PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Bohaterki powieści Gaskell
Autor Wiadomość
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1638
Wysłany: Pon 05 Cze, 2006 23:31   

Rozmowa Margaret z ojcem przed wyjazdem do Milton:
'Now tell me, papa, what our plans are. You and mamma have some money, independent of the income from the living, have not you? Aunt Shaw has, I know.'
'Yes. I suppose we have about a hundred and seventy pounds a year of our own. Seventy of that has always gone to Frederick, since he has been abroad.'

Proste, ale na wszelki wypadek:
(-Dobrze tato, jaki mamy plan. Ty i mama macie jakieś pieniądze niezależnie od zarobków, prawda? Wiem, że ciocia Shaw ma.
-Tak, mamy sto siedemdziesiąt funtów rocznie. Siedemdziesiąt zawsze szło do Fredericka odkąd jest za granicą.)

Ze wzmianki o ciotce Shaw można wnosić, że to pieniądze odziedziczone po rodzicach pani Hale. Pewnie Margaret odziedziczyłaby po śmierci rodziców jakiś kapitał, z którego był taki dochód.

A teraz ciekawostka, minimum socjalne według Hale'ów i ich wydatki w Milton:
:mrgreen:
'Thirty pounds a-year was all they could afford to give, but in Hampshire they could have met with a roomy house and pleasant garden for the money. Here, even the necessary accommodation of two sitting-rooms and four bed-rooms seemed unattainable.'

(Trzydzieści funtów rocznie, na tyle było ich stać, w Hampshire mieliby za to przestronny dom z przyjemnym ogrodem. Tutaj, nawet niezbędne dwa salony i cztery sypialnie wydawały się nieosiągalne)

Taak :mrgreen: :mrgreen: :razz:
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Wto 06 Cze, 2006 00:45   

Gosiu dzięki za artykuł :grin:

Czy nie uważacie, że Margarest została zbyt wyidelizowania? Lubię tę postać ... bardzo, jednak łatka Siłaczki trochę mnie razi. Thornton to facet z krwi i kości. Ma swoje zalety, ale ...i wady /wybaczcie :wink: /, natomiast Margaret przedstawiona w artykule momentami przypomina posąg.
Myślę, nikt nie jest w stanie przeżyć utraty najbliższych, nie płacąc za to wysokiej ceny.Co prawda nie znam Margaret , tej z powieści, w pełni, ale ta wykreowana w serialu doskonale ukazuje nam, że takie zdarzenia jak... śmierć rodziców, przyjaciółki....utrata domu ...osamotnienie ranią i pozostawiają blizny. Margaret mimo młodego wieku ...nie śmieje się tak jak jej rówieśniczki....zaledwie się uśmiecha. Jest smutna i nad wiek poważna. Dobrze, że na swej drodze spotyka miłość...to ona ją ratuje / a raczej ON :mrgreen: /
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Wto 06 Cze, 2006 06:59   

Dzieki Caroline :D :D
Z tego wynika, ze wszystko zalezy od tego gdzie by sie osiedlila.
Ale zycie w Londynie za takie pieniadze byloby trudne.
Jesli pozostaloby jej 100 funtow rocznie, bo pewnie to 70 dalej by szlo do Fryderyka, mogloby byc ciezko.

Asiek,
ja tez jednak sadze, ze artykul pomija pewne strony charakteru Margaret, podkreslajac aspekt heroiczny.
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Wto 06 Cze, 2006 13:35   

Ale nie zapominajmy, że zawsze istniała jeszcze alternatywa wyjazdu do Hiszpanii do Frederica. Ale tam już zupełnie zaczynałaby od zera...
 
 
basiek


Dołączył: 19 Maj 2006
Posty: 43
Skąd: BIELSKO-BIAŁA
Wysłany: Czw 08 Cze, 2006 07:40   

AineNiRigani napisał/a:
Ale nie zapominajmy, że zawsze istniała jeszcze alternatywa wyjazdu do Hiszpanii do Frederica. Ale tam już zupełnie zaczynałaby od zera...


Z ognistym Hiszpanem w tle zamiast Jaśka :evil: :evil: :twisted:
 
 
GosiaJ
Shahrukh...



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 605
Wysłany: Sob 10 Cze, 2006 21:11   

basiek napisał/a:
AineNiRigani napisał/a:
Ale nie zapominajmy, że zawsze istniała jeszcze alternatywa wyjazdu do Hiszpanii do Frederica. Ale tam już zupełnie zaczynałaby od zera...

Z ognistym Hiszpanem w tle zamiast Jaśka :evil: :evil: :twisted:


Eeee tam, Jaśko był dość ognisty, po diabła Hiszpan? Wolę ognistych Brytoli ;-) (chociaż na pozór takie zestawienie jest dziwne).
 
 
GosiaJ
Shahrukh...



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 605
Wysłany: Sob 10 Cze, 2006 21:20   

asiek napisał/a:
Gosiu dzięki za artykuł :grin:
Czy nie uważacie, że Margarest została zbyt wyidelizowania? Lubię tę postać ... bardzo, jednak łatka Siłaczki trochę mnie razi. Thornton to facet z krwi i kości. Ma swoje zalety, ale ...i wady /wybaczcie :wink: /, natomiast Margaret przedstawiona w artykule momentami przypomina posąg.
Myślę, nikt nie jest w stanie przeżyć utraty najbliższych, nie płacąc za to wysokiej ceny.Co prawda nie znam Margaret , tej z powieści, w pełni, ale ta wykreowana w serialu doskonale ukazuje nam, że takie zdarzenia jak... śmierć rodziców, przyjaciółki....utrata domu ...osamotnienie ranią i pozostawiają blizny. Margaret mimo młodego wieku ...nie śmieje się tak jak jej rówieśniczki....zaledwie się uśmiecha. Jest smutna i nad wiek poważna. Dobrze, że na swej drodze spotyka miłość...to ona ją ratuje / a raczej ON :mrgreen: /


Nie sądzę, by Margaret była wyidealizowana. Też ma wady i zalety, jak John. Myślę, że przez długi czas, czytając fragmenty powieści tłumaczone przez Ali i Caroline, dostrzegałyśmy głównie jej wady :-)
A co do artykułu - w wielu miejscach zgadzam się z autorką. W zestawieniu np. z Fanny Margaret naprawdę jest dojrzalsza, silniejsza. Przechodzi przez to, przez co John wcześniej, po śmierci ojca - zostaje brutalnie pozbawiona młodzieńczej beztroski, musi się uczyć odpowiedzialności. Zresztą chyba tym imponuje panu Thorntonowi.
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Pon 12 Cze, 2006 21:26   

Kolejny fragment artykułu na temat bohaterek powieści Elizabeth Gaskell pt. "ELIZABETH GASKELL: GROWING HEROINES"

Wives and Daughters – Żony i Córki cz. 1

"W swojej ostatniej powieści „Wives and Daughters”, Elizabeth Gaskell nie zajęła się takimi społecznymi kwestiami jak w poprzednich powieściach (konflikt klas w „Mary Barton” czy „North and South” czy niedola upadłej kobiety i jej nieślubnego dziecka w „Ruth”).
W zamian napisała powieść, która stanowi kolekcję znakomicie naszkicowanych postaci, stworzyła opowieść o radościach i smutkach ludzi z Hollingford i historię o dojrzewaniu młodej dziewczyny.
Bohaterka jest dziewczynką zwaną Molly Gibson, która mieszka z ojcem. Jej życie jest szczęśliwe, jedynie zostaje skażone śmiercią matki, (które było największym dramatem jej życia, ale ona była zbyt mała by być tego świadomą).
Na początku powieści Molly uważa, że doświadcza najbardziej ekscytującego dnia w jej młodym jeszcze życiu: to dzień spędzony w Towers, arystokratycznym domu Lorda i Lady Cumnor.
Dzień nie jest całkiem taki, jak się Molly spodziewała: gubi się w ogrodzie, traci lunch, ma ból głowy. Wszyscy o niej zapominają, zasypia i przez Clare Kirkpatrick kobietę, która później będzie jej drugą matką, przegapia powóz.
Molly jest zmartwiona zdarzeniami dnia i slowami pani Kirkpatrick, które sprawiają, że czuje się „winna i bardzo nieszczęśliwa”, mimo, że płacze czasem z powodu tarapatów, w jakie wpadła, martwi się także o to, jak jej ojciec będzie się czuł, kiedy nie będzie kogoś, kto mógłby zrobić mu herbaty. Ta scena zapowiada rolę, jaką grać będzie Molly w relacjach jej ojca i macochy.
Pośród kłopotów, Molly myśli też o uczuciach innych osób i to będzie stała cecha jej charakteru.
Mimo utraty matki, Molly nie brakuje osób, które troszczą się o nią [...] Łączą ją specjalne więzi z ojcem, który [..] czasami jednak ma wpływ na jej dojrzewanie.
W oczach Molly jej ojciec jest [..] człowiekiem najmądrzejszym i osobą, której ufa i na której polega we wszystkich sytuacjach. Jako doktor, pan Gibson jest troskliwym i uczciwym człowiekiem, wykształconym i godnym szacunku.
Chociaż Molly przyswaja te ważne wartości od swojego ojca, pan Gibson nie jest pewny czy wystarcza w roli wzorca i przewodnika swojej młodej córki. Dla obopólnej korzyści obojga, pan Gibson powtórnie się żeni, aby Molly miała znowu matkę i żeby on sam miał żonę, która przyczyniłaby się do domowej harmonii. Kiedy pani Kirkpatrick staje się panią Gibson, deklaruje miłość do Molly jakby była jej własną córką, jednak w obrazie pani Gibson, który Gaskell szkicuje jest jasne, że to co ona mówi i to co robi - to dwie zupełnie różne rzeczy.
Molly ma temperament i uczy się kontrolować go, to jedna z jej pierwszych lekcji kiedy z dziecka zmienia się w młodą kobietę.
Pewnego razu wybuchła tak niezmierną pasją w obronie swojej cichej, zastraszonej guwernantki, że zupełnie zszokowała gospodynię, przemawiającą dotąd impertynencko. Ta sama guwernantka czyniła starania, by okiełznać temperament Molly, ale minie jeszcze wiele czasu, zanim Molly będzie umiała zignorować swoje uczucia i trzymać język za zębami zamiast dawać upust złości.
Widzimy jak pracuje nad sobą, kiedy dowiaduje się, że jej ukochany ojciec zamierza powtórnie się ożenić.
„Nie odpowiedziała. Nie wiedziała jakich słów użyć. Bała się powiedzieć cokolwiek, żeby uczucie złości, niechęci, oburzenia – cokolwiek to było, co zawrzało w jej piersi – nie mogło znaleźć ujścia w płaczu i krzyku, lub gorzej, we wzburzonych słowach, których można by nigdy nie zapomnieć”.


Tłumaczenie: Gosia
Drobne poprawki i pomoc : Caroline

"ELIZABETH GASKELL: GROWING HEROINES"
by Elizabeth Malcolm, English Literature Senior Thesis - Hartwick College, January 1997
http://www.angelfire.com/ny4/eamward/gaskell.htm
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
Ostatnio zmieniony przez Gosia Pią 17 Paź, 2008 20:06, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
GosiaJ
Shahrukh...



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 605
Wysłany: Pon 12 Cze, 2006 22:51   

Dzięki, Gosiu, za kolejny fragment przybliżający twórczość E. Gaskell. Jako zatwardziała feministka :-) lubię analizę postaci kobiecych w utworach literackich czy filmach. Dzięki!
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Pon 12 Cze, 2006 23:18   

No coz, ja tez (choc nie wiem czy jestem zatwardziala feministka, ale sadzac po moich wypowiedziach pewnie tak ;) ) i dlatego tez ten artykul o wspanialych kobietach u Gaskell tlumacze.

Wives and Daughters – Żony i Córki cz. 2

W tym okresie Molly mieszka z rodziną Hamleyów w Hamley Hall. Dwoje ludzi szczególnie zaczyna mieć wpływ na usposobienie Molly: pani Hamley, miła kobieta, która uwielbia Molly, i jej młodszy syn Roger Hamley, który staje się jej intelektualnym przewodnikiem. Kiedy Molly jest bardzo przygnębiona nieoczekiwanymi zmianami w życiu jej rodziny oraz powtórnym ożenkiem ojca, Roger daje jej nadzieję, opowiadając historię innej dziewczyny w podobnej sytuacji i radzi, aby „spróbowała myśleć więcej o innych niż o sobie”. To wywiera duże wrażenie na Molly, która próbuje poważnie przyswoić sobie tą życiową mądrość, mimo że martwi się, że straci swoje własne ja i swoją indywidualność, jeśli będzie myślała tylko o innych.

„Wyrzeczenie się własnego ja (wiktoriańska idea: „anioła w domu”), jej osobistej wygody, jej własnych pragnień albo obu jednocześnie - to główna rola kobiety-anioła” ; to właśnie poświęcenie skazuje ją jednocześnie na śmierć i niebo. Bowiem wyrzeczenie się siebie oznacza nie tylko szlachetność, ale i śmierć.
Jak szczególnie prawdziwe to jest dla Ruth, skoro ona umiera w ostatecznym akcie bezinteresowności opiekując się swoim uwodzicielem”.

Molly jest dobrym przykładem osiągnięcia przez Gaskell równowagi między wiktoriańską ideą spokojnego domowego anioła i bardziej energicznej nowej kobiety. Molly uczy się być cichą, kiedy to jest potrzebne innym i otwartą, kiedy jest po temu powód.
Boi się denerwować delikatną panią Hamley i stosownie do tego i jej zachowanie staje się spokojniejsze.
To dobrze, że Molly robi wysiłek, aby stłumić w sobie dawny gniew, ponieważ bez kontroli nad emocjami, z pewnościa nie byłaby zdolna znosić obecności machochy. Chociaż pani Gibson mówi, że sprawia jej największą przyjemność troszczyć się o wygodę innych, w rzeczywistości troszczy się bardziej o swoją własną. Zanim jej ojciec się ożeni, Molly pogodzi się z tym, że zajmie pozycję drugiej ważnej kobiety w życiu Gibsona, ale wie, że trudno będzie się wyrzec specjalnej więzi, jaka dotąd łączyła ją z ojcem.
Z czasem Molly stwierdzi, że trudno jest ignorować cechy charakteru Pani Gibson:

„Na początku czuła się niezręcznie zastanawiając się jak dalece wypadało przymykać oko na drobne, domowe intrygi, mijanie się z prawdą, które zapanowały w ich domu od czasu drugiego małżeństwa ojca. Wielokrotnie chciała zaprotestować, ale nie robiła tego, chcąc oszczędzić ojcu niesnasek. Molly miała dylemat, czy takie zachowanie było dobre czy złe. Z dziewczęcym brakiem tolerancji, brakiem doświadczenia, które nauczyłoby ją siły przypadku i pokusy, wielokrotnie zbliżała się do momentu, w którym powie swoje macosze kilka dosadnych słów prawdy”.

Pan Gibson zauważa mankamenty swojej żony, ale nadrabia miną i usiłuje je ignorować , na ile to jest możliwe. Jako doktor jest bardzo zajęty, i kiedy wraca do domu na noc, chce cieszyć się spokojem i zadowoleniem w rodzinie. Pragnie tego tak bardzo, że nie chce wiedzieć, że dokonany przez niego wybór żony nie był najlepszy. Molly widzi to i robi wszystko, by sprostać temu, chociaż czasem musi coś powiedzieć w obronie przyjaciela.
Prócz nowej matki, małżeństwo jej ojca przynosi jej siostrę Cynthię. Na utrapienie jej owdowiałej matki, Cynthia w młodym wieku została wysłana do szkoły we Francji. Wskutek tego nie rozwinęła silnych związków z rodzicami i jest bardziej niezależna, niż Molly. W tym przypadku, jednak, niezależność przychodzi wraz z utratą dobrego życiowego przewodnictwa i Cynthia, która nazywa sama siebie „moralnym kangurem”, zaręcza się z panem Prestonem, miejscowym zarządcą.
Niezdolna do uwolnienia się z sytuacji pełnej fałszu i wstydu, w który sama się uwikłała, Cynthia wciąga niewinną Molly, aby pomogła jej odzyskać miłosne listy. Po usłyszeniu całej historii Molly staje się orędowniczką Cynthii
„ rosło jej oburzenie i stała przed Cynthią zawzięta prawie jakby była w obecności samego pana Prestona. Nie boję się go. On nie ośmieli się obrazić mnie lub jeżeli tak zrobi, nie będę się o to martwić, poproszę go o te listy i zobaczę czy ośmieli się mi odmówić”.

Molly ma silne poczucie obowiązku wobec tych, o których się troszczy i kiedy ich szczęście jest zagrożone, zrobi wszystko co w jej mocy aby im pomóc i przynieść im ulgę. To przypomina sposób, w jaki Mary Barton bierze na siebie rolę wybawiciela Jema, i jednocześnie działa ostrożnie tak, aby utrzymać ojca daleko od podejrzeń.
Molly zdobywa uznanie w tym co jest dobre i właściwe u swego ojca, jednak „zaczyna martwić się, że sama może wpaść w fałsz. Mogłaby spróbować pójść prostą ścieżką, ale czy jeśli odchodzi od niej, to tylko aby oszczędzić bólu komuś kogo kocha”. Ponieważ Molly martwi się tak bardzo o swoją nową siostrę godzi się z faktem, że musi zachować dyskrecję i i kłamać, aby jej pomóc.
Chociaż Molly nie odchodzi daleko od swoich zasad moralnych, kobiety w mieście dowiadują się o pewnych szczegółach jej działalności i stwierdzają, że Molly „lekceważy ogólne zasady skromności i przyzwoitości”. Chociaż została zaproszona do społeczności z szacunku dla rodziców, Molly jest traktowana jako parias. Jednak jest ponad małostkowość kobiet w miasteczku ignorując zniewagi, tak długo jak to możliwe.

„Nigdy nie mówiła ojcu, jak czuje się z tymi ciągłymi małymi afrontami, postanowiła sama dźwigać ten ciężar, mało tego, nalegała, żeby pozwolić jej to zrobić, i to nie wzdragała się przed konsekwencjami swego działania”.

To oczywiste, że wcześniejsze słowa Rogera Hamleya skierowane do Molly miały trwały wpływ na nią, ona milczy o takim traktowaniu jej przez ludzi z miasteczka, aby nie martwić ojca.
Próbą siły charakteru Molly był związek jej starego przyjaciela Rogera Hamleya i Cynthii. Jesteśmy pewni, że Molly kocha Rogera, czy jest świadoma tego czy nie, ale ponieważ troszczy się tak bardzo o oboje „skłonna by była obciąć prawą rękę, gdyby zaszła taka potrzeba, aby poprzeć jego przywiązanie do Cynthii, poświęcenie musi dodawać smaku szczęśliwemu przesileniu”.
Gdy porónujemy tą gotowość do poświęcenia samej siebie dla szczęścia innych do wcześniejszej jej reakcji na wiadomość o tym, że ojciec postanowił ponownie się ożenić, widzimy jak daleko charakter Molly dojrzał.
Co więcej, Molly staje się podstawą siły i nadziei dla starszych ludzi jak i równieśników, jak pokazuje to troszcząc się o starego dziedzica Hamleya po utracie jego starszego syna, Osborna. Ból dziedzica jest tak wielki, że grzeczna obecność Molly jest jedyną rzeczą, która do niego dociera. Kiedy [Molly] musi wrócić do domu na parę godzin, aby przywieźć papier, on jest jak małe zagubione dziecko, gdy pyta jej ojca „Ona wróci ? Nie zostawi mnie samego?”. Dziedzic także chce, by Molly poznała tajemniczą żonę Osborna zamiast niego, bo on nie może tego zrobić. Kiedy pani Osborne zapada na zdrowiu, Molly jest znowu osobą, która daje siłę i zapewnia wygodę.
„Niik nie wydawał się myśleć o opuszczeniu Hall przez Molly w czasie żałosnej choroby, na którą zapadła Pani Osborne Hamley ... On [dziedzic] potrzebował kogoś, kto by wysłuchał jego niepohamowanego języka, kiedy wyrażał żal za zmarłym syna i kiedy odkrył „nadzwyczajny urok dziecka syna, i znowu kiedy był przygnębiony niepewnością związaną z długotrwałą chorobą Aimee. Molly nie była tak dobrą, ani tak urzekającą słuchaczką jak Cynthia, ale jej serce było zainteresowane, a jej współczucie głębokie i niezawodne”.
Molly płaci cenę za swoje bezinteresowne zachowanie, chociaż początkowy strach kończy się, zapada na długą chorobę, która zabiera fizyczne siły po okresie troski o Hamley Hall.
Zdrowie Molly wraca wraz z czasem spędzonym z Cynthią, kiedy może opowiedzieć o problemach w Hamley Hall, które pani Gibson zlekceważyła. Czuje się wkrótce tak dobrze, że jedzie z wizytą do Towers i jej dawna energia wraca. Ostatnią próbą woli Molly jest pomoc, którą musi udzielić w Hamley Hall w kształowaniu relacji między dziedzicem i panią Osborne Hamley, używa swojej siły, aby pomóc dwojgu ludziom połączyć się we wzajemnej miłości do dziecka Osborna.
„Wprowadzenie Aimee i jej dziecka sugeruje, że powieść, która zaczyna się oceną różnych zastępczych matek Molly, kończy się uwagą na temat zastępczych form macierzyństwa. Przykład pani Osborne Hamley uczy Molly, że determinacja jest potężnym narzędziem [...]
To pokazuje, że jest czas, kiedy ktoś musi myśleć o sobie, zanim pomyśli o innych.
Molly się uczy, że nie ma potrzeby tłumić swojego myślenia o sobie.
Przeciwnie, to jej dusza zjednuje jej ludzi i pozwala jej tworzyć silne związki oparte na współpracy i szacunku, a nie mało znaczące relacje, które jedynie dbają o własne cele jak jej macocha.
Elizabeth Gaskell poznaje nas z Molly, kiedy ona jest pozbawioną matki dobrą małą dziewczynką, którą temperament czasami ponosi. Pisarka pokazuje nam też ludzi i doświadczenia, które zmieniają [Molly] w łagodną, troskliwą, czułą, młodą kobietę.

Tłumaczenie: Gosia
Drobne poprawki i pomoc : Caroline
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
Ostatnio zmieniony przez Gosia Pią 17 Paź, 2008 20:07, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Sob 15 Lip, 2006 23:47   

"Mary Barton" cz. 1

W pierwszej powieści Elizabeth Gaskell „Mary Barton” poznajemy dziewczynę, która uczy się w bardzo wczesnym wieku, że życie jest walką, w której ktoś jest ubogi. To naturalne więc, że chciałaby uciec od trudów ubóstwa w beztroskę, jaką przyniosłoby jej bogactwo, chociaż rozumiemy, że to mogłoby pociągać za sobą utratę przyzwoitości.
Bez matki jako przewodniczki i z ojcem, który zmuszony był przedłożyć inne obowiązki przed kształtowaniem charakteru własnej córki, Mary Barton, która została pozostawiona całkowicie sama sobie, jakby nie miała kochających przyjaciół, którzy dostarczyliby jej wzorów moralnego prowadzenia (zachowania), którzy sprowadziliby ją z niebezpiecznej drogi, którą zaczęła postępować. Mary Barton jest młodą dziewczyną mieszkającą w sercu przemysłowego Manchesteru z rodzicami i młodszym bratem. Jej ojciec jest tkaczem w jednej z lokalnych przędzalni, a rodzina jest biedna. Matka Mary ma słabe zdrowie od czasu jak zniknęła jej siostra, Esther, spowodowany tym wydarzeniem stres doprowadza do jej wczesnej śmierci.
Ciotka Mary, Esther, która podąża za próżnym młodzieńczym kaprysem i w konsekwencji schodzi z drogi cnoty, odegra znaczącą rolę w przyszłym życiu Mary.
Esther pierwsza zasiała w głowie Mary idee, które wpłynęły później na nią. Przed tym, nim Esther opuściła rodzinę dla kochanka, zapytała Mary, co by powiedziała na to, gdyby kiedyś ciotka chciała ją zabrać i zrobić z niej damę.
„Słowa nieobecnej, tajemniczej ciotki wywarły swój wpływ. Wiedziała, że jest ładna...Tak więc świadoma swojej urody Mary postanowiła wcześnie, że jej piękność musi uczynić z niej damę; a wtedy osiągnie pozycję, którą – Mary była tego najzupełniej pewna – zdobyła zaginiona ciotka Esther” (s. 29).
Młoda Mary jest skoncentrowana na powierzchownych sprawach, takich jak fizyczna piękność, ponieważ – jak sądzi - pomoże ona jej przyciągnąć ukochanego – dżentelmana. Ktoś może obwinić Mary o to, że pragnęła być damą. Miała bolesne dzieciństwo i trudną przyszłość przed sobą, tak więc to naturalne, że chciała awansować, by wieść szczęśliwe i spokojne życie, wolne od ubóstwa. Przekonywała samą siebie, że ojciec mógłby pochwalić jej wymarzone małżeństwo z Panem Carsonem. Mary jest zaniepokojona, czy ojciec podzieliłby jej przewidywane szczęście, bo „mogłaby otoczyć go wygodami i zbytkiem, aż ojciec uzna, że bogactwo to bardzo przyjemna rzecz, i będzie błogosławił córkę, która stała się damą” (s. 93). Trudno wyobrazić sobie Johna Bartona aprobującego taki plan, jako że ma on pretensje do panów o ich bogactwo i staje się czynnym członkiem związku zawodowego robotników, próbując poprawić warunki życia biednych i pokazać fabrykantom, jak i rządowi, niesprawiedliwość i nierówność między panami i robotnikami.
Ojciec Mary był zawsze przeciwny jej [Mary] pracy w fabryce jako, że winił on ją o upadek jej ciotki „Kiedy roboty jest pod dostatkiem, zarabiają tyle, że mogą się jako tako utrzymać” (s. 9). Kiedy handel tekstyliami przeżywał kryzys i jej ojciec nie mógł znaleźć pracy w żadnej z fabryk, Mary wstąpiła do terminu u Pani Simmonds, miejscowej krawcowej, co dało im trochę pieniędzy, za które można było kupić jedzenie. Chociaż nie pracowała w fabryce, Mary wciąż była podatna na zło, którego ojciec nie był w stanie zauważyć i stłumić w zarodku, gdyż był zbyt zaabsorbowany sprawami związku.

John Barton troszczy się bardzo o swoją rodzinę i żródło utrzymania. Kiedy jego żona i syn umierają w krótkim czasie i pozostaje tylko Mary na pociechę, on coraz bardziej angażuje się w działalność związku zawodowego jako drogę walki z niesprawiedliwością i cierpieniem, które czuje sam i widzi wokół siebie. Pozostawił Mary „swobodę, z jakiej nie korzystają zazwyczaj dziewczęta w żadnym środowisku, w jej wieku” (s. 25).
Przed zaangażowaniem się w związek robotników John Barton jest dla Mary naprawdę kochającym i poświęcającym się ojcem. Jest też dumnym człowiekiem, jak to pokazuje jego odpowiedź na słowa Mary, kiedy ona zastanawia się dlaczego ojciec nie przyjmuje pieniędzy od miasta: „Nie chcę pieniędzy, dziecko! Ich dobroczynności i ich pieniędzy! Ja chcę pracy i to jest moje prawo. Chcę pracy!” (s. 133). Mary dziedziczy jego dumę, ale niestety nie przejawia się to w tak szlachetnym celu, jaki przyświeca jej ojcu.
Ukochanym Mary jest syn jednego z najbogatszych fabrykantów w Manchesterze i „nie było jej obce uczucie dumy, że zwróciła na siebie uwagę kogoś, kto stał wyżej od niej... Miłość Mary do niego była jak pusta bańka mydlana; wyglądała jednak bardzo obiecująco i prawdziwie” (s. 133).
Mary rozumie motywy działania ojca, ponieważ ona także cierpi, ale bardziej niż pracy, pragnie powstrzymać biedę, marzy o pozostawieniu ubogiej przeszłości za sobą i wejściu do warstwy panów.

Inna cecha, którą Mary przejęła od swego ojca, to gotowość do postępowania w sposób niewłaściwy, jeśli efekt będzie pozytywny np. cel uświęca (usprawiedliwia) środki.
John Barton uważa kradzież za czyn dopuszczalny, jeżeli oznacza to, że jego śmiertelnie chore dziecko będzie miało jakieś jedzenie, które wypełni jego pusty żołądek i da mu siłę. W poważniejszym sensie, John Barton, morderca młodego Carsona, ukochanego Mary, może być częściowo usprawiedliwiony, jako że było to korzystne dla morale zgnębionego i przybitego człowieka pracy, jak również jako wysłanie dobitnej wiadomości innym nieczułym fabrykantom. Podczas gdy John Barton jest daleko w Londynie, Mary decyduje się nie kontynuować swoich zwykłych spotkań z panem Carsonem:
„mimo wszystko sumienie jej nie było czyste, sama ta decyzja bowiem zdawała się dowodzić, że w ogole nie przystoi jej widywać wielbiciela. Jak dotąd Mary przywykła uważać swe postępowanie za całkiem niewinne i właściwe... pewna była, że zapewni ojcu dobrobyt i szczęśliwość” (s. 103).


cdn

Tłumaczenie: Gosia
Fragmenty powieści w tłumaczeniu Krystyny Tarnowskiej, z jedynego wydania polskiego.
[Warszawa: PIW, 1956 r.]

Zrodło
"ELIZABETH GASKELL: GROWING HEROINES"
by Elizabeth Malcolm, English Literature Senior Thesis - Hartwick College, January 1997
http://www.angelfire.com/ny4/eamward/gaskell.htm
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
Ostatnio zmieniony przez Gosia Pią 17 Paź, 2008 20:07, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Gitka 



Dołączyła: 25 Maj 2006
Posty: 2305
Wysłany: Nie 16 Lip, 2006 21:10   

Normalnie jestem pełna podziwu!
Gosiu, mam takie pytanie: oczywiście po N&S, która jeszcze książka Ci się podobała pani Gaskell.
Chyba czytałaś jeszcze jej dwie powieści.
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Nie 16 Lip, 2006 21:52   

Już pisalam troche o tym w watkach: "Mary Barton" (zamieszcze dzis interesujace fragmenty tej powiesci) i "Cranford".
Obie ksiazki sa ciekawe, choc w zupelnie innym stylu.
"Mary Barton" chwilami jest bardzo ciekawa, jednak poniewaz jest wczesna powiescia Gaskell dostrzegam pewne jej wady i jednostronnosc, zwlaszcza w relacjach: fabrykanci - robotnicy, gdzie oczywiscie nacisk polozony jest na niesprawiedliwosc spoleczna i biede robotnikow, oraz w samej akcji, ktora wedlug mnie siada w pewnym momencie, ale czytam ta ksiazke ponownie i moze teraz moje wrazenia beda inne.
Caroline pisala tez ze razi ja dydaktyzm tej powiesci.
"Cranford" jest pogodna opowiescia o malym miasteczku, i jego mieszkancach, a raczej glownie mieszkankach, okraszoną bardzo dobrotliwym humorem.
"Zony i Corki" znamy oczywiscie jedynie z filmu.
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Nie 16 Lip, 2006 23:17   

"Mary Barton" cz. 2

Mimo że Mary ma „nieczyste sumienie” wobec ojca, to i on jest rozdarty, gdyż jest dobrym i uczciwym człowiekiem, a jednocześnią mordercą w słusznej sprawie: z pewnością był to wynik maksymalnego napięcia, jakie odczuwał z powodu niesprawiedliwego systemu społecznego. Mary wydaje się czuć, że spotkania z Panem Carsonem są czymś złym i zwodniczym, ale ona także jest w rozterce – między byciem dobrą dziewczyną i podążeniem drogą, która jak sądzi, uratuje ją i jej ukochanych od cierpienia. W tych przykładach widać, że Mary przyjęła idee i zachowania ojca, dumę i zainteresowanie innymi ludźmi, ale łączy je z nieuczciwością i nieświadomością swoich uczuć i ukrywa ich pustkę.
Punkt zwrotny następuje, kiedy John Barton spotyka na ulicy zaginioną Esther. Ona czuwała nad Mary z odległości i jest przejęta, bo spostrzegła, że Mary zaczyna popełniać te same błędy, które ona popełniła. Esther próbuje ostrzec ojca Mary przed tym niebezpieczeństwem, ale on nie chce jej wysłuchać i ją odtrąca. Gdy idzie dalej, Esther woła: „Co mam uczynić? Jakże ją mogę ustrzec, aby nie weszła w moje ślady, aby nie stała się taką jak ja nieszczęsną, odstręczającą istotą. Ufa mu tak, jak ja ufałam tamtemu. Kocha, tak jak ja kochałam. Czeka ją więc los podobny do mego. Jakże mam ją ratować? Nie posłucha żadnych przestróg, będzie na nie głucha, jak ja niegdyś byłam” (s. 144).
Chociaż John Barton nie słyszy, co Esther mówiła na temat Mary, widok szwagierki przypomina mu o podobieństwie między nią a córką i zaczyna niepokoić się czy Mary nie podąży jej drogą. Zwraca się do Mary surowymi słowami na temat lekceważenia przez nią prawdziwego, uczciwego uczucia Jema Wilsona, wobec którego Mary zachowuje się niegrzecznie, gdyż żywi sekretne uczucie dla Pana Carsona.

Kiedy Jem oświadcza się Mary tego samego popołudnia, coś się w niej zmienia. Ona zaprzecza swoim uczuciom dla Jema tak długo, że je wypiera ze świadomości, bo wydaje jej się, że żywi uczucia do innego – lepiej usytuowanego wielbiciela.
Teraz, kiedy odmówiła Jemowi resztkami dumy i próżności, rozumie pomyłkę, którą popełniła. „Ona z dnia wczorajszego, sprzed godziny – i ona z chwili obecnej! Wszyscy przecież wiemy, że niekiedy kilka zaledwie minut, z miesięcy i lat zwanych życiem, wystarczy, aby całą przeszłość i całą przyszłośc ujrzeć w najzupełniej nowym świetle; że jedna chwila może otworzyć nam oczy na próżność lub występność tego, co minęło, może tak zmienić nasze spojrzenie na to, co ma nadejść, iż z odrazą zaczniemy spoglądać na dotychczasowe przedmioty najżywszych naszych pragnień. Kilka minut zmienia niekiedy stosunek do życia dając najzupełniej nowy kierunek naszym celom i dążeniom” (s. 151).
Od tego momentu, wszystkie puste fantazje Mary kończą się i ona uświadamia sobie, że kroczyła niebezpieczną drogą miłości do Pana Carsona: teraz jednak wszystko będzie dobrze, jeśli tylko odzyska względy Jema.
Mary staje się kobietą czynu: całą swoją energię kieruje na każdą sprawę, która pomoże jej zapomnieć o tym wszystkim i odkupić swoje wcześniejsze wykroczenia.

Kiedy Jem Wilson zostaje fałszywie oskarżony o zamordowanie Pana Carsona, Mary przyjmuje na siebie rolę jego zbawczyni i pragnie „sama dokonać wszystkiego, stać się jego oswobodzicielką, własnym wysiłkiem wywalczyć mu życie” (s. 296). To jest oczywiście niemożliwe, ona potrzebuje pomocy przyjaciół i obcych ludzi, ale to jest czysta motywacja - aby pomóc komuś, kogo kocha, która prowadzi ją do myślenia, planowania, troski i działania.
W efekcie, to działanie ratuje ją od utraty zdrowia. To jest całkowita zmiana w Mary, którą dostrzegają teraz jej przyjaciele, bo Mary przyjęła sprawę Jema Wilsona. Jej najbliższa przyjaciółka i rówieśnica Margaret Jennigs „widziała w niej znów to samo czarujące, często błądzące, impulsywne, urocze dziewczę, którym była dla niej dawniej Mary Barton, teraz jednak miała większe poczucie własnej godności, większą wiarę we własne siły, większy zapał” (s. 303).

Interesujące będzie zauważyć, że Mary dowiaduje się o prawdziwym życiu ciotki, o tym, że jest chora, że jest alkoholiczką i ulicznicą, dopiero pod koniec powieści, po tym jak Mary zrobiła wszystko, by uratować Jema przed szubienicą. Teraz musi zrozumieć jak szalona i niebezpieczna była jej wcześniejsza chęć podążania śladami ciotki, kiedy widzi dokąd to ją doprowadziło. Mary natychmiast stwierdza, że ona i Jem odnajdą ciotkę i będą się opiekować tą, której tak długo nikt nie kochał i którą się nikt nie opiekował, oni „uczynią ją dobrą” (s. 454).

Zanim opuścimy „Mary Barton”, musimy przyjrzeć się dwóm postaciom, które miały pozytywny wpływ na pozbawioną matki Mary. Pierwszą jest Alice Wilson, stara przyjaciółka rodziny. Alice opuściła dom jako młoda dziewczyna, aby pracować jako służąca w Manchesterze, gdzie jak powiedział jej brat George, można było więcej zarobić. Wcześniej w powieści, kiedy Alice opisuje Mary wiele obowiązków, które musiała spełniać, włączając w to opiekę nad dziećmi, pielęgnowanie ich, kiedy miały odrę, doglądanie rodzinnego sklepu, gotowanie i pranie, „Mary była zadowolona, że nie poszła na służbę; i nie omieszkała też o tym powiedzieć” (s. 36).
Nie jest niezwykła ta odpowiedź Mary, gdyż ona ma tylko siebie i ojca do karmienia i doglądania, po tym jak jej matka i brat zmarli. Nie ma potrzeby, żeby się pakowała i wyjeżdzała, by szukać pracy z dala od domu, a Alice musiała to zrobić, aby nie być ciężarem dla rodziny, w której było wiele dzieci do wykarmienia.

Ponieważ każda z nich miała inną sytuację w dzieciństwie, Mary i Alice mają inne zdanie na temat pracy na służbie. Dla Alice pomaganie innym jest wielką przyjemnością i tego szukała przez całe swoje życie. Idea oddania się trudnej pracy na służbie koliduje z wczesnymi marzeniami Mary: „kiedyś zostanie panią spędzającą dzień na owych błahych, a jakże wykwintnych zajęciach, które są przywilejem prawdziwych dam” (s. 93). Pomaganie innym stanie się cechą dojrzałej Mary, kiedy ona uwolni Jema i jednocześnie ochroni ojca przed zdemaskowaniem go jako mordercy.
W czasie poprzedniej rozmowy Mary jest w małym piwnicznym mieszkaniu Alice, gdzie została zaproszona przez nią na herbatę i przedstawiona dziewczynie w jej wieku, Margaret Jennings. Wartości, za którymi opowiada się Mary w tym momencie swego życia są odmienne od tych, które są ważne dla Margaret. Mary, skoncentrowana na własnym wyglądzie i na wrażeniu, jakie wywiera na innych, ubiera się w nową suknię z płóciennymi akcentami, po to by przyjść na prosty posiłek złożony z chleba, masła i herbaty w miłym domu Alice, ponieważ chce wywrzeć wrażenie na nieznanej sobie dziewczynie.

Margaret jest opisywana jako „młoda kobieta o łagodnej twarzyczce ..... [która] miała odzienie nader skromne i proste” (s. 34) i jest faktycznie zaskoczona urodą Mary. Przez całą rozmowę o młodości Alice, Mary robi uwagi i zadaje pytania, które mówią o tym, co jest ważne dla niej w tym czasie: uroda rzeczy i spełnienie marzeń.
Margaret ma szacunek dla wspomnień Alice i słucha ich z zainteresowaniem i nie osądza jej. Pomimo różnicy ich charakterów, Margaret i Mary stają się bliskimi przyjaciółkami i powiernicami. Chociaż Mary może nie jest tego świadoma, jej przyjaźń z Margaret jest zbawienna dla niej jako że „jedną z największych zalet Margaret był jej mocno ugruntowany zdrowy rozsądek” (s. 48), cecha, z której posiadania Mary czerpałaby ogromne korzyści. Margaret staje się dla Mary bliską osobą. Mary dostrzega jej zalety: Margaret jest spokojna, opanowana, pracowita, czuła i rozsądna. Pomaga umacniać „cierpliwość i rozniecić nadzieję” (s. 166) Mary, a słabnące zdrowie drogiej starej Alice sprawia, że Mary staje się bardziej czuła na potrzeby innych.
W wyniku prób charakteru, jakie ją czekają, Mary jest ostoją siły dla swych przyjaciół, wzorem bohaterki poświęcającej się dla innych.

Chociaż Mary jest zbyt zaabsorbowana spełnianiem własnych marzeń, aby być w pełni świadomą dobrych, zdrowych, kobiecych zalet Alice, kiedy dojrzewa, staje się bardziej troskliwa i samopoświęcająca się w relacjach z innymi ludźmi, ratując Jema za wszelką cenę, nawet za cenę własnego zdrowia, czy kiedy chce zabrać do siebie do domu i opiekować się jej udręczonym ciałem i duszą.
Tę dobroć i samopoświęcenie zobaczymy znowu w „Ruth”, kiedy głowna bohaterka zostaje pielęgniarką opiekującą się chorymi z gorączką zakaźną, także człowiekiem, który sprowadził ją na manowce, tak jak ciotka Esther nieświadomie mogła wprowadzić Mary Barton na tę samą drogę destrukcji, którą sama obrała.


Tłumaczenie: Gosia
Fragmenty powieści w tłumaczeniu Krystyny Tarnowskiej, z jedynego wydania polskiego. [Warszawa: PIW, 1956 r.]

Zrodło:
"ELIZABETH GASKELL: GROWING HEROINES"
by Elizabeth Malcolm, English Literature Senior Thesis - Hartwick College, January 1997
http://www.angelfire.com/ny4/eamward/gaskell.htm
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
Ostatnio zmieniony przez Gosia Pią 17 Paź, 2008 20:07, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Gitka 



Dołączyła: 25 Maj 2006
Posty: 2305
Wysłany: Pon 17 Lip, 2006 09:37   

Muszę przeczytać temat "Mary Barton", zaczyna mnie interesować ta książka :grin:
Pomysł jest dobry, nie wiem jak tam z wykonaniem.
Dużo w tej książce postaci, jest nawet
jakaś Margaret o zdrowym rozsądku :wink:
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Pon 17 Lip, 2006 20:32   

Wlasciwie powinnam ostrzec, ze ten temat to SPOILER, bo sa tu pewne sformulowania, ktore mowia o waznych zwrotach akcji, finale itp.
A Margaret jest biedna szwaczka, ktora traci wzrok ale za to pieknie spiewa. :D
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Nie 19 Paź, 2008 21:06   

Opis głównych bohaterek powieści "North and South" (chyba tego tu nie zamieszczałam):

opis Margaret:
"Zamiast spokojnego duchownego w średnim wieku, pojawiła się młoda dama pełna dostojeństwa, młoda dama tak różna od wszystkich, jakie dotąd spotykał. Jej ubiór był bardzo prosty: nieduży słomkowy czepek w najlepszym gatunku, przybrany ozdobną białą wstążką; ciemna, jedwabna suknia bez żadnych ozdób i falbanek; ogromny indyjski szal okrywał ją ciężkimi fałdami, nosiła go jak cesarzowa swoje szaty.[...]
Margaret nic nie mogła poradzić na swój wygląd; ale jej lekko wygięta górna warga, masywny zadarty podbródek, sposób w jaki trzymała głowę, jej ruchy, pełne delikatnego kobiecego nieposłuszeństwa, dawały obcym wrażenie wyniosłości. [...]
Siedziała zwrócona twarzą do niego i do światła. Jej uroda jawiła mu się w całej okazałości. Jej krągła, biała, giętka szyja wieńcząca pełną gibkości figurę; jej usta, poruszające się tak nieznacznie kiedy mówiła, że nawet najmniejszy grymas nie burzył widoku jej chłodnego, spokojnego oblicza.
Jej oczy pełne miękkiego mroku, spotykały się z jego wzrokiem ze spokojną dziewczęcą swobodą. Zanim ich rozmowa dobiegła końca, niemal przyznał sam przed sobą, że ona wcale mu się nie podoba; próbował wynagrodzić sobie uczucie upokorzenia, jakiego doznawał spoglądając na nią z zachwytem, którego nie mógł pohamować, podczas gdy ona patrzyła na niego z dumną obojętnością, traktując go jak kogoś, za kogo się w obecnym zdenerwowaniu uważał – wielkiego, nieokrzesanego faceta, pozbawionego wdzięku i wytworności. Łagodny chłód w jej zachowaniu tłumaczył sobie pogardą i czuł się tym tak głęboko urażony, że omal nie skłoniło go to do zerwania się z miejsca i wyjścia, tak by już nie mieć nic wspólnego z Hale’ami i tą ich dumą. [..]
Czarne włosy Margaret były zbyt grube, aby je zapleść, trzeba było je raczej okręcić dookoła i tę wspaniałą jedwabistość ułożyć w masywne sploty, które otaczały jej głowę jak korona, a potem z tyłu zebrać w szeroki węzeł.
Utrzymywały ten ciężar dwie, duże koralowe szpilki, zupełnie jak małe strzałki. Jej białe jedwabne rękawy były związane sznurkiem z tego samego materiału, a na karku, tuż pod wygiętą, mlecznobiałą szyją, spoczywał ciężki sznur korali. [..]
Stała przy stoliku do herbaty w jasnej, muślinowej sukni, w której przeważały różowe akcenty. Sprawiała wrażenie nieobecnej przy toczącej się rozmowie, całkowicie pochłonięta filiżankami, między którymi jej krągłe, białe dłonie poruszały się z uroczym, bezgłośnym wdziękiem. Na wąskim przedramieniu nosiła bransoletkę, która nieustannie opadała na nadgarstek. [..]
Rozmawiała z Fanny, nie był w stanie dosłyszeć o czym, ale widział jak jego siostra niespokojnie sprawdza szczegóły swojego stroju, spogląda zdziwionym wzrokiem to tu, to tam, bez żadnego celu. Porównał to spojrzenie z dużymi, aksamitnymi oczami, które spoglądały prosto i poważnie na konkretny obiekt, tak jakby ich światło promieniowało dając jakiś rodzaj wytchnienia. Wygięta linia czerwonych ust podkreślała skupienie towarzyszące słuchaniu rozmówcy, głowa lekko pochylona do przodu tworzyła wyraźną linię od szczytu, gdzie światło połyskiwało w jej kruczo czarnych włosach, po miękkie zwieńczenie jej ramion w kolorze kości słoniowej. Krągłe, białe ramiona i wąskie dłonie trzymała splecione, doskonale nieruchome w ich ślicznym ułożeniu."

Opis pani Thornton:

"Postawna dama w średnim wieku siedziała przy pracy w ponurej, wystawnie umeblowanej jadalni. Jej rysy, podobnie jak budowa ciała, były raczej silne i masywne, niż ciężkie. Jej twarz powoli przechodziła od jednego wyrazu do innego, równie zdecydowanego. Nie było wielkiego urozmaicenia w jej wyrazie twarzy, ale kto spojrzał na nią raz, musiał spojrzeć ponownie; nawet przechodnie na ulicy odwracali głowę, aby przypatrzyć się tej silnej, surowej, pełnej godności kobiecie, która nigdy nikomu nie ustępowała, jak wymagałaby tego grzeczność na ulicy i nie zatrzymywała się na swojej prostej drodze do jasnookreślonego celu, do którego zmierzała. Była wytwornie ubrana w gruby, czarny jedwab, w którym nie było ani jednej nitki wytartej czy odbarwionej.[..]
Pani Thornton zdecydowała się nie ustępować synowi; ponadto generalnie była dumna ze swojej płci"
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...



Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 11306
Skąd: równiny Mazowsza
Wysłany: Pon 20 Paź, 2008 19:06   

Gosiu :kwiatek:
_________________
Niepełnosprawny umysłowo współpracownik gestapo czyli kanalia o zdradzieckiej mordzie :mrgreen:
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.