmy się kochać wypłatę, tak szybko odchodzi.
 
 
AineNiRigani 
Ambasador kotłowni



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 19911
Skąd: Unexpected journey
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 23:31   

Cierpienia młodego Wertera to dla mnie klasyczny przykład osoby, ktora nie majac w zyciu wiekszych problemow, a skupiajac sie glownie na swojej osobie, po prostu sobie te problemy stwarza... To mi sie kojarzy z egzaltowanymi nastolatkami.
Ale w tej rozmowie zauwazylam u siebie inna rzecz - postacie literackie nie sa dla mnie jakims sztucznym tworem. Sa dla mnie istotami, ktore mysla, czuja i żyją, bedąc niejako projekcją osobowosci swoich autorów, ale są istotami realnymi. Sama nie wiem, czy to niormalne ... :mysle:
_________________
DYPLOMATA - czlowiek, ktory powie spierdalaj w taki sposob, ze czujesz ekscytacje zwiazana ze zblizajaca sie podroza...


 
 
trifle 



Dołączyła: 29 Maj 2006
Posty: 10089
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 23:55   

AineNiRigani napisał/a:
Ale w tej rozmowie zauwazylam u siebie inna rzecz - postacie literackie nie sa dla mnie jakims sztucznym tworem. Sa dla mnie istotami, ktore mysla, czuja i żyją, bedąc niejako projekcją osobowosci swoich autorów, ale są istotami realnymi. Sama nie wiem, czy to niormalne ...


Nie wiem, czy normalne, ja tak nie mam ;) Lubię znajdować wspólne cechy z postaciami literackimi, ale jeszcze nie znalazłam takiej, która by mi w całości odpowiadała. Werterowy kryzys miłosny jest mi całkowicie obcy, ale egzystencjalny zupełnie bliski itp.
Introwertycy są chyba takim rodzajem osób, które żyjąc intensywniej "wewnątrz" siebie - jednocześnie bardziej się na sobie skupiają. Ale nigdy nie nazwałabym tego egoizmem... To jest taka większa świadomość własnych przeżyć, zastanawianie się nad przyczynami, rozważanie różnych rozwiązań, projekcje zdarzeń. Tego się nie da "wyłączyć" i przestawić na działanie bez zastanawiania. Poznanie myśli innego introwertyka jest ciekawe.
Tak mi się teraz Kohelet kojarzy - jak jest czas na wszystko, tak i miejsce na różne typy ludzkie, na poezję i prozę ;)
[być może luźno to związane z naszą dyskusją, ale późno jest i tak mi się skojarzyło jakoś ;) ]

A pytanie z innej beczki i z ciekawości ;) (to naprawdę nie związane z naszą dyskusją, ot, też mi się coś przypomniało): jeżeli ktoś krytykuje literaturę, z którą niemalże się utożsamiacie (tzn z bohaterem), odbieracie tę krytykę personalnie czy umiecie się odciąć? :mysle:
_________________
Spieszmy się kochać wypłatę, tak szybko odchodzi.
 
 
Anaru 



Dołączyła: 11 Sie 2006
Posty: 26167
Skąd: Tu i tam ;)
Wysłany: Nie 15 Lut, 2009 00:31   

AineNiRigani napisał/a:
Admete napisał/a:
Po każdym działaniu musi przyjść u mnie wewnętrzne uspokojenie, myślenie, przetrawienie wszystkiego. Czasem żałuję, że nie mam powołania - poszłabym do zakonu kontemplacyjnego ;-) Nie musiałabym działać poza murami klasztoru, świat zewnętrzny by nie istniał ;-)

W zakonie kontemplacyjnym wytrzymalabym cala minute - potem by mnie od wewnatrz rozsadzilo.
(...)
Wewnetrzna kontemplacja wzbudza we mnie agresję i wściekłość.

Mogę się pod tym podpisać wszystkimi kończynami. Oszalałabym gdyby ktoś mnie do klasztoru wsadził, kontemplacyjnego szczególnie. Bezproduktywna kontemplacja jest czymś, czego nie jestem w stanie wytrzymać na dłużej - męczę się. Kontemplować to ja mogę łażąc po lesie i wtedy sie wyciszam i sprawia mi to przyjemność, zamknięta w murach nie dałabym rady.
Co nie zmienia faktu, że nie mogę powiedzieć, że literatura romantyczna całkiem do mnie nie przemawia - Słowackiego nieszczególnie trawię, Mickiewicza czytało mi się bardzo dobrze. Wertera nie zmęczyłam, cierpiałam...
Nie czytam wierszy, bo jakoś mnie nie ciągną specjalnie...

Rozważania nad Weltschmerzem dla samego Weltschmerzu i wsłuchiwanie się w swoje wewnętrzne jojczenie, swoje problemy i rozterki są dla mnie najnormalniej stratą czasu. Zamiast roztrząsać wszystko i jęczeć nad egzystencjalnym bólem ziemi, zdecydowanie wolę działać lub starać się przejść nad tym, co się wydarzyło, do porządku dziennego. Samo życie jest wredne wystarczająco, żeby nie trzeba było sobie jeszcze problemów wyszukiwać, realne problemy są dla mnie o wiele ważniejsze niż te wydumane, melancholia jest mi obca. Mogę wsłuchiwać się w swoją duszę w poszukiwaniu sensu wszechświata i nawracać wielokrotnie w duszy do tego, co przeżyłam, ale żyję w świecie, który nie pozostawia mi na to czasu. Proza życia, czasem cholernie wredna proza, boli znacznie bardziej niż jakiekolwiek romantyczne czy egzystencjalne rozterki, które mogłabym wymyślić...
Za bardzo boli czasem samo życie.

trifle napisał/a:
Tak mi się teraz Kohelet kojarzy - jak jest czas na wszystko, tak i miejsce na różne typy ludzkie, na poezję i prozę ;)

I za to między innymi lubię to forum :hug_grupowy:
_________________

Ostatnio zmieniony przez Anaru Nie 15 Lut, 2009 00:36, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
lady_kasiek
[Usunięty]


Wysłany: Nie 15 Lut, 2009 00:35   

Ja bym się podpisała jednak pod Admete. Kontemplacja, przemyślenie. Musi być.
I też żałuję, że jednak chyba nie mam powołania.
No i reguła milczenia... mógłby być problem... :mysle:
 
 
Anaru 



Dołączyła: 11 Sie 2006
Posty: 26167
Skąd: Tu i tam ;)
Wysłany: Nie 15 Lut, 2009 00:37   

trifle napisał/a:
A pytanie z innej beczki i z ciekawości ;) (to naprawdę nie związane z naszą dyskusją, ot, też mi się coś przypomniało): jeżeli ktoś krytykuje literaturę, z którą niemalże się utożsamiacie (tzn z bohaterem), odbieracie tę krytykę personalnie czy umiecie się odciąć? :mysle:

Zastanawiam się czy potrafię się utożsamić z którymkolwiek bohaterem literackim, chyba nie :mysle: . Zastanawiam się, czy jest jakiś konkretny typ literatury, który byłby tak naprawdę od początku do końca taki bardzo "mój". Chyba nie...
Czytam prawie wszystko co mi w rękę wpadnie jak mnie zainteresuje i nie sprawia mi przykrości jeżeli komuś się nie spodoba to, co podoba się mnie...

lady_kasiek napisał/a:
No i reguła milczenia... mógłby być problem... :mysle:

Chyba zdecydowanie :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
_________________

 
 
AineNiRigani 
Ambasador kotłowni



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 19911
Skąd: Unexpected journey
Wysłany: Nie 15 Lut, 2009 03:17   

trifle napisał/a:
AineNiRigani napisał/a:
Ale w tej rozmowie zauwazylam u siebie inna rzecz - postacie literackie nie sa dla mnie jakims sztucznym tworem. Sa dla mnie istotami, ktore mysla, czuja i żyją, bedąc niejako projekcją osobowosci swoich autorów, ale są istotami realnymi. Sama nie wiem, czy to niormalne ...

Nie wiem, czy normalne, ja tak nie mam ;) Lubię znajdować wspólne cechy z postaciami literackimi, ale jeszcze nie znalazłam takiej, która by mi w całości odpowiadała. (...)
A pytanie z innej beczki(...)jeżeli ktoś krytykuje literaturę, z którą niemalże się utożsamiacie (tzn z bohaterem), odbieracie tę krytykę personalnie czy umiecie się odciąć? :mysle:


Ale ja nie posalam o utożsamianiu własnej osoby z bohaterem, doszukiwaniu sie w nim własnych cech - pod tym wzgledem nigdy nie miałam z tym problemów. Nigdy nie szukałam w sobie podobieństw do postaci literackiej, jedynie mogłam lepiej zrozumiec bohatera gdy je dostrzegalam. Ale nie bylo mi to nigdy niezbędne.
A co do ostatniego pytania - nigdy nie byłoby to dla mnie na tyle ważne, aby sie odcinać i odbierać krytyke lubianej literatury personalnie. Jak pisałam - nigdy nie utożsamiałam sie ani z literatura, ani z postacia. Jedynie świadomość jej ducha, założenia mogą wzbudzić we mnie refleksje.
_________________
DYPLOMATA - czlowiek, ktory powie spierdalaj w taki sposob, ze czujesz ekscytacje zwiazana ze zblizajaca sie podroza...


 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.