PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Nowa nowa nowa ekranizacja Jane Eyre?
Autor Wiadomość
Ania Aga 



Dołączyła: 23 Paź 2009
Posty: 3189
Wysłany: Pią 14 Paź, 2011 21:16   

No cóż, ja się w tych wszystkich ekranizacjach pogubiłam, zwłaszcza, że widziałam tylko dwie
Chodzi o tę:
http://www.filmweb.pl/film/Jane+Eyre-2011-546931
 
 
lady_kasiek
[Usunięty]


Wysłany: Pią 14 Paź, 2011 21:19   

Ja wiem, ale naprawdę ciężko mi odnaleźć wiele elementów z tej recenzji w filmie. Zwłaszcza, że ta scena z globusem jest zupełnie w innym miejscu...
 
 
Ania Aga 



Dołączyła: 23 Paź 2009
Posty: 3189
Wysłany: Pią 14 Paź, 2011 21:25   

Ja nie widziałam, więc się nie wypowiem, może recenzent nadinterpretował film?
 
 
lady_kasiek
[Usunięty]


Wysłany: Pią 14 Paź, 2011 21:33   

Albo widział tylko zwiastun, albo oglądał na podglądzie...
 
 
primavera 



Dołączyła: 07 Paź 2007
Posty: 788
Skąd: Misty Avalon
Wysłany: Sob 15 Paź, 2011 15:51   

Też obejrzałam Jane Eyre 2011 i hmmmmm mam wrażenie jakby była niekompletna tzn jakoś ta historia rozwija się powoli a brakuje w niej niektórych scen. Nie potrafie tego okreslić, ale mam jaby niedosyt. Pan Rochester jest świetnie zagrany ale jest go bardzo mało i nie widać za bardzo jego porywczej natury a szkoda. Najlepsza jest Judi Dench jako Pani Fairfax. Mozna za to podziwiać dzikie wrzosowiska i tej naturalnej scenerii jest tam sporo. W sumie film warto obejrzeć.
_________________
Cha d' dhùin dorus nach d'fhosgail dorus.
No door closes without opening another door.
 
 
Emi 



Dołączyła: 10 Cze 2006
Posty: 9
Skąd: Poznań
Wysłany: Sob 15 Paź, 2011 19:49   

Witam ponownie po długiej nieobecności ;) Wczoraj miałam okazję obejrzeć najnowszą ekranizację Jane Eyre... i bardzo się rozczarowałam niestety. Film jest przede wszystkim nudny i nie wzbudza żadnych emocji. Jane jest zupełnie bez wyrazu, Rochester drętwy, a o jakiejkolwiek chemii między tą dwójką już w ogóle mowy nie ma. Nie wiem, czy to zasługa scenariusza, czy też źle dobranych aktorów, ale wszelkie dialogi między nimi miałam ochotę czym prędzej przewinąć. Z kolei wątek małej Jane potraktowany jest zbyt pobieżnie, mimo że bardzo dobrze odegrany. Ja jestem na nie w stosunku do całości, ale mimo wszystko warto obejrzeć, żeby wyrobić sobie własną opinię ;)
 
 
spin_girl 
Niepoprawna Optymistka



Dołączyła: 25 Mar 2008
Posty: 2710
Skąd: Łódź
Wysłany: Nie 16 Paź, 2011 17:28   

Byłam wczoraj na nowej ekranizacji Jane Eyre i powiem tak: IMHO jest lepiej niż myślałam, ale gorzej niż w wersji 2006.
Zaskoczyła mnie pozytywnie Mia Wasikowska. Oglądając ją w trailerach wydawała mi się słaba i zbyt brzydka do tej roli, natomiast w filmie bardzo szybko się do niej przyzwyczaiłam i zaakceptowałam jako Jane. Moim zdaniem ma kilka napradwę świetnych momentów, szczególnie w scenie po nieudanym ślubie, kiedy Rochester próbuje przekonać ją, żeby żyła z nim w grzechu. Muszę przyznać, że ta scena w ogóle mi się podobała najbardziej w całym filmie, jest bardzo wierna książce i doskonale zagrana, kompletnie odmienna od sceny w miniserialu (również mojej ulubbionej), ale na swój sposób genialna.
Fassbender jako Rochester jest w porządku, ale przec cały czas żałowałam, że to nie Richard Armitage dostał tę rolę, już sobie wyobrażam te płomienne kwestie wypowiadane cudownym głosem Rysia, to wzburzenie gdy przerywają mu ślub, te ironiczne, wysmakowane kwestie w rozmowach z Jane...ach, nie mogę wybaczyć realizatorom tej wersji, że nie postawili na R.A., który teraz właśnie jest w idealnym wieku by zagrać tę rolę.
Film jest nieco zbyt krótki, ale dość rozsądnie skonstruowany. Historia układa się logicznie i odnalazłam w niej większość motywów z książki. Obcięli najnudniejsze fragmenty do minimum: dzieciństwo Jane oraz jej życie z Riversami, i to jest pozytyw. Zabrakło mi sceny z Cyganką i mogłoby być nieco więcej Blanche Ingram, ale naprawdę, jak na film trwający niecałe dwie godziny scenariusz się broni. Elementy grozy są świetne, czego dowodem jest to, że podczas scen z Jane zamkniętą nad ranem w pokoju z rannym Masonem, dziewczyna w białej koszulce, przemykająca z ostatniego rzędu do toalety zdołała wystraszyć połowę sali kinowej na moim seansie, ze mną włącznie :mrgreen:
To, co mnie najbardziej rozczarowało to scena oświadczyn. Moim zdaniem absolutne mistrzostwo pokazali tu Ruth Wilson i Toby Stephens i podejrzewam, że już nikt im nigdy w tym nie dorówna, ale dlaczego Wasikowska wygłasza ten niezwykle dramatyczny monolog ("If you think that because I'm plain and poor...") tonem przyczajonej pod miotłą myszki przekracza moje zrozumienie. To jest przecież pełna pasji i namiętności deklaracja zarówno miłości jak i niezależności, girl power pełną gębą. Krzycząca, zapłakana, usmarkana Wilson złapała doskonale ten klimat i przy niej Wasikowska wygląda jakby recytowała wierszyk na konkursie w podstawówce. Uważam, że dziewczyna dostała złe wskazówki od reżysera, bo sama aktorka przez resztę filmu jest naprawdę dobra.,
Podsumowując: nie jest to adaptacja wybitna, ale całkiem przyzwoita, a ponieważ w polskich kinach tak rzadko mamy okazję pooglądać ukochane klasyki, uważam, że warto wybrać się na nią do kina.
_________________
To be called Mr Darcy and to stand on your own looking snooty at a party is like being called Heathcliff and insisting on spending the entire evening in the garden, shouting 'Cathy' and banging your head against a tree.
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 39374
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Nie 16 Paź, 2011 19:26   

Poszłabym, gdyby był cień szansy, że to zagrają na prowincji. Ale nawet cienia nie ma ;)
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."

"Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom,
A Prawdom kazać, by za drzwiami stały."
 
 
lady_kasiek
[Usunięty]


Wysłany: Pon 17 Paź, 2011 09:17   

Mag113 napisał/a:
Lady zgadza się ze mną, Mag bezliczbową

Kasiek ssię zgadza i tęskni :przytul:


Mag dzięki za tą analizę, ja proponuję robienie doktoratu z adaptacji Jane :wink:
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 39374
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Pon 17 Paź, 2011 17:21   

Cytat:
W wersji z 2011 w pewnej scenie doświadczam, niestety, odczucia fizycznej obrzydliwości - i jest to scena kluczowa, pocałunku Rochestera i Jane po jej powrocie do Thornfield


A to jest rzecz wysoce subiektywna ;) Ja nie mogłam znieśc obściskiwania się Jane i Rochestera w wersji 2006 ;) Wersji 2011 nie oglądałam.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."

"Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom,
A Prawdom kazać, by za drzwiami stały."
 
 
spin_girl 
Niepoprawna Optymistka



Dołączyła: 25 Mar 2008
Posty: 2710
Skąd: Łódź
Wysłany: Pon 17 Paź, 2011 19:52   

A ja się zgadzam w tym miejscu z Mag - też w tej scenie nie mogłam myśleć o niczym innym tylko o tych, wyglądających na brudne, kłakach włażących Jane do ust i nosa :obrzydzenie:
Matomiast "obściskiwanie" w wersji z 2006 jakoś kompletnie mi nie przeszkadzało... :mrgreen:
_________________
To be called Mr Darcy and to stand on your own looking snooty at a party is like being called Heathcliff and insisting on spending the entire evening in the garden, shouting 'Cathy' and banging your head against a tree.
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 11374
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon 17 Paź, 2011 20:32   

Byłam wczoraj w kinie na najnowszej Jane Eyre. Kilka refleksji:
Adaptacja nie była zła. Zgrabnie przykrojono powieść do rozmiarów filmu standardowej długości. Mnie nie przeszkadzało ograniczenie wątków dzieciństwa Jane. Zwykle podczas oglądania i tak po prostu je przeskakuję. Zabrakło trochę narastającej atmosfery zgrozy i tajemnicy, kiedy to Jane niepokoją nocne szmery i śmiech na korytarzu. Jest od razu pożar, a potem ślub, niczego pomiędzy. Ale to jeszcze jakoś można przeboleć.
Niestety wątek Jane - Rochestera bardzo cierpi na cięciach scenariuszowych. Powtarzam za Mag: dlaczego on się w niej zakochał? Bo dwa razy odpowiedziała mu bez uniżoności? Bo ma kamienną twarz i nikłą urodę? Bo nie widać po niej cienia jakiegoś wewnętrznego światła? Ich wzajemna więź była czysto deklaratywna, a gesty czynione przez Rochestera w kierunku Jane nie świadczyły (dla mnie) o uczuciu, tęsknocie, pragnieniu, i tak dalej, tylko o pospolitej chęci "zaliczenia" - może z nudów, może dla zasady.
Podobał mi się realizm, widoczny choćby w oświetleniu pomieszczeń - mroczny jest ten film w sensie dosłownym. Podobały mi się plenery, zdjęcia. Ale miałam jedną naczelną refleksję: po co było go kręcić? Nie rozumiem tego aż do teraz.
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Pon 17 Paź, 2011 22:31   

Trzykrotka napisał/a:
Ale miałam jedną naczelną refleksję: po co było go kręcić?

Prawda ? ... Ta ekranizacja niczego nowego nie wnosi, nie porusza... ot, film jakich wiele. Generalnie wynudziałam się, niewiele w tym obrazie emocji.
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 39374
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Pon 17 Paź, 2011 23:15   

Cytat:
do obściskiwania się z natury rzeczy należy do rzeczy subiektywnych! Natomiast włosy w nosie w tej ekranizacji są obiektywnym faktem!


I usta Ruth Wilson, na które nie mogę patrzeć. Też są faktem. Dlatego nie wracam nigdy do tej ekranizacji. Nie mogę patrzec na Ruth Wilson bez jakiegoś przykrego odczucia, że jej twarz jest zdeformowana. Tak na pewno Jane nie wyglądała. Miała być zwykła.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."

"Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom,
A Prawdom kazać, by za drzwiami stały."
Ostatnio zmieniony przez Admete Wto 18 Paź, 2011 07:16, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
spin_girl 
Niepoprawna Optymistka



Dołączyła: 25 Mar 2008
Posty: 2710
Skąd: Łódź
Wysłany: Wto 18 Paź, 2011 10:03   

Mag113 napisał/a:
I jeszcze jedna refleksja co do wersji 2011 - czy ktoś, kto nie czytał powieści i nie widział innej adaptacji, z samego przebiegu akcji filmu na początku jest w stanie dobrze pojąć, o co właściwie chodzi? Mam co do tego obawy, że dla nie znających tematu po prostu wiele scen jest niezrozumiałych, np. w jaki sposób Jane udało się opuścić Lowood i znaleźć posadę w Thornfield? Odwrócona sekwencja opowieści nie jest chyba najlepszym rozwiązaniem. Nie jestem w stanie na to odpowiedzieć - trzeba by chyba pokazać film komuś, kto nigdy jeszcze żadnej "Jane Eyre" nie widział... Może ktoś ma kandydata/kandydatkę na eksperyment?

Byłam na seansie z koleżanką, która nie czytała powieści. Film jej się bardzo podobał, dodatkowych pytań odnośnie fabuły nie miała, czyli najwyraźniej historia jednak jakiś sens ma.
_________________
To be called Mr Darcy and to stand on your own looking snooty at a party is like being called Heathcliff and insisting on spending the entire evening in the garden, shouting 'Cathy' and banging your head against a tree.
 
 
miłosz 
kucharz jedno ma imię



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1750
Skąd: Krakówek
Wysłany: Wto 18 Paź, 2011 18:33   

No to przeklejam swoją recenzję: małża zabrałam na Jane Eyre, był jednym z trzech facetów na sali.(mężnie to zniósł, mimo ze sam mnie w ramach prezentu zaprosił) Sala maleńka, trzydziestoosobowa może, wypełniona w trzech czwartych.
Misiek Fasbender grzechu jak najbardziej wart (a oczy ma jak...........muzyka Brahmsa zapewne), Mia Wasikowski całkiem, całkiem (tylko ta fryzura :wsciekla: ). Wnętrza zabójcze, muzyka w klimacie, Adele urocza, klimat Bronte oddany zupełnie bez zarzutu.Choć może między bohaterami nie iskrzy tak bardzo jak iskrzyć powinno :wink: . Coś co mi przeszkadzało to brak chronologii (choć znam powieść na pamięć,ale mąż z letka sie gubił).Myśle, ze dużo by film zyskał gdyby był serialem, ponieważ brakuje wątków. Nie jest to wybitne dzieło ale całkiem poprawna adaptacja . No i ma Judi Dench. Jej chropawy głos i zabójczy angielski akcent przyprawiają mnie o dreszcze :mrgreen:
Patrze tak sobie na dokonania reżsera i strasznie marniutkie są, może gdyby miał większe doświadczenie? To między bohaterami by zaiskrzyło? Ale być może to wina tego, ze mam swoje ulubione adaptacje i do tej musze sie przyzwyczaić? W każdym razie panie wychodzące z kina były zachwycone.


a mąż w trakcie perypetii w tej szkole dla dziewcząt pyta: "ale dobrze się skończy?" :rotfl:

w sumie moze to wina męża i tak chłop wytrzymał dwie bite gadziny romansidła i w sumie mu sie podobało ;)
mnie zabrakło chemii miedzy bohaterami i choć oboje byli naprawde fajni to właśnie ognia mało, zwłaszcza z jego strony (ale też może to wina Tobika, z którego żar buchał jak z brzucha lokomotywy?)
Obaczę jeszcze bo nie zamierzam poprzestać na jednorazowym oglądnięciu Jane. Bardzo lubie tę historię i penie nawet gdyby tam grali Camerona Diaz i Tom Criuse to spokojnie bym to łyknęła :hello:
_________________
Z Tobą ciemność nie będzie ciemna..........
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Wto 18 Paź, 2011 18:58   

miłosz napisał/a:
Obaczę jeszcze bo nie zamierzam poprzestać na jednorazowym oglądnięciu Jane.

Gohha, to Cię wzięło. :wink: Ja z pewnością nie wrócę do tego filmu, wolę wcześniejsze ekranizacje.
 
 
achata 



Dołączyła: 04 Cze 2006
Posty: 874
Wysłany: Sro 19 Paź, 2011 09:46   

To ja jeszcze tylko dopiszę, że im bardziej się zastanawiam nad filmem tym bardziej boli mnie wycięcie wielu powieściowych scen- z Blanche, z Rochesterem i potarganym welonem. Czy to był dobry wybór? Przecież w filmie jest kilka bezsensownych dłużyzn z Jane miotającą się po jakichś krzakach i dumającą nie wiadomo dokładniej nad czym a płukane w fontannie ręce Michasia są takie seksowne i to jego "Idź sobie dziecko!" do Adelki takie jakieś Rochesterowskie. Oj, szkoda, że tego nie dali.Polecam zapoznać się na youtubie.
Co do rozmowy po ślubie to się zgadzam- wreszcie było gorąco i ujawniły się uczucia.
Mnie jeszcze denerwowało dziwne prowadzenie lekcji przez Jane- sama jestem nauczycielką i nie widzę nic pouczającego w przeglądaniu z dzieckiem horrorów. Zresztą nauczycielstwo Jane w żadnej adaptacji mnie do końca nie przekonuje. Ruth praktycznie w ogóle nie widzimy uczącej Adelkę a Charlotte Gainsborough popisała na tablicy jakieś formułki i zostawiła dziecko same sobie bo "na pewno sobie poradzi".
Mnie się podobało, że tutaj wreszcie Rivers znajduje Jane. Akurat w tej adaptacji nie odebrałam ucieczki z Thornfield jako próby samobójstwa- w końcu Jane szukała domu i schronienia- tak trafiła na Riversów.
_________________
w poszukiwaniu pogody ducha
 
 
Eeva 
Rtyhm is my life



Dołączyła: 06 Wrz 2010
Posty: 4529
Skąd: Land Down Under
Wysłany: Czw 20 Paź, 2011 15:30   

Jak dla mnie Ruth wilson ma twarz psychopatki a nie Jane Eyre - dlatego strasznie mi się podobała w "Luther".


Wczoraj byłam na nowej Jane. Generalnie m isię podobało, nawet trochę sobie chlipnęłam. Bylo trochę dłużyzn, jak już wspominala achata, które skojarzyly mi się z Perswazjami - takie miotanie się :-)
_________________
I live in the real world where vampires burn in the sun.

I don't want to achieve immortality through my work; I want to achieve it through not dying.

The Cure, Joy Division and Morrissey make it cool to be unloved.
 
 
Caitriona 
Byle do zimy!



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11647
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie 23 Paź, 2011 22:59   

Obejrzałam i ja. Po zapowiedziach byłam dość sceptycznie nastawiona, szczególnie jeśli chodzi o Wasilkowską, ale okazł się, że nie była tak dobra jak Wilson, ale nie jest złą Jane. Jej jest najwięcej w filmie i dziewczyna spokojnie to udzwignęła. Zgadzam się z Wami, że może mogłby być więcej żaru między Jane a Rochesterem, ale i tak nie jest źle. Bardzo dobrze wypadli w scenie po ślubie, gdy Rochester namawia Jane do pozostania, tuż przed jej ucieczką.
Zaburzona chronologia mi w ogóle nie przeszkadzała, ale może to dlatego że znam książkę. Tak jak w serialu, podobał mi się okres z dzieciństwa Jane, może nawet bardziej, mimo że był krótszy.
A, i film ma świetną ścieżkę dżwiękową.

Także zachwycona nie jestem, ale zadowolona już tak. Oglądało mi się ten film dobrze i jak na mój gust duch powieści jest utrzymany.
_________________
And clouds full of fear
And storms full of sorrow
That won't disappear
Just typhoons and monsoons
This impossible year

 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Pon 24 Paź, 2011 08:53   

Caitriona napisał/a:
A, i film ma świetną ścieżkę dżwiękową.

Naprawdę Ci się podoba ? :mysle: ... Ja się rozczarowałam, nie takiego Marianelli'ego cenię. Dla mnie ta ścieżka jest bezbarwna, zero emocji.
 
 
miłosz 
kucharz jedno ma imię



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1750
Skąd: Krakówek
Wysłany: Pon 24 Paź, 2011 15:35   

Trzykrotka napisał/a:
Ale miałam jedną naczelną refleksję: po co było go kręcić? Nie rozumiem tego aż do teraz.


od jakiegoś czasu myslę nad pytaniem Trzykrotki, pewnie odnisłabym je do wielu filmów, które ogldam ;) Ale w tym konkretnym przypadku - to albo reżyser nakręcił bo miał dług wobec matki, babki, żony, kochanki, córki (odpowiednie podkreślić) :) albo poprostu, zeby garstka jakiś mniej lub bardziej szurniętych niewiast zaspokoiła swój niedosyt (mniej lub bardziej) :rotfl:
_________________
Z Tobą ciemność nie będzie ciemna..........
 
 
Caitriona 
Byle do zimy!



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11647
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon 24 Paź, 2011 17:08   

asiek napisał/a:
Caitriona napisał/a:
A, i film ma świetną ścieżkę dżwiękową.

Naprawdę Ci się podoba ? :mysle: ... Ja się rozczarowałam, nie takiego Marianelli'ego cenię. Dla mnie ta ścieżka jest bezbarwna, zero emocji.


Tak, spodobała mi się. Miałam ją już przed obejrzeniem filmu i wtedy byłam nią rozczarowana. Przesłuchałam ją kilka razy i stwierdziłam że to nie jest taki Marianellli jakiego znam. Ale teraz podczas seansu, stwierdziłam z lekkim zdziwieniem, że do filmu mi idealnie pasuje. Nie wiem czy będę do niej wracać, tak do samej, ale do filmu pasuje.
_________________
And clouds full of fear
And storms full of sorrow
That won't disappear
Just typhoons and monsoons
This impossible year

 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Pon 24 Paź, 2011 20:08   

Caitri, zapytałam, bo pamiętam naszą dyskusję w innym wątku. :wink: Nie byłaś zachwycona tą ścieżką, tak jak i ja... Ale rozumiem, że przekonałaś się do niej. :wink:
 
 
Caitriona 
Byle do zimy!



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11647
Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto 25 Paź, 2011 19:38   

asiek napisał/a:
Ale rozumiem, że przekonałaś się do niej.

Dokładnie ;) Nie sądzę, żebym do niej wracała, ale do filmu pasowała idealnie :)
_________________
And clouds full of fear
And storms full of sorrow
That won't disappear
Just typhoons and monsoons
This impossible year

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.