_________________ „But somehow, we survived. For better or worse, that's all we can do--survive.
And, maybe one day, forget how much it can hurt to be human.”
"Understanding is three-edged sword. Mine side, your side and truth between.”
Dołączyła: 18 Maj 2006 Posty: 11382 Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Pią 25 Wrz, 2009 16:47
Obejrzałam siódmy odcinek LD i jak widać nastąpił pewien przełom w życiu Amy. A właściwie przełomy dwa. Bo dowiedziała się, z ust samego Arthura, że jego serce jest wolne, a ponadto Pancks odkrył wielką tajemnicę Dorritów. Swoją drogą zabawne te reakcje Pancksa
Arthur dalej jest sympatycznym bohaterem, po tym filmie dopiero nabrałam sympatii do Matthew.
Z kolei nasz diabelski Francuz kombinuje coś dalej, ciekawe jakie ma zamiary?
Zgodzę się jednak, że za mocno rozwlekli cała fabułę, przecież jesteśmy dopiero w połowie serialu!
Acha, znowu była Flora - uwielbiam ją
_________________ Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.
Adresy moich blogów:
I believe we have already met Strona North and South by Gosia
Dołączyła: 18 Maj 2006 Posty: 11382 Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Nie 27 Wrz, 2009 21:09
I już za mną 8 odcinek LD.
Świetnie budują nastrój. Mr Rigaud vel Blandois znowu diaboliczny i złowieszczy.
Cieszę się, że nie wiem co będzie dalej, bo mam niespodziankę.
Żal mi było Clennama i Amy, która nie zgadzała się z takim niemiłym potraktowaniem go przez pozostałych członków jej rodziny, których miałam ochotę obić za głupotę.
Radykalna zmiana ich sytuacji podziałała na nich jak najgorzej.
Nie wiem, jakie konszachty mają ze sobą Rigaud i ta dziwna kobieca postać (nie pomnę imienia) i co dzięki nim oboje mogą zyskać. Jak sądzę Francuzowi może zależeć na pieniądzach, czy także na tym samym tej kobiecie?
Zabawna rozmowa Dorrita z panią, którą zaangażował jako towarzyszkę córek, te jej podchody i oburzanie się na rozmowę o pieniądzach
Pełno takich perełek jest w tym filmie, ale odcinki są stanowczo za krótkie.
_________________ Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.
Adresy moich blogów:
I believe we have already met Strona North and South by Gosia
Dołączyła: 18 Maj 2006 Posty: 11382 Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Czw 12 Lis, 2009 17:35
Odcinek 9 obejrzany
Lubię ten film naprawdę. Ładne sceny weneckie, dbałość o szczegóły, dobre aktorstwo. Choć aktorka grająca małą Dorrit nie jest piękna, ale jednocześnie jest śliczna, urocza i wdzięczna.
Bardzo jej współczułam, bo źle się czuje w nowej sytuacji, w której ojciec stara się na siłę zapomnieć o przeszłości i jest arogancki, pyszny i głupi, niestety. Choć rozumiem, że tyle lat przebywania w więzieniu nie było dla niego niczym miłym.
Podobał mi się wybuch jego brata, który w końcu miał tego dość. Pani zaangażowana do wychowania córek Dorrita -
Rigaud jak zwykle diaboliczny. Czego on chce od naszej Amy?
Biedna ta dziewczyna, która odrzuciła Clennama i wyszła za tego "artystę", z którym jest nieszczęśliwa.
I mieliśmy scenkę z Ministerstwa Przelewania z Pustego w Próżne - zupełnie jak u nas
Odcinki są stanowczo za krótkie.
Rodzina Dorritów
Pan Pancks (lubię gościa )
I ta której każde "wejście" jest urocze: Flora
siostry Dorrit:
Artur Clennam:
Henry Gowan:
Biedny piesek...
Rigaud:
_________________ Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.
Adresy moich blogów:
I believe we have already met Strona North and South by Gosia
Dołączyła: 18 Maj 2006 Posty: 11382 Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Wto 22 Gru, 2009 22:44
Obejrzałam odcinki hurtem do końca. Och, jaki fajny jest ten serial. Sporo niespodzianek, zwroty akcji, zwłaszcza pod koniec.
Wątek ojca, który mnie cały czas drażnił, na końcu wzruszył. I biedny wuj Amy...
Wzruszył mnie też bardzo John Chivery - bardzo muszę pochwalić tego młodego aktora, zagrał świetnie, a rola była trudna.
Muszę dodać, że oczywiście uwielbiam Florę (lubię gdy mówi biedna: "Tamte dni minęły" Edmund Sparkler w sumie też był zabawny Urocza była również rozprawa Fanny z panią Merdle - mały rewanżyk za przeszłość
Ładne sceny z ostatniego odcinka z Arturem i Amy (wtedy, gdy Artur był chory), nawet ładniejsze niż później. Bardzo podobała mi się muzyka w niektórych sekwencjach, min. i w tej właśnie.
Widać wielką dbałość o szczegóły, różne smaczki, piękne zdjęcia. Świetnie zrobiona produkcja. Może trochę zbyt rozwleczona, zwłaszcza, że odcinki takie krótkie. Ale oglądało się świetnie.Oczywiście muszę pochwalić także czołówkę. Parę głównych bohaterów (urocza i dobra Amy, poczciwy Artur), a także Pancksa i Rigaud, Florę - te postacie trudno zapomnieć.
_________________ Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.
Adresy moich blogów:
I believe we have already met Strona North and South by Gosia
_________________ „But somehow, we survived. For better or worse, that's all we can do--survive.
And, maybe one day, forget how much it can hurt to be human.”
"Understanding is three-edged sword. Mine side, your side and truth between.”
Serial obejrzałam w dwa dni co oznacza, że mi się podobał.
Tzn. podobał mi się bardzo do 13 odcinka, bo ostatni odcinek mnie lekko rozczarował. A co konkretnie?
Dla tych co nie oglądali to czytają na własną odpowiedzialność
Spoiler:
Przez całe 13 odcinków budowano atmosferę wielkiej tajemnicy i napięcia (bardzo zgrabnie zresztą) a tu nagle w ciągu kilku zdań wyjaśniono kto jest i nie jest czyim dzieckiem. Zero większego uzasadnienia : czy ja dobrze zrozumiałam, że dziadek Arthura ot tak przepisał cały majątek nieznanemu dziecku narodzonemu w więzieniu? Jeśli tak - to musiało to się wszystko dziać jak Arthur był już przynajmniej nastolatkiem (bo sam gdzieś wspomina, że jest niemal dwukrotnie starszy niż Amy), więc co? Dziadek (jakby nie było jednak dziadek biologiczny) nagle użala się nad listem skrzywdzonej kilkanaście lat wcześniej kochanki jego syna nagle wydziedzicza syna i wnuka (syna tej kobiety, której nieszczęsny los tak go wzruszył)? Przecież to zupełnie nielogiczne. Powinien właśnie zostawić te pieniądzę wnukowi w ramach współczucia dla umęczonej matki, a nie oddawać zupełnie obcemu niemowlakowi. Czy tak samo jest to wyjaśnione w książce? Jeśli tak - to Dickensowi mało wiarygodna wyszła ta intryga...
Po drugie : bardzo mało poświęcono na końcu czasu pannie Wade i małżeństwu Gowan. Przez kilkanaście odcinków robi się z Wade jakiegoś demona i człowiek myśli "o, ta to jeszcze namiesza" a tu pikuś. Nawet nie wiadomo co się z nią stało jak Tattycoram ją porzuciła (swoją drogą też nie pokazano co się z nią stało po tym jak odniosła Arthurowi listy. Wróciła do państwa Meagles?). I co z młodym małżeństwem Gowan? Po tym jak rodzi im się potomek i Pet jest nieszczęśliwa oraz mimochodem wspomina się o niegodziwym zachowaniu Gowana - nie wiadomo co dalej z nimi. Nie wypatrzyłam nikogo z nich na ślubie Amy i Arthura. Trochę nie spodobało mi się więc to, że nie nie dokończono lub przynajmniej nie pokazano co dalej z tymi postaciami. Były ważne przez cały serial, a tu nagle nie poświęcono im już więcej uwagi i urwano ich wątki. Szkoda.
Acha, czy Flintwinch dowiedział się kto zabił jego brata? Wiedział w ogóle, że nie żyje? Chyba domyślał się skąd "Gollum" miał te sekretne papiery, więc co? W ogóle nie interesowało go co stało się z jego bratem bliżniakiem?
Poza tym serial fajnie nakręcony, mi się nie dłużył, bardzo ładne zdjęcia i ciekawe ujęcia z różnych perspektyw (przez okna, między balustradami, z góry, itd.). Ale chyba jednak "Nasz wspólny przyjaciel" i "Samotnia" podobały mi się bardziej, właśnie za konsekwencję, której w "Little Dorrit" mi zabrakło.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum