A jak to jest z tymi odcinkami. Też coś czytałam, że wyszedł trzeci. Czy to znaczy, ze TVP2 nie nada całości, czy po prostu ubili w dwa?
Gwenda jest irytująca ale ja jej tylko współczuję i trochę ją rozumiem. Trudno czasami zrozumieć czego się chce a tą biedną kretynkę tak wychowano, że chyba nie miała pojęcia czym jest małżeństwo stąd traktowała je wyłącznie jako umowę dwóch stron. Matka też utrzymywała ją w nieświadomości i próżności- Amanda w tej roli nie jest najsympatyczniejsza.
_________________ "To wszystko czego sercu było brak, wszystko o co modlę się przez sen...
Wszystko na co czekam tyle lat, jest tu- gdzie Ty"
A jak to jest z tymi odcinkami. Też coś czytałam, że wyszedł trzeci. Czy to znaczy, ze TVP2 nie nada całości, czy po prostu ubili w dwa?
Pierwszy obejrzałam w TV, a 2. i 3. z netu i powiem tak : drugi odcinek (ten z netu) zaczyna się od sceny rozmowy matki z córką po ślubie (zdejmowanie sukni, o tym, że kocha bardziej matkę niż męża, itd.), jest też przekazanie tych diamentów i noc poślubna, później jest scena rozmowy Daniela i Hansa z pracowni o Mirze, ta co była w TV w pierwszym odcinku, z tym, że jest ona wydłużna (w TV była krótsza). Czyli jak widać jakieś pierwsze 20 minut drugiego odcinka jest to co widzieliśmy w TVP2 w odcinku pierwszym. Odcinki 2 i 3 trwają każdy po niecałą godzinę, więc myślę, że TV skleciła z trzech odcinków dwa, trochę poprzestawiał sceny, może poskracała. Nie wiem, czy to TVP tak zrobiła, czy taki materiał już kupili.
pisałam o irytacji odnośnie Gwendolyn w bardziej ogólnym sensie niż tylko małżeństwo. Z małżenstwa na razie widziałam tylko ślub, nie oglądałam jeszcze całości filmu, a Gwendolyn denerwowała mnie zachowaniem w stosunku do własnej rodziny typu - liczę sie JA, tylko JA, mniej zaś do młodych mężczyzn. Jej postępowanie od początku wskazuje na samouwielbienie i ogromne zdziwienie, że ktoś mógłby jej nie lubić/podziwiać/pożądać/ustąpić. Choćby początkowe sceny przyjazdu do nowego domu: wszyscy jakby czekają na to co powie Gwendolyn, czy zaakceptuje nowy dom. Potem kupno konia - tylko nie byle jaki. Później tupanie nogą, gdy okazuje się, że wraz z rodziną ma opuścić dom i przeprowadzić się w inne miejsce. To raczej nie jest kwestia małżeństwa i nieświadomości, tylko charakteru, niekoniecznie za sprawą matki.
_________________ - A czym byliby ludzie bez miłości?
GINĄCYM GATUNKIEM, odparł Śmierć.
Dołączyła: 16 Gru 2006 Posty: 6504 Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Pią 24 Lip, 2009 13:27
Mnie się wydaje że to kwestia w dużej mierze wychowania w przekonaniu, że jest np. najładniejsza z całego rodzeństwa, że jest warta najwięcej itp. No i plotek, których musiała być świadoma - że jest warta fortunę itp. No i maślanych spojrzeń mężczyzn - to jest bardzo dobrze pokazane w filmie.
A częściowo też to kwestia ogólnego przekonaniu ludzi wtedy, że panna jest coś warta (na rynku małżeńskim przynajmniej) o ile ma fortunę lub urodę.
Mnie ta postać też niezmiernie wkurzała w pierwszej części - nie znoszę takich zadufanych w sobie snobek.
Tym bardziej jednak doceniam grę Ramony w drugiej części, gdy jej postać doznaje zupełnie nowych jej osobie doświadczeń, jak np. upokorzenia - głównie za sprawą męża (i świetnie zagrane przez aktora )
_________________ Północ i Południe spotkały się i stworzyły w tym wielkim, zadymionym miejscu coś na kształt przyjaźni
[N&S]
Dołączyła: 31 Lip 2008 Posty: 3281 Skąd: z Krakowa
Wysłany: Pią 24 Lip, 2009 15:02
Ja myślę, że mamusia miała swój wkład w wysoką samoocenę Gwen. Tak samo jak popychała ją do bogatego zamążpójścia.
A mężczyznom najwyraźniej zarozumialstwo bohaterki nie przeszkadzało.
mamusie w tamtych czasach miały duży wkład w takie a nie inne wychowanie dziewcząt i przygotowywanie ich do rychłego i bogatego zamążpójścia, co jednak jak twierdzę , nie usprawiedliwia Gwen. To tylko moja ocena, po prostu nie lubię tej bohaterki. Siostry z powieści Rozważna i Romantyczna też wychowywane były przez tę samą rodzicielkę, ale każda z nich jest inna, inaczej zachowują się w tych samych sytuacjach, inaczej reagują i myślą. Nie można złych zachowań naszych czy też innych osób usprawiedliwiać w taki sposób, każdy sam jest odpowiedzialny za swoje działania, za to czy słowami lub czynami rani innych.
jutro kolejny odcinek
_________________ - A czym byliby ludzie bez miłości?
GINĄCYM GATUNKIEM, odparł Śmierć.
Dołączyła: 18 Maj 2006 Posty: 11381 Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Wto 28 Lip, 2009 21:20
Ja już zapomniałam, jaki młody i śliczny jest w tym filmie Hugh Bonneville
Prawdę mówiąc to fizycznie on mi się tu podoba najbardziej
Hugh Dancy to nie mój typ...
_________________ Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.
Adresy moich blogów:
I believe we have already met Strona North and South by Gosia
cóż, Bonnenville zagrał prawdziwego arystokratę i nawet było mi go trochę żal. Chociaż w jednym momencie miałam ochotę parsknąć ze śmiechu ( zupełnie niestosownie), gdy rozmawiał ze swoją żoną po balu na temat bransoletki zrobionej z naszyjnika i miny Gwendolyn. Ona naprawdę wierzyła, że uda się jej oszukać męża.
W każdym razie po drugim odcinku utwierdziłam sie w swoich przekonaniach, kim okazał się Daniel też przewidziałam chociaż wątek z matką całkowicie mnie zaskoczył. Matka Daniela w pewien sposób przypominała mi Gwendolyn.
Uważam, iż film zakończył się : "...i żyli długo i szczęśliwie", gdyż każdy otrzymał to na co zasłużył.
_________________ - A czym byliby ludzie bez miłości?
GINĄCYM GATUNKIEM, odparł Śmierć.
Z Mamą tak rozmawiamy i mamy takie same wrażenia jak ALicja. Też przewidziałam kim będzie Daniel, ale wątek matki był zaskoczeniem. I skończyło się dokładnie tak jak chciałam
_________________ iFiesta! porque somos campeones del Mundo!.
Obejrzałam dzisiaj. Bez motylków, ale bardzo mi się podobało. Po prostu ciekawa historia. Gwendolyn - na swój sposób postać tragiczna, dostała to na co zasłużyła. Podzielam opinię, że małżeństwo przestało jej się podobać, kiedy zorientowała się, że nie będzie mogła kierować mężem. Nie mogę jednak powiedzieć, że jej nie polubiłam.
Od początku jednak bardziej podobała mi się Mirah.
Myślę, że film oglądało się z dużą przyjemnością, również ze względu na świetne aktorstwo. Hugh Bonnevile moim zdaniem rewelacyjny. Niby wcielone zło, ale naprawdę na swój sposób intrygujący. Ramola Garai - to chyba najlepsza jej rola, z tych, które do tej pory widziałam. Jodhi May pamiętałam tylko z "Ostatniego Mohikanina". Cieszę się, że mogłam zobaczyć ją w innej roli.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum