PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Jaką scenę z książki chcielibyście widzieć w filmie?

Jaką scenę z książki chcielibyście widzieć w filmie?
Margaret w salonie ciotki Shaw w Londynie
0%
 0%  [ 0 ]
Pierwsze spotkanie Margaret i Johna w hotelu
2%
 2%  [ 1 ]
Scena wnoszenia Margaret przez Johna do salonu
56%
 56%  [ 25 ]
Myśli Thorntona o Margaret w ramionach jego lub innego mężczyzny
11%
 11%  [ 5 ]
Spotkanie Margaret i Thorntona na przyjęciu w Londynie
13%
 13%  [ 6 ]
Zakończenie ksiązki
15%
 15%  [ 7 ]
Głosowań: 44
Wszystkich Głosów: 44

Autor Wiadomość
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11096
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Sob 08 Mar, 2008 15:42   Jaką scenę z książki chcielibyście widzieć w filmie?

Postanowiłam założyć sondę dotyczącą sceny z książki, której brakuje w filmie.
Kiedyś już rozmawiałysmy na ten temat, ale obecnie zainspirowała mnie do tego dyskusja na ten temat na forum angielskim.
Oczywiście mile widziane bedą uzasadnienia takiego, a nie innego Waszego wyboru.
A moze brakuje tu jakiejs opcji?
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
trifle 



Dołączyła: 29 Maj 2006
Posty: 10047
Wysłany: Sob 08 Mar, 2008 15:57   

Już. Zdecydowanie zakończenie książki. Bo wydaje mi się lepsze i odpowiedniejsze jednak niż filmowe, a wcale nie mniej urokliwe i romantyczne :)
_________________
Spieszmy się kochać wypłatę, tak szybko odchodzi.
 
 
Harry_the_Cat 
poszukująca



Dołączyła: 30 Cze 2006
Posty: 11292
Wysłany: Pon 10 Mar, 2008 21:31   

Ja juz wielokrotnie mówiłam, że końcową - zdecydowanie!!! Wolałabym takie zakończenie, jak wymyśliła Gaskell niż scenę peronową.
Więcej intymności, John na kolanach, niespokojny, niepewny i taki zaborczy... Yummy yummy yum yum. No i ten tekscik, co to teraz mamy w banerku... :serce2:
_________________
Carry on my wayward son, For there'll be peace when you are done. Lay your weary head to rest, Now don't you cry no more...
 
 
Caitriona 
Byle do zimy!



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11449
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon 10 Mar, 2008 21:35   

A ja zastanawiałam się nad trzema scenami: scena wnoszenia Margaret przez Johna do salonu, spotkanie Margaret i Thorntona na przyjęciu w Londynie i zakończenie. W końcu wybrałam jednak spotkanie w Londynie ;)
_________________
And clouds full of fear
And storms full of sorrow
That won't disappear
Just typhoons and monsoons
This impossible year

 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11096
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Pon 10 Mar, 2008 23:06   

Ja jeszcze nie zagłosowałam, bo się waham.
Nie zmieniłabym zakończenia, bo kocham scenę peronową :serduszkate:
A nie mogłyby być dwa zakończenia naraz? ;)
Chyba jednak najbardziej mi brakuje wnoszenia Margaret do salonu, myślę, że Richard nieźle by to mógł zagrać.
Spotkanie w Londynie też by mogło być ciekawe.... hmmm..
Raczej zdecyduje się pewnie na wnoszenie. :mysle:
Ta scena najmniej zakłóciłaby tok filmu.
Z drugiej strony wydaje się, że czegoś brakuje między sceną "Look back" a peronową.
Wiemy czego brakuje - właśnie ich spotkania po paru miesiącach. To w książce jednak jest logiczne, dopiero po tym spotkaniu, patrzeniu na siebie starymi-nowymi oczami, dochodzi do "propozycji biznesowej".

Zdecydowałam się zamieścić fragment przedostatniego rozdziału, dla tych, którzy go nie znają lub nie pamiętają:
"Och, no oczywiście ten człowiek też przyjeżdża z Milton. Mimo wszystko, wierzę, że będzie wspaniale. Pan Colthurst może z niego wyciągnąć wszystkie tematy, które go interesują, to będzie wspaniała zabawa zestawić mądrości tego pana Thorntona i twoje doświadczenia, w następnej mowie pana Colthurst’a w Izbie. Doprawdy myślę, że to szczęśliwy pomysł Henry’ego. Pytałam go czy to ktoś, kogo człowiek mógłby się wstydzić, a on odpowiedział „Nie, jeśli jesteś rozsądna siostrzyczko”. Więc mam nadzieję, że będzie wymawiał wszystkie głoski, których brak nie jest chyba dokonaniem Darshire – he, Margaret?
- Pan Lennox nie mówił dlaczego pan Thornton przyjechał do miasta? Czy to jakieś prawne sprawy związane z jego własnością? – zapytała Margaret nienaturalnym głosem.
- Och, on chyba zbankrutował, czy coś w tym rodzaju, o czymś takim Henry mówił ci jak cię tak bardzo bolała głowa, co to było? (Tak, tak jest świetnie Dixon. Panna Hale ma u nas dług, nieprawdaż?) Chciałabym być tak wysoka jak królowa, i taka śniada jak cyganka, Margaret.
- Ale co z panem Thorntonem?
- Och! Ja mam taką słabą głowę do tych prawniczych spraw. Henry’emu nic się tak nie spodoba jak możliwość opowiedzenia ci o tym. Wiem tylko, że dał mi do zrozumienia, że pan Thornton jest teraz bardzo biedny, ale bardzo szanowany i że mam być dla niego bardzo grzeczna, a jako, że nie wiem jak mam to zrobić, to przyszłam do ciebie prosić, żebyś mi w tym pomogła. A teraz zejdź ze mną na dół i odpocznij sobie na sofie przez kwadrans.
Uprzywilejowany szwagier przyszedł wcześnie, a Margaret cała w pąsach zaczęła wypytywać go o pana Thorntona.
- Przyjechał w sprawie podnajmu własności – Marlborough Mills, domu i przyległych nieruchomości. Nie jest w stanie tego utrzymać. Jest trochę dokumentów i dzierżaw, którym trzeba się przyjrzeć, i trochę umów do podpisania. Mam nadzieję, że Edith przyjmie go właściwie, chociaż była raczej rozgniewana, że tak swobodnie wybłagałem zaproszenie dla niego. Ale myślałem, że ty chciałabyś poświęcić mu nieco uwagi, chociaż można by być szczególnie skrupulatnym w okazywaniu szacunku komuś o tak osłabionej pozycji w świecie.
Zawiesił głos mówiąc do siedzącej obok Margaret, zerwał się i przedstawił pana Thorntona, który wszedł w tym momencie, Edith i kapitanowi Lennox’owi.
Margaret spoglądała zaniepokojonym wzrokiem na pana Thorntona, w czasie kiedy był zajęty. Było to dużo więcej niż rok temu, kiedy widziała go ostatni raz, a wypadki, które miały miejsce, mocno go w tym czasie zmieniły. Jego piękna sylwetka wciąż utrzymywała go powyżej przeciętnego wzrostu mężczyzny i wraz ze spokojnymi, związanymi z tym gestami, nadawała mu dystyngowany wygląd, który był dla niego naturalny. Ale jego twarz wydawała się być starsza i przygnębiona. Do tego szlachetne opanowanie i zimna krew, robiły wrażenie na tych, którzy słyszeli o zmianie jego pozycji, wrodzonym poczuciu godności i męskiej sile.
Od pierwszego spojrzenia, jakim ogarnął pokój, był świadom obecności Margaret. Widział jej przejęte spojrzenie i zainteresowanie z jakim słuchała pana Henry’ego Lennoxa. Podszedł do niej z dokładnie wyważonymi manierami starego przyjaciela. Wraz z jego pierwszymi słowami na jej policzkach pojawiły się żywe kolory i już do końca wieczoru ich nie opuściły. Nie wydawała się mieć mu zbyt wiele do powiedzenia. Rozczarowała go spokojnym sposobem zadawania pytań, które zdały mu się być jedynie niezbędnymi pytaniami odnoszącymi się do jej starych znajomych z Milton. Ale przyszli inni, bardziej niż on znani w tym domu, więc usunął się w tył, gdzie on i pan Lennox rozmawiali od czasu do czasu.
- Nie uważa pan, że panna Hale ładnie wygląda – powiedział pan Lennox – wydaje mi się, że Milton do niej nie pasowało. Kiedy pierwszy raz przyjechała do Londynu, pomyślałem sobie, że nigdy nie widziałem nikogo tak zmienionego. Dziś wygląda promiennie. Ale jest też dużo mocniejsza. Ostatniej jesieni męczyła się po przejściu kilku mil. W piątek wieczorem poszliśmy do Hampstead i z powrotem. A już w sobotę wyglądała tak dobrze jak teraz.
„My! To znaczy kto? Oni obydwoje, sami?”
Pan Colthurst był bardzo bystrym człowiekiem i zyskującym na znaczeniu członkiem Parlamentu. Potrafił szybko rozpoznać charakter człowieka i był pod silnym wrażeniem jakie pan Thornton zrobił w trakcie obiadu. Zapytał Edith kim jest ten dżentelmen i ku jej zaskoczeniu tonem jakim zostało wypowiedziane „Doprawdy?” dał jej do zrozumienia, że pan Thornton z Milton nie był mu tak nieznany jak sobie wyobrażała.
Obiad zakończył się bardzo dobrze. Henry był w dobrym humorze i zachwycająco posługiwał się swoim oschłym i uszczypliwym dowcipem. Pan Thornton i pan Colthurst znaleźli jeden czy dwa wspólne i interesujące tematy do rozmowy, które ledwie mogli tknąć, zostawiając je na bardziej prywatną rozmowę po obiedzie. Margaret wyglądała pieknie z włosami przybranymi kwiatami granatu i gdyby jeszcze nie wciskała się w krzesło i więcej mówiła, Edith nie martwiłaby się czy rozmowa bez niej toczy się gładko.
Margaret obserwowała twarz pana Thorntona. On w ogóle na nią nie patrzył. Mogła więc studiować go nie będąc obserwowaną i odszukiwać te wszystkie zmiany, które, w tak krótkim czasie, w nim zaszły. Tylko raz, wraz z jakimś nieoczekiwanym słowem pana Lennox’a jego twarz zaczerwieniła się i przybrała dawny wyraz wielkiego rozbawienia. Wesoła jasność znów zagościła w jego oczach, usta ledwie rozdzielone zapowiadały ten cudowny uśmiech jak za dawnych dni i na chwilkę jego spojrzenie poszukało jej oczu, jak gdyby zapragnął jej sympatii. Ale kiedy ich oczy spotkały się, cały jego wygląd zmienił się, znowu był poważny i niespokojny, i rozmyślnie unikał spoglądania w jej stronę w dalszym ciągu obiadu.
Poza domowniczkami były jeszcze tylko dwie damy, a te zostały zajęte rozmową przez jej ciotkę i Edith, gdy tylko weszły do salonu. Margaret powoli zajęła się jakąś robótką. W tym momencie weszli panowie, pan Colthurst i pan Thornton zajęli się bliską rozmową. Pan Lennox przysunął się do Margaret i powiedział niskim głosem:
- Doprawdy myślę, że Edith winna mi podziękować za mój wkład w jej przyjęcie. Nie masz pojęcia jakim miłym i wrażliwym facetem jest ten twój zarządca. On jest jedynym człowiekiem, który udzielił Colthurst’owi wszelkich informacji, jakie chciał zdobyć. Nie mogę pojąć, jak on mógł tak zaprzepaścić swoje sprawy.
- Z jego siłami i możliwościami, ty mógłbyś osiągnąć sukces – powiedziała Margaret. On nawet nie wyczuł tonu jakim mówiła, chociaż słowa wyrażały myśl jaka przemknęła mu przez głowę. Jako, że on milczał, udało im się uchwycić fragment rozmowy toczącej się przy kominku pomiędzy panem Colthurst’em a panem Thornonem.
- Upewniam pana, że było to powiedziane z wielkim zainteresowaniem, może nawet powinienem powiedzieć, z ciekawością. Słyszałem pańskie imię wypowiadane bardzo często, podczas mojego krótkiego pobytu w sąsiedztwie.
Wówczas stracili kilka słów, a kiedy znów mogli usłyszeć dalszą rozmowę, mówił pan Thornton:
- Nie mam podstaw do bycia popularnym – jeśli mówią o mnie w ten sposób, mylą się. Powoli rozpoczynam nowe projekty. Trudno pozwolić sobie na bycie znanym, nawet przez tych, których pragnąłbym znać, i z którymi nie chciałbym być na dystans. Do tego, nawet z tymi wszystkimi niedogodnościami, czułem, że byłem na właściwej drodze, i że zaczynając od czegoś w rodzaju przyjaźni z jednym, rozpocząłem znajomość z wieloma. Zalety były obustronne, obie strony podświadomie i świadomie uczyły się od siebie nawazjem.
- Powiedział pan „były”. Ufam, że zamierza pan kontynuować ten sposób postępowania.
- Muszę przerwać, Colthurst – powiedział Henry Lennox pospiesznie.
Obcesowo, ale jednak a propos pytania, odwrócił bieżącą rozmowę, nie dając tym samym panu Thorntonowi sposobności upokarzającego przyznania się do swojej chęci sukcesu, w wyniku której tak zmieniła się jego pozycja. Ale gdy tylko nowo rozpoczęty temat rozmowy wyczerpał się, pan Thornton podjął rozmowę dokładnie tam, gdzie została przerwana i dał panu Colthurst’owi odpowiedź na jego pytanie:
- Nie odniosłem sukcesu w interesach, musiałem ustąpić ze swojej pozycji właściciela. Przyglądam się sytuacji w Milton, gdzie mogę się spotkać z pracodawcą, który będzie miał ochotę pozwolić mi podążać dotychczasową drogą w tej dziedzinie. To może zależeć tylko ode mnie czy będę kontynuował to pochopne wprowadzanie teorii w praktykę. Moim jedynym życzeniem jest mieć sposobność podtrzymania jakichś stosunków z robotnikami poza zwykłą „ wypłatą gotówki”. Ale to mógłby być poszukiwany punkt Archimedesa , z którego można poruszyć ziemię, którego istotność osądzić mogliby nasi fabrykanci, którzy chętnie podają ci rękę, ale gdy tylko wspomnisz o jakichś eksperymentach, które chciałbyś przeprowadzić, natychmiast srogo się przyglądają.
- Zauważyłem, że używa pan słowa „eksperymenty” – powiedział pan Colthurst z delikatnie większym szacunkiem w zachowaniu.
- Ponieważ wierzę, że nimi są. Nie jestem pewien konsekwencji jakie z nich wynikną. Ale jestem pewien, że powinny być wypróbowane. Dochodzę do przekonania, że od żadnych zwykłych instytucji, skądinąd mądrych i przemyślanych, nie powinno się wymagać organizowania i planowania tego, co może połączyć klasy ze sobą tak jak powinny być połączone, mimo, że to praca tych instytucji prowadzi do bezpośrednich kontaktów. Takie stosunki są wielce ożywcze. Robotnik nie bardzo wie i czuje, jak wiele jego pracodawca się napracował opracowując plany dla dobra tychże pracujących ludzi. Kompletny plan jest jak element maszyny, dokładnie pasujący bez względu na okoliczności. Ale robotnicy akceptują to jeżeli to oni tworzą ową maszynerię, bez zrozumienia tej ogromnej pracy myślowej i projektów wymaganych jeśli to wszystko ma działać tak perfekcyjnie. Ale ja wpadłem na pomysł, którego działanie mogłoby wręcz wymagać takich bezpośrednich kontaktów. Na początku może to nie działać tak dobrze, ale z każdym osiągniętym zyskiem odczutym przez wzrastającą liczbę ludzi, w końcu sukces stałby się czymś pożądanym na równi przez wszystkich i wszyscy staliby się częścią jego tworzenia. I nawet wtedy, jestem tego pewien, że rzecz cała straciłaby swoją witalność, zakończyłaby żywot bez podtrzymywania u ludzi potrzeby poszukiwania znaczeń, sposobów, dzięki poznawaniu nowych osób, charakterów, a nawet sztuczek w zachowaniu czy wygłaszaniu przemówień. Powinniśmy się lepiej rozumieć, a nawet ośmielam się powiedzieć, że więcej lubić nawzajem.
- I myśli pan, że to mogłoby zapobiec występowaniu strajków?
- Absolutnie nie. Moje najdalsze oczekiwanie wysuwa się daleko ponad to, otóż ludzie będą mogli zrezygnować ze strajków jako gorzkich, jadowitych źródeł nienawiści, tak jak to było do teraz. Człowiek pełny nadziei mógłby wyobrazić sobie, że bliższy i łagodniejszy wzajemny stosunek klas mógłby obyć się bez strajków. Ale ja nie jestem pełnym nadziei człowiekiem.
Nagle, jakby uderzył go jakiś nowy pomysł, przeszedł przez pokój do miejsca, gdzie siedziała Margaret i zaczął bez wstępów, jak gdyby wiedział, że słuchała wszystkiego, co zostało powiedziane:
- Panno Hale, miałem petycję – jak sądzę pisaną ręką Higginsa – zawierającą życzenie robotników by pracować dla mnie, jeśli jeszcze kiedykolwiek będę miał taką pozycję, by znów zatrudniać ludzi. To dobrze, prawda?
- Tak, świetnie! Cieszę się, że tak jest – powiedziała Margaret patrząc mu prosto w twarz swoimi wielce wymownymi oczyma, a potem spuszczając je pod jego wymownym spojrzeniem. Patrzył na nią przez minutę, jak gdyby nie wiedział o czym właściwie mówił, po czym przytomniejąc powiedział:
- Wiedziałem, że to się pani spodoba – odwrócił się i nie odezwał do niej więcej aż do formalnie rzuconego „dobranoc”.
Kiedy pan Lennox wrócił, Margaret powiedziała z pewnym wahaniem i z rumieńcem, któremu nie potrafiła zaradzić:
- Czy mogę pomówić z tobą jutro? Potrzebuję twojej pomocy w pewnej sprawie.

Tłumaczenie: Alison

P.S. Jak trzeba to wrzucę jeszcze fragment z wnoszeniem do salonu :wink:

Jesli chodzi o powyższy fragment, widzę oczami wyobraźni tę scenę:

- Tak, świetnie! Cieszę się, że tak jest – powiedziała Margaret patrząc mu prosto w twarz swoimi wielce wymownymi oczyma, a potem spuszczając je pod jego wymownym spojrzeniem. Patrzył na nią przez minutę, jak gdyby nie wiedział o czym właściwie mówił, po czym przytomniejąc powiedział:
- Wiedziałem, że to się pani spodoba – odwrócił się i nie odezwał do niej więcej aż do formalnie rzuconego „dobranoc”.
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
Ostatnio zmieniony przez Gosia Wto 11 Mar, 2008 21:56, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
snowdrop 



Dołączyła: 04 Wrz 2007
Posty: 1410
Wysłany: Wto 11 Mar, 2008 20:40   

Ja zagłosowałam na scenę wnoszenia Margaret po uderzeniu podczas strajku do salonu. Piękna jest i szkoda, że ją nie zrobili. To jak on pochyla się nad nią i mówi coś w stylu ... Margaret, żadnej innej kobiety nie kochałem jak Ciebie. Miodzio :serduszkate:

Przy okazji pokłony dla Alison za tłumaczenie.
_________________
"The person, be it gentleman or lady, who has not pleasure in a good novel, must be intolerably stupid" Henry Tilney, Northanger Abbey
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11096
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Wto 11 Mar, 2008 21:50   

Całą książkę tłumaczyło w sumie 5 osób. Ten rozdział należał właśnie do Alison, podobnie jak rozdział z oświadczynami oraz ostatni i kilka innych :D Kiedy dziś sobie czytałam zamieszczony przeze mnie powyżej fragment, to aż się wzruszyłam....
To naprawdę dobra książka.

Dodam jeszcze scenę wnoszenia do salonu:

"Wniósł ją do jadalni i ułożył na sofie. Kładąc ją delikatnie, patrzył na jej czystą bledziutką twarz i nagle uczucie ile ona dla niego znaczy, przeszyło go tak gwałtownie, że w bólu wyszeptał:
- Margaret… moja Margaret! Nikt nie wie, kim dla mnie jesteś! Leżysz tu tak zimna jakby martwa, ale dla mnie jesteś jedyną kobietą, jaką kiedykolwiek kochałem! Margaret, Margaret!
Klęcząc obok niej, mówił niewyraźnie, raczej jęcząc niż wymawiając słowa. Zerwał się zawstydzony, gdy weszła jego matka. Dostrzegła tylko, że jej syn jest bledszy i bardziej surowy niż zwykle."

Tłumaczenie: Caroline
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1619
Wysłany: Wto 11 Mar, 2008 23:33   

:ops1: Rany, to tłumaczenie wymaga jeszcze morderczej pracy jakiegoś cierpliwego redaktora. Czy ja własnymy ręcyma napisałam "czystą bledziutką twarz"? :shock:
Są gorsze występki, fakt, za bycie na bakier z interpunkcją też chyba u nas nie zaczną nabijać na pal, ale i tak trochę głupio na to patrzeć...

To była dygresja, a tak naprawdę chciałam tylko powiedzieć, że nie umiem się zdecydować i chciałabym wszystkie wymienione sceny mieć w ekranizacji :cry2:
Czy ta ankieta jest wieczna, czy też jest jakaś konkretna data, kiedy utnie się możliwość głosowania?
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11096
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Wto 11 Mar, 2008 23:35   

Ankieta nie ma daty zakonczenia, a poki co podejrzeć wyniki moge tylko ja :mrgreen:
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1619
Wysłany: Wto 11 Mar, 2008 23:39   

Oj, coś nieprawda, bo ja też podejrzałam :-P
 
 
Harry_the_Cat 
poszukująca



Dołączyła: 30 Cze 2006
Posty: 11292
Wysłany: Sro 12 Mar, 2008 00:04   

Ja głosowałam więc też widzę... :roll:
_________________
Carry on my wayward son, For there'll be peace when you are done. Lay your weary head to rest, Now don't you cry no more...
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11096
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Sro 12 Mar, 2008 09:02   

:frustracja: :o :roll: :rotfl:
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Caitriona 
Byle do zimy!



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11449
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sro 12 Mar, 2008 11:25   

Kto głosował to widzi :-P I widzę ze jestem osamotniona w wyborze... :roll:
_________________
And clouds full of fear
And storms full of sorrow
That won't disappear
Just typhoons and monsoons
This impossible year

 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11096
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Sro 12 Mar, 2008 12:01   

Jak widzę parę osób głosowało na opcję:
"Myśli Thorntona o Margaret w ramionach jego lub innego mężczyzny".
Ciekawa jestem jak sobie wyobrażacie taką scenę? :D
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Loana 



Dołączyła: 23 Lip 2007
Posty: 2053
Skąd: Wrocław
Wysłany: Sro 12 Mar, 2008 13:33   

Nie czytalam ksiazki, tylko kilka fragmentow, ale najbardziej w filmie boli mnie zakonczenie, ktorego w sumie nie moge do konca polubic (te tlumy ;_;) - czyli wolalabym zobaczyc inne zakonczenie. Ale w sumie pewnie tych scen to byloby wiecej niz w filmie widzialam. Troche malo Margaret w filmie mialam, wiecej scen z nia w pieknych ciuchach by sie przydalo :P .
 
 
Anetam 


Dołączyła: 26 Sty 2007
Posty: 597
Wysłany: Sro 12 Mar, 2008 14:04   

Ja również nie miałam okazji przeczytać książki,ale po przeczytaniu pewnych fragmentów zamieszczonych przez Gosię stawiam na scenę wnoszenia Margaret przez Johna :serduszkate:
 
 
fanturia 



Dołączyła: 17 Paź 2007
Posty: 1125
Skąd: Wrocław
Wysłany: Sro 12 Mar, 2008 14:04   

Brakuje możliwości wyboru kilku scen :mysle:
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11096
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Sro 12 Mar, 2008 16:42   

Że niby za mały wybór? Czy może chciaabyś glosować na kilka scen naraz? ;)
Jesli chodzi o tę drugą opcję, to niestety życie składa się z podejmowania decyzji :mrgreen: Niestety :frustracja:
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
fanturia 



Dołączyła: 17 Paź 2007
Posty: 1125
Skąd: Wrocław
Wysłany: Sro 12 Mar, 2008 20:23   

Gosia napisał/a:
Że niby za mały wybór? Czy może chciaabyś glosować na kilka scen naraz? ;)
Jesli chodzi o tę drugą opcję, to niestety życie składa się z podejmowania decyzji :mrgreen: Niestety :frustracja:


Książki jeszcze nie skończyłam, więc o wielkości wyboru wypowiadać się nie będę. A życie owszem, składa się z wyborów. Więc chcę wybrać trzy z pięciu możliwości :mrgreen:
 
 
maniutka 
Madridista całym sercem



Dołączyła: 11 Lut 2008
Posty: 762
Skąd: Gallifey
Wysłany: Sro 12 Mar, 2008 20:39   

a ze smutkiem powiem ze sie wypowiadac nie bede bo niestety nie czytalam North&South :cry2: :cry2: :cry2:
 
 
maniutka 
Madridista całym sercem



Dołączyła: 11 Lut 2008
Posty: 762
Skąd: Gallifey
Wysłany: Sro 12 Mar, 2008 21:02   

Mag13 napisał/a:
Thornton niosący na rękach do salonu - toż to każdy widzi .....

nie powiem sklanialam sie do tego ale wstydalam sie majestatu :rumieniec:
i nie powiem bo bylo by wspaniale. szkoda ze w serialu tak poprostu "uciekla" od niego :frustracja:
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Pią 14 Mar, 2008 17:57   

Ja zagłosowałam na wnoszenie na rękach :serduszkate:
Noremalnie, czy Edyty nie chciałoby się traktorem przejechać? :bejsbol:
Gosia napisał/a:
- Nie uważa pan, że panna Hale ładnie wygląda – powiedział pan Lennox – wydaje mi się, że Milton do niej nie pasowało. Kiedy pierwszy raz przyjechała do Londynu, pomyślałem sobie, że nigdy nie widziałem nikogo tak zmienionego. Dziś wygląda promiennie. Ale jest też dużo mocniejsza. Ostatniej jesieni męczyła się po przejściu kilku mil. W piątek wieczorem poszliśmy do Hampstead i z powrotem. A już w sobotę wyglądała tak dobrze jak teraz.
„My! To znaczy kto? Oni obydwoje, sami?”

Henriego zresztą też. :bejsbol:
 
 
Justine 



Dołączyła: 28 Wrz 2006
Posty: 62
Wysłany: Wto 08 Kwi, 2008 01:46   

ja też nie czytałam całej książki, tylko niektóre fragmenty, ale widzę wszystko w wyobraźni :) chciałabym zobaczyć książkowe zakończenie, bo wydaje mi się romantyczniejsze niż "peronowe" i jak John wnosi Margaret, żeby usłyszeć jak Rysio mówi "kocham cię ", zgrałabym to na komórkę i nastawiła jako sygnał smsa (to już jest obsesja :) ) nie mogę się zdecydować :roll:
 
 
Serenitka 



Dołączyła: 19 Lip 2008
Posty: 30
Wysłany: Sob 19 Lip, 2008 20:45   

chyba jak wiekszosc mialam problem z wybraniem miedzy scena wnoszenia Margaret do salonu a zakonczeniem, ostatecznie zaglosowalam za tym pierwszym, poniewaz zakonczenie filmu mimo wszystko i tak bardzo mi sie podobalo, a tej sceny w ktorej John wnosi Margaret poprostu okropnie brakuje! Oczywiscie swoja droga chetnie obejrzalabym oryginalna wersje zakonczenia, no ale coz...
_________________
"Nic łatwiejszego niż zmienić kobietę przeciętną w wyjątkową. Wystarczy ją pokochać."
 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...



Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 10324
Skąd: równiny Mazowsza
Wysłany: Sob 19 Lip, 2008 21:42   

Czy można wybrać kilka opcji :-P ?
_________________
Niepełnosprawny umysłowo współpracownik gestapo :mrgreen:
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.