PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Gosia
Sob 08 Mar, 2008 19:23
SKRADZIONY POCAŁUNEK
Autor Wiadomość
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Wto 29 Sty, 2008 12:18   

No jak TYLKO ? A co z koszulą ? :roll:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Marta 
i rozważna, i romantyczna:)



Dołączyła: 28 Lip 2006
Posty: 378
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Wto 29 Sty, 2008 13:01   

Marija napisał/a:
A gdyby tak Darcy nie mógł się wieczorem wyswobodzić z tego krawata, TYLKO z krawata

Byłoby cravatless w negatywie :wink:
_________________

 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Wto 29 Sty, 2008 18:31   

Chyba były tak wiązane, że jak krawat zostawał, to i koszula... :mysle:
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Wto 29 Sty, 2008 19:00   

No właśnie... :wink:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Wto 29 Sty, 2008 21:33   

Maryann napisał/a:
Był tutaj, był ubrany,...

Cóż za sukces... :mrgreen:

Maryann, :kwiatek:
Ostatnio zmieniony przez asiek Wto 29 Sty, 2008 21:38, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Wto 29 Sty, 2008 21:36   

No sukces niewątpliwie - toż małe pół godziny wcześniej sam zdemolował swoją garderobę... :mrgreen:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Wto 29 Sty, 2008 21:41   

Maryann napisał/a:
No sukces niewątpliwie - toż małe pół godziny wcześniej sam zdemolował swoją garderobę...

:rotfl:
Maryann'ku właśnie wyklikałaś 4000 posta ! :banan: :party:
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Wto 29 Sty, 2008 22:28   

Faktycznie...
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Sro 30 Sty, 2008 05:06   

CZĘŚĆ XV

W trakcie ceremonii Darcy był także nieco zamyślony. Zaczął mianowicie zastanawiać się nad sensownością wybrania kuzyna na swojego drużbę. W momencie, kiedy TA panna Bennet weszła do kościoła, dosłyszał bowiem gwałtowny wdech i ciche stwierdzenie, które zabrzmiało bardzo podobnie do „A niech to”. Zwróciwszy wzrok w tamtą stronę, z gniewem dostrzegł skierowane na Elizabeth pełne zachwytu spojrzenie kuzyna. Ona wyglądała niezwykle pięknie, ale to nie oznaczało, że jego drużba, czy jakikolwiek inny mężczyzna może wpatrywać się w jego narzeczoną w taki sposób. Pomijając ten drobiazg, Darcy był zły na kuzyna jeszcze o coś innego. Chociaż doceniał on jego nieocenione starania, żeby doprowadzić go do ołtarza, to teraz zaczął nagląco odczuwać efekty zastosowania przed opuszczeniem dziś rano Netherfield takich kojących nerwy balsamów, jak porcja soku pomarańczowego, dwie filiżanki herbaty, trzy kieliszki brandy i kawa. Desperacko potrzebował ulgi i czuł, że nie jest w stanie oddać sprawiedliwości słowom pastora.
Nie jest celem tego tekstu szczegółowe opisywanie wszystkich nieistotnych detali składających się na ślubną ceremonię. Uczucia każdej z par można było łatwo ustalić na podstawie wyrazów ich twarzy. Bingley i panna Bennet uśmiechali się z zadowoleniem, Elizabeth i Darcy nie. Nie należy oczywiście w oparciu o to wnioskować, że woleliby znajdować się gdzie indziej, a raczej – że inne sprawy zaprzątały ich umysły. Jednak kiedy wymienili przysięgę, ich uwaga wyraźnie skierowała się na siebie nawzajem, a spojrzenia, jakie wymienili, potwierdzały wszystkie uczucia i pragnienia ich serc.
Był to szczęśliwy dzień dla pani Bennet – wydała za mąż dwie najstarsze córki. Odbierała w ich imieniu gratulacje i upewniała się, że wszyscy obecni są świadomi, jakie materialne profity przyniesie to wydarzenie. Na moment zapomniała, że ona sama nie będzie miała z tego żadnej korzyści, ale na razie cieszyła się dzisiejszym podwójnym weselem. Pan Bennet przyglądał się temu z rozbawieniem, nie mając wątpliwości, że w swoim czasie jego żona zacznie odczuwać jako niesprawiedliwość fakt, że dwie z jej córek tak korzystnie wyszły za mąż, podczas gdy ona ma wciąż dwie inne nadal niezamężne, jedną, która nie zrobiła tak dobrej partii, a ona sama znajduje się w niezbyt komfortowej sytuacji finansowej. Ale w tym momencie była zadowolona ze swojego losu, a on cieszył się widząc szczęście swoich córek. A dodatkowa świadomość, że spokojnie może w bliższej, czy dalszej przyszłości zejść do grobu, w żaden sposób nie przysparzając kłopotu swojej żonie, wydatnie zwiększała jego zadowolenie z tego wydarzenia.
*******

Ceremonia się skończyła, przysięgi zostały złożone i dwie młode pary ruszyły w drogę powrotną wzdłuż nawy. Ale nie wszystko było w porządku. Patrząc na swojego świeżo poślubionego męża Elizabeth spostrzegła, że nadal się nie uśmiecha i sprawia wrażenie, jakby coś mu dolegało. Do chwili, gdy dotarli do dziedzińca, zapomniała o swoich niedawnych przysięgach i na serio zaczęła się martwić o jego zdrowie.
- Dobrze się czujesz ? – zapytała z niepokojem.
- Dobrze. Wybacz mi, muszę iść – odwrócił się i spojrzawszy na nią z udręczoną miną, nagle puścił jej rękę i wybiegł z kościoła.
Świeżo upieczona pani Darcy nie bardzo wiedziała, co ma myśleć o tak pośpiesznym i niewyjaśnionym odejściu i z pewnym niepokojem została obok promieniejących Jane i Bingleya, a bez swojego męża, kiedy otoczył ich tłum składających życzenia. Jej matka nic nie zauważyła, a nawet gdyby, to nie miało to dla niej znaczenia, bo pięćdziesięciu najważniejszych obywateli Meryton przed chwilą było świadkami ślubnej ceremonii i obecność zięcia nie była już niezbędna.
Kiedy Elizabeth zobaczyła pułkownika Fitzwilliama podchodzącego z gratulacjami, odciągnęła go na bok, żeby wyrazić swój niepokój o Darcy’ego. Pułkownik roześmiał się i zapewnił ją, że wszystko jest w porządku i że to tylko chwilowa niedyspozycja. To nie uspokoiło wątpliwości Elizabeth, dlaczego jej mąż opuścił ją w takiej chwili i co to za nagląca sprawa. Pułkownik, zlitowawszy się nad nią, dyskretnie wyjaśnił jej powód tego nagłego odejścia, a to z kolei wymagało opowieści o okolicznościach, które do niego doprowadziły. Elizabeth była zaskoczona, bo nie mogła sobie wyobrazić Darcy’ego w stanie takiego wzburzenia, żeby potrzebował brandy, aby wrócić do równowagi. Jej wątpliwości usunęło jednak zapewnienie Georgiany, która również stanowczo stwierdziła, że nigdy nie widziała swojego brata w takim stanie. To było okrutne, ale Elizabeth nie mogła powstrzymać się od śmiechu, zarówno z ulgi, jak wyobrażając sobie Darcy’ego zachowującego się w taki sposób.
Kilka minut później Darcy we własnej osobie i w znacznie lepszej formie wrócił – tylko po to, żeby zobaczyć, jak jego kuzyn ochoczo zajmuje miejsce obok jego żony – to miejsce, które należało do niego. Sądząc po pozorach, pułkownik zdawał się z zadowoleniem przyjmować w jego imieniu te najlepsze życzenia i gratulacje, które to on powinien mieć przyjemność odbierać. Wyglądał przy tym jak godne podziwu uosobienie szczęśliwego pana młodego.
Miał zamiar naprawić tę rażącą pomyłkę, ale niestety został zatrzymany przez sir Williama Lucasa. Dżentelmen ów uznał za niezbędne oficjalnie powitać Darcy’ego jako człowieka żonatego i jako członka merytońskiego towarzystwa, a nie jako tymczasowego gościa. Wygłosiwszy swoje powitania miał ochotę omówić możliwości zobaczenia nowej pani Darcy na królewskim dworze, ale Darcy najwyraźniej nie chciał z nim rozmawiać. Jego gniew narastał od chwili, gdy zobaczył, w jaki sposób rozmawiają ze sobą jego żona i jego kuzyn. On powiedział jej coś do ucha, ona spojrzała na niego i uśmiechnęła się, po czym wybuchnęła śmiechem. Pułkownik też się roześmiał, a Darcy stał unieruchomiony atencjami sir Williama. Zdawał sobie sprawę z zażyłości i swobody, jaka panowała między Elizabeth a jego kuzynem w czasie ich poprzedniego spotkania w Kent i wcale mu się to nie podobało, szczególnie, że on sam nie podzielił się jeszcze ze swoją żoną uczuciami związanymi z uwieńczeniem długich oczekiwań i ślubem. Ona należała do niego, on należał do niej i jak każdy mężczyzna, który właśnie się ożenił, nie mógł się doczekać, żeby okazać te uczucia, którymi teraz, zgodnie z prawami kościoła i społeczeństwa, mógł się cieszyć. Pokrótce, pragnął ją trzymać w objęciach, całować ją, a tak naprawdę chciał znacznie więcej. Jednak w tej chwili zadowoliłby się usunięciem swojego kuzyna i zajęciem jego miejsca przy boku Elizabeth.
Ale nie było mu to dane. Zdecydowanie i dość niegrzecznie uwolnił się od sir Williama, który wcale nie wydawał się tym dotknięty, a wręcz przeciwnie – sprawiał wrażenie gotowego uznać jego zachowanie za „doskonałe”, bo powtarzał to sformułowanie kilkakrotnie, choć nie mówił do nikogo konkretnego. Darcy zdołał jednak zrobić zaledwie trzy kroki w kierunku swojej żony, gdy otoczyła go kolejna grupa życzliwych, najwyraźniej zamierzających wyrwać mu rękę ze stawu. Chwycono go za rękę, którą przekazywano sobie dalej wzdłuż szeregu dżentelmenów poczynając od Hursta, a kończąc na Bingleyu, poprzez panów Philipsa, Collinsa, Longa, Benneta i wielu innych, których ani nie znał, ani nic go oni nie obchodzili. Wszystkie te zabiegi nie były oczywiście ani widziane, ani słyszane przez ich odbiorcę, którego uwagę nieustająco przykuwała jego żona i wytrwale stojący u jej boku jego kuzyn.
Tego było za wiele. Ze zdecydowaniem, które odstraszyło następnych, którzy mieli zamiar złożyć mu życzenia, przecisnął się przez tłum i stanął przed swoją żoną i pułkownikiem, piorunując wzrokiem tego ostatniego, który miał czelność odwrócić się do niego z dobrodusznym śmiechem.
- Darcy, martwiliśmy się już, czy kiedykolwiek wrócisz. Twoja żona zaczęła się zastanawiać, czy powinna się rozejrzeć za innym mężem.
Ten komentarz oczywiście nie mógł spodobać się Darcy’emu. Właśnie układał sobie w głowie odpowiedź, która nie byłaby nazbyt gwałtowna, kiedy pojawiła się pani Bennet zaganiająca wszystkich do Longbourn na weselne śniadanie. Dla Darcy’ego dobrze się złożyło. Był zbyt zły na kuzyna, żeby rozmawiać z nim grzecznie, a poza tym wyjazd oznaczał naturalne oddzielenie od towarzystwa, co pozwoliłoby mu pierwszy raz zostać sam na sam z żoną. Wsiadali do powozu niemal w milczeniu. Elizabeth uśmiechnęła się i wzięła go za rękę. Bez kuzyna i na swoim prawowitym miejscu, Darcy’emu zaczął wracać bardziej przyjazny nastrój.
*******
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
maenka 
maenka



Dołączyła: 19 Paź 2007
Posty: 348
Wysłany: Sro 30 Sty, 2008 07:46   

Smaczne, mniam, mniam;)))))
 
 
soph 
soph



Dołączyła: 03 Sie 2007
Posty: 307
Wysłany: Sro 30 Sty, 2008 09:47   

Rozkosznie niepewny siebie jest nasz bohater. I słodko zakochany :)
_________________
nox una dormienda
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1622
Wysłany: Sro 30 Sty, 2008 20:27   

Maryann napisał/a:
teraz zaczął nagląco odczuwać efekty zastosowania przed opuszczeniem dziś rano Netherfield takich kojących nerwy balsamów, jak porcja soku pomarańczowego, dwie filiżanki herbaty, trzy kieliszki brandy i kawa. Desperacko potrzebował ulgi
protestuję :bejsbol:
Maryann napisał/a:
Dobrze. Wybacz mi, muszę iść – odwrócił się i spojrzawszy na nią z udręczoną miną, nagle puścił jej rękę i wybiegł z kościoła.
PROTESTUJĘ :uzi:
I co ja jako czytelnik mam teraz zrobić z wizją Darcy'ego sikającego gdzieś pod kościelnym płotem!!!!

Maryann, to oczywiście nie uwagi do Ciebie, tylko autorki (na pewno weźmie je sobie do serce :-P ) dzięki za Twoją pracę.
 
 
lady_kasiek
[Usunięty]


Wysłany: Sro 30 Sty, 2008 21:49   

MAryanek dotrzymał słowa oczywiście, ależ nerwus z Darsika. no no
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Czw 31 Sty, 2008 08:41   

CZĘŚĆ XVI

Choć Elizabeth wiedziała co nieco o powodach zachowania Darcy’ego, to wciąż była trochę zła, że tak ją zostawił przed kościołem. Kiedy w końcu wrócił, spodziewała się przeprosin, a w każdym razie jakiegoś wyjaśnienia, czy choćby zauważenia jej obecności. On tymczasem nie powiedział nic, tylko z otwartą wrogością wpatrywał się w kuzyna. Zaczęła myśleć, że może czeka na chwilę, kiedy zostaną sami, ale kiedy wsiedli do powozu jadącego do Longbourn, jego zachowanie nie uległo zmianie. Był milczący, poważny, a z uścisku jego ręki wnosiła, że również spięty. Zaczęła myśleć, że w ogóle nie ma zamiaru z nią rozmawiać.
Mniej więcej w połowie drogi do Longbourn Darcy zawołał na woźnicę, żeby się zatrzymał, po czym wysiadł z powozu i wyciągnął rękę do Elizabeth. Spojrzała na niego zdziwiona, ale przyjęła jego pomoc i również wysiadła.
- Coś nie porządku ?
Darcy spojrzał na nią poważnie, po czym poprowadził ją w dół pagórka, w kierunku zagajnika.
- Madame, doszło do rażącej nieprawidłowości, którą mam zamiar naprawić.
Elizabeth była bardzo ciekawa, dlaczego nagle wybrał akurat ten moment na przechadzkę, skoro jako honorowi goście byli niezwłocznie oczekiwani w Longbourn, żeby tam świętować swój własny ślub.
- Panie Darcy, czy będzie pan tak łaskawy i oświeci mnie, o co chodzi i dlaczego to nie może poczekać, aż dotrzemy do celu ?
W tym momencie znaleźli się pod osłoną drzew, niewidoczni z drogi. Darcy zatrzymał się i odwrócił do niej, biorąc jej ręce w swoje. Odetchnęła z ulgą widząc w końcu jego uśmiech, kiedy się w końcu odezwał.
- Wygląda na to, pani Darcy, że dotąd zaniedbywałem moje obowiązki męża. Jestem bowiem całkiem pewien, że tylko ja spośród obecnych na naszym ślubie nie ucałowałem jeszcze panny młodej. Jak pani wie, przywiązuję dużą wagę do swoich obowiązków, a to zaniedbanie uważam za karygodne z mojej strony. W związku z tym mam zamiar się poprawić, a do tego potrzeba odosobnienia.
Oprócz uśmiechu i wdzięcznego, pasującego do okoliczności rumieńca, Elizabeth nie przychodziło do głowy nic, czym mogłaby odpowiedzieć na tak wyraźną deklarację dotyczącą jego zamiarów. Darcy w tej chwili nie pragnął rozmowy, a różany rumieniec na policzkach był tylko dodatkiem do innych wdzięków jego żony. Łatwo więc było wziąć ją w ramiona i smakować te usta, o których mógł teraz zgodnie z prawdą powiedzieć jak o należących do niego.
Ponieważ pan Darcy zawsze przywiązywał dużą wagę do skrupulatnego wywiązywania się ze swoich obowiązków, nie było niczym dziwnym, że jego żona wkrótce całkiem zapomniała o jego wcześniejszym zaniedbaniu. Nie była jednak skłonna poinformować go o tym fakcie, a jeśli nadal uważał, że musi jej jeszcze coś wynagrodzić, to ona była zupełnie gotowa ponieść konsekwencje. Gdyby jednak rzeczywiście zależało jej na tym, żeby pozbył się poczucia winy, to byłoby to niewykonalne. Stwierdziła, że jej usta nie mogą się poświęcić tak prozaicznej czynności, jak mówienie, a ona sama nie jest szczególnie zaniepokojona jakimś jego domniemanym cierpieniem, miała bowiem wrażenie, że to nie poczucie winy nim kierowało.
Nie przerywali więc, póki jedno z nich niejasno przypomniało sobie, że powinni być gdzieś indziej. Stało się to za przyczyną pułkownika Fitzwilliama, który stojąc w bezpiecznej odległości z odwróconym (przynajmniej częściowo) wzrokiem, bez większego powodzenia usiłował zwrócić ich uwagę. Pułkownik znacznie bardziej wolałby być gdzie indziej, ale został tu przysłany przez lady Catherine, która zobaczywszy stojący przy drodze powóz Darcy’ego nie spoczęłaby, dopóki nie zobaczyłaby go znowu jadącego do Longbourn. I chociaż pułkownik szanował prawo swojego kuzyna do prywatności, podobnie jak do wymiany czułości z nowo poślubioną żoną (która, jak nie mógł nie zauważyć, niezwykle namiętnie mu odpowiadała), to wiedział, że nie może wrócić do powozu ciotki nie wypełniwszy swojej misji. Tak więc, kiedy Darcy przerwał pocałunek, żeby stanowczo powiedzieć mu, żeby „się wynosił”, nie ustąpił. Miał za sobą wystarczająco wiele wojskowych ćwiczeń, żeby wiedzieć, kiedy trwać na posterunku. To była właśnie jedna z takich sytuacji.
Już po kilku chwilach jego wytrwałość została nagrodzona, bo Elizabeth zaczęła odczuwać zakłopotanie, że ktoś – aczkolwiek ukradkowo - obserwuje ich w taki intymnej chwili. Darcy, który jak wiemy nie wahałby się kogoś obrazić, nie miałby nic przeciwko przedłużeniu tej sytuacji, ale mając wzgląd na uczucia swojej żony, zadowolił się trzymaniem jej w objęciach. Elizabeth odsunęła się, spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
- Chociaż moja pamięć prawdopodobnie nie jest tak dobra, jak powinna być w tej chwili, to przypominam sobie, że mamy wesele do świętowania.
- Więc nie chcesz świętować na osobności ? – wyszeptał jej do ucha z nadzieją.
Nie mogąc oprzeć się pokusie, Elizabeth przesunęła palcem po jego wargach.
- Choć to bardzo kuszące, to myślę, że moja matka nigdy by mi nie wybaczyła, gdybym nie pojawiła się na swoim własnym weselu. A choć to będzie sprzeczne z twoimi pragnieniami, to myślę, że chwilowa odmiana nie przysporzy nam nadmiernych cierpień. Mamy resztę życia do świętowania na osobności.
Gdyby Elizabeth zdawał sobie sprawę z tego, jak prowokujące było dla jej męża to, co robiła i mówiła, to prawdopodobnie zlitowałaby się nad nim i ugryzłaby się w język. Dla Darcy’ego bowiem, myśl o spędzeniu długiego czasu na świętowaniu tylko we dwoje miała w tym momencie ogromne zalety. Na dodatek, myśl o obrażeniu teściowej również wyglądała pociągająco i gdyby chodziło tylko o jego chęci, to prawdopodobnie kazałby swojemu woźnicy zawieźć ich prosto do Londynu, a przynajmniej do najbliższej gospody. Był jednak żonatym człowiekiem i musiał brać pod uwagę uczucia swojej żony, a chociaż on sam nie widział potrzeby, żeby robić z ich wesela wielką sprawę, to wiedział, że ona myślała inaczej. Pocałowawszy ją lekko, wziął ją za rękę i poprowadził w górę do czekającego powozu.
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Czw 31 Sty, 2008 15:38   

Caroline napisał/a:
Maryann napisał/a:
teraz zaczął nagląco odczuwać efekty zastosowania przed opuszczeniem dziś rano Netherfield takich kojących nerwy balsamów, jak porcja soku pomarańczowego, dwie filiżanki herbaty, trzy kieliszki brandy i kawa. Desperacko potrzebował ulgi
protestuję :bejsbol:
Maryann napisał/a:
Dobrze. Wybacz mi, muszę iść – odwrócił się i spojrzawszy na nią z udręczoną miną, nagle puścił jej rękę i wybiegł z kościoła.
PROTESTUJĘ :uzi:
I co ja jako czytelnik mam teraz zrobić z wizją Darcy'ego sikającego gdzieś pod kościelnym płotem!!!!

Maryann, to oczywiście nie uwagi do Ciebie, tylko autorki (na pewno weźmie je sobie do serce :-P ) dzięki za Twoją pracę.

Ja mam nadzieję, że przy kościele gdzieś była wygodka... :obrzydzenie:
Co do pułkownika Firzwilliama- co on czuł do Lizzy?
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1622
Wysłany: Czw 31 Sty, 2008 21:56   

Maryann, aleś Ty pracowity. Prawdę mówiąc, poza imionami i nazwiskami głównych bohaterów niewiele ten fanfik ma wspólnego z Jane Austen, ale przynajmniej fajnie się czyta :-P
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pią 01 Lut, 2008 08:27   

Caroline napisał/a:
Maryann, aleś Ty pracowity.


Caroline napisał/a:
Prawdę mówiąc, poza imionami i nazwiskami głównych bohaterów niewiele ten fanfik ma wspólnego z Jane Austen

Myślę, że to - niestety - dotyczy większości tego typu "literatury", co stanowi potwierdzenie, że styl JA wcale nie tak łatwo podrobić... :wink:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pią 01 Lut, 2008 08:28   

CZĘŚĆ XVII

Uśmiechnięty pułkownik popatrzył z rozbawieniem na zrezygnowanego Darcy’ego i klepnął go w plecy.
- Rozchmurz się, Darcy. Im szybciej tam dotrzesz, tym szybciej będziesz mógł stamtąd wyjechać i zająć się bardziej… ekhm… nie cierpiącymi zwłoki sprawami.
Darcy nie uznał za stosowne odpowiedzieć na te słowa, bo choć całkiem dokładnie odzwierciedlały jego uczucia, to trudno mu to było przyznać w obecności swojej żony. Przenikliwość kuzyna bywała chwilami denerwująca.
Kiedy dotarli do dwóch czekających powozów, pułkownik życzliwie zaoferował, że będzie im towarzyszył – chciał się bowiem upewnić, że dotrą do Longbourn na czas. Oferta została zdecydowanie odrzucona przez Darcy’ego, który z dużą satysfakcją odesłał kuzyna z powrotem do ciotki. Zająwszy miejsce obok żony pozwolił sobie na przyjemność ponownego wzięcia jej w ramiona, mając zamiar cieszyć się taką dozą względnej prywatności, na jaką pozwalała jazda.
Pułkownik patrzył na ich odjazd z rozbawieniem, ale i rezygnacją. Nie pierwszy raz w życiu stwierdził, że jego kuzyn jest wyjątkowym szczęściarzem. Nie tylko miał majątek, urodę i dobry charakter, ale też wziął za żonę najbardziej obiecującą młodą kobietę, jaką widział. Od dawna wiedział, że Elizabeth ma urodę, wdzięk i poczucie humoru, ale dodana ostatnio do tej listy zalet namiętność sama już czyniła ją jeszcze bardzie pociągającą, a z tego co przed chwilą widział, miała jej mnóstwo dla swojego męża.
Ponieważ nie mógł dłużej ignorować wzywającego go ostrego głosu, westchnąwszy do siebie odwrócił się na pięcie i wrócił do powozu.
*******

Jak można się było spodziewać, państwo Darcy spóźnili się na początek swojego wesela. Po ich przyjeździe okazało się ponadto, że jest powód do dalszej zwłoki – pani Darcy pilnie potrzebowała pokojówki. Wyglądało na to, że jej mąż wyładował wszystkie swoje frustracje, wynikające z konieczności znoszenia weselnego śniadania, na starannym uczesaniu swojej żony. Okoliczność, która nie przeszła niezauważona przez wielu z obecnych i wywołała komentarze panny Bingley i jej siostry na temat jej potarganych włosów i ubrania w nieładzie. Elizabeth sama z lekkim rozdrażnieniem zastanawiała się, jak jej strój mógł znaleźć się w takim stanie, skoro wygląd jej męża nie wymagał niczego poza uporządkowaniem krawata i przygładzeniem włosów.
Pani Bennet spojrzała na córkę i zaczęła ją besztać za guzdranie się. Nagle jednak jej uwagę przyciągnęła imponująca obrączka ślubna z diamentów i szafirów, którą teraz nosiła jej córka i natychmiast przypomniała sobie, na kogo to chce krzyczeć. To już nie była Elizabeth Bennet, ta młoda kobieta stojąca w holu była teraz panią Darcy z Pemberley w Derbyshire, panią Darcy z dziesięcioma tysiącami rocznie. Bardzo potarganą panią Darcy, ale tak samo robiącą wrażenie. Och, jak świetnie to brzmiało ! Poruszona, wycofała się w milczeniu z dosyć niemądrym uśmiechem na twarzy, zostawiając za sobą Elizabeth w osłupieniu zastanawiającą się, dlaczego jej matka nagle zrezygnowała z wyładowania na niej swojego złego humoru.
Podczas gdy Elizabeth zajmowała się poprawkami w swojej garderobie, Darcy wszedł samotnie do jadalni, a zaraz za nim lady Catherine i pułkownik Fitzwilliam. Został serdecznie powitany przez oczekujących gości, z których żaden nie czuł się na siłach zapytać tego budzącego postrach dżentelmena, dlaczego kazał wszystkim czekać.
Bingley jednak z łatwością porzucił te względy, które pozbawiłyby go możliwości wyrażenia pewnej dumy z własnej punktualności i porwał się z motyką na słońce. Skorzystał z okazji pochwalenia się tym, co uznał za dowód wyższości swoich koni nad najlepszymi ze stajni Pemberley. Wypiął pierś i powiedział dosyć głośno:
- Darcy, twoje konie były trochę powolne dziś rano. Spóźniliście się prawie pół godziny.
Darcy nie widział potrzeby tłumaczenia i wykręcił się jakąś wymówką, która tak naprawdę niczego nie wyjaśniała.
- Spóźniliśmy się bez powodu – powiedział spokojnym i obojętnym tonem.
Bingley popatrzył na przyjaciela trochę dziwnie, bo jeśli było coś, co mogło wywołać gniew Darcy’ego, to było to krytykowanie zdolności jego koni, tymczasem wydawało się, że teraz nic go to nie obchodzi. Nie wiedział, że przyjaciel nawet wolałby, żeby jego konie były wolniejsze, ani, że sprawy w powozie znowu zaczęły układać się interesująco, kiedy państwo Darcy zostali ponownie zmuszeni do szybkiego rozstania, żeby doprowadzić się do ładu przed dotarciem do celu.
Ale nawet jeśli Darcy nie uznał za potrzebne tłumaczenie się ze swojego postępowania, szczęśliwie dla zebranego towarzystwa, jego ciotka zrobiła to za niego.
- Wygląda na to, że pani Darcy, którą wszyscy znają jako świetnego piechura, postanowiła pójść na przechadzkę do zagajnika. Znaleźliśmy ich powóz na górnej drodze całkowicie porzucony. Znaleźliśmy ich dopiero po dwudziestu minutach. To było bardzo kłopotliwe. Na szczęście posłałam drogiego pułkownika, żeby ich poszukał, bo wyglądało na to, że oboje byli bardzo zmęczeni. Kiedy wrócili do powozu, oboje byli zarumienieni i nie mogli złapać tchu.
Po tych słowach Darcy nie mógł nie zauważyć znaczącego uśmieszku kuzyna i chociaż nie miał ochoty kontynuować tej rozmowy, nie mógł pozwolić, żeby wina za jego własne pomysły spadła na Elizabeth.
- Właściwie to ja, ciociu, potrzebowałem trochę ruchu. Moja żona po prostu była tak dobra, że mi towarzyszyła.
Lady Catherine parsknęła z niedowierzaniem.
- Muszę powiedzieć, Fitzwilliamie, że przejmujesz od swojej żony bardzo szczególne pomysły. Nie wiem, które z was dwojga ma bardziej zdecydowane poglądy.
- To nie ma znaczenia tak długo, jak długo zgadzamy się ze sobą – odparł z pewną irytacją.
- Teraz tak mówisz. Przypuszczam, że teraz jesteś przekonany, że trochę impertynencji jest czarujące, ale szybko się tym znudzisz. Kobieta o jej pozycji musi się nauczyć hamować się i powściągać swoją szczerość, bo damie z wyższych sfer nie przystoi taka bezpośredniość. Wiem, o czym mówię, Fitzwilliamie, widziałam wiele dobrze urodzonych dam, które wystawiły się na śmieszność mówiąc zbyt otwarcie.
Darcy postanowił nie odpowiadać, bo nie mógł dodać nic wartościowego do stwierdzenia, które wygłosiła właśnie jego ciotka. Całkiem zadowalająco dowiodła swoich racji, które jednak w żaden sposób nie były odzwierciedleniem charakteru Elizabeth. Po prostu skinął głową, a zauważywszy, że jego żona wróciła, wstał, żeby poprowadzić ją na jej miejsce przy stole.
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Sofijufka 
ja chcę miec spokój...



Dołączyła: 18 Lis 2007
Posty: 3440
Skąd: Pustelnia żelazna
Wysłany: Pią 01 Lut, 2008 08:50   

Dzięki, Maryann. Pani Bennet jest cudowna - aż mi jej żal. A teraz nie moge doczekac się lady Katarzyny :mrgreen: I Elżbietki :rotfl:
_________________
Pamięci wieku XIX, kiedy to literatura była wielka, wiara w postęp -
bezgraniczna, a zbrodnie popełniano i wykrywano ze smakiem tudzież
elegancją.
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Sob 02 Lut, 2008 09:01   

CZĘŚĆ XVIII

Jak wiemy, Elizabeth, przeciwnie niż Jane, nie żywiła pragnienia, żeby być powszechnie lubianą, więc kiedy naprawiwszy szkody w swojej garderobie weszła do jadalni, z pewną dozą satysfakcji uświadomiła sobie, że jest równocześnie obiektem zazdrości i pogardy tych dwóch z obecnych osób, na których najmniej jej zależało. Tę nieszczęśliwą parę stanowiły panna Bingley i lady Catherine de Bourgh, a ona wiedziała, że obie pielęgnują zawiedzione nadzieje, których przy swoich stanowczych charakterach łatwo nie porzucą. Nie miała jednak pojęcia, że obie miały swoje plany na ten dzień.
Panna Bingley, której nie udało się zdobyć uczuć Darcy’ego, szybko przeniosła swoją uwagę na jego najbliższego wolnego krewnego. Była rozgoryczona swoją porażką w sprawie Darcy’ego, ale była również praktyczna, a jako oportunistka nie mogła pominąć nadarzającej się sposobności. Musiała tylko zmienić przedmiot zainteresowania z Darcy’ego na pułkownika Fitzwilliama – i to wszystko. Gotowe w przeciągu minuty. Sam dżentelmen był wyjątkowo łatwym celem – uśmiechał się i żartował, kompletnie nieświadomy losu, jaki miał go spotkać.
Chociaż pułkownik Fitzwilliam był daleko mniej atrakcyjną partią od Darcy’ego, to panna Bingley zauważyła, że ma on kilka godnych uznania cech. Był miły, ani zbyt przystojny, ani zbyt brzydki, miał zawód, który zmuszał go do spędzania znacznej części czasu z dala od domu, no i był młodszym synem hrabiego. I przy tym był wolny. W dodatku do tej listy zalet słyszała ostatnio rozmowę, że w zwiąku z wojną militarny styl w ubraniu staje się znowu modny, więc jako modny atrybut pułkownik byłby nieoceniony.
Decyzja została podjęta, następnym krokiem było opracowanie planu. Straciwszy na Darcy’ego dwa lata i sporo trudów, nie mogła sobie pozwolić na taką zwłokę w przypadku jego kuzyna. Przydałby się pośpiech, bo tykanie zegara biologicznego stawało się coraz głośniejsze. Ponieważ była świadkiem kariery panny Elizabeth Bennet, postanowiła zastosować niektóre z przebiegłych metod tej damy. Wyglądało na to, że mężczyźni nie dbają o kulturę i wykształcenie – mimo protestów Darcy’ego, on sam stanowił na to dowód. Wziął za żonę kobietę pozbawioną talentów, miernej urody i wątpliwego wychowania, udowadniając w ten sposób, że mężczyźni wcale nie kierują się mózgiem. Jeśli uwodzicielskie gesty były drogą do serca szanowanego dżentelmena, to ze stosowną zachętą ona również będzie tak rozwiązła, jak mleczarka z Netherfield.
Co zaś się tyczy drugiej zawiedzionej damy, to również pojawiła się tu w wyraźnym celu i siedziała czekając niecierpliwie na swoją sposobność.
*******

Tego dnia w Longbourn podano co najmniej osiem dań, a przez szacunek dla Darcy’ego dwa z nich w stylu francuskim, co kazało panu Bennetowi z pewnym zdziwieniem zastanawiać się, dlaczego kucharz nagle zaczął podawać połowę porcji. Nic mu nie było wiadomo o jakimś braku środków na dom, zwłaszcza że na wesele córek przeznaczył znaczącą sumę. Ale ponieważ układanie menu nadzorowała jego żona, uznał, że rozsądniej będzie nie pytać, bo i tak nie otrzyma rozsądnej odpowiedzi. Zadowolił się więc jedzeniem i obserwowaniem. Miał tyle powodów do rozrywki, że był całkiem zadowolony siedząc przez cały dzień na swoim miejscu, w milczeniu przerywanym tylko stłumionym chichotem.
Towarzystwo liczyło dwadzieścia jeden osób, więc jadalnia była prawie pełna. Oprócz domowników i nowożeńców byli tu Gardinerowie, Hurstowie, Collinsowie, Philipsowie, lady Catherine z córką Anne, Georgiana Darcy, pułkownik Fitzwilliam i panna Bingley. Była to osobliwa mieszanka, ale uroczystość upływała wesoło, Elizabeth, Jane i Bingley mieszali się z gośćmi, podczas gdy Darcy zadowolił się tymi nielicznymi z obecnych, którzy byli w stanie prowadzić rozsądną rozmowę.
Po kilku godzinach odbierania gratulacji i znoszenia przymilnych gestów ze strony matki, Elizabeth zaczęła odczuwać potrzebę krótkiego wytchnienia. Weszła do hallu z zamiarem pójścia na moment na górę, ale dosłownie wpadła w szpony lady Catherine de Bourgh, która najwyraźniej czekała na taką sposobność.
Wielka dama najwyraźniej była zdecydowana z nią pomówić. Została doprowadzona do biblioteki i drzwi się zamknęły. Elizabeth była zirytowana i miała ku temu powody – wyszła, żeby chwilę odetchnąć, a została złapana w pułapkę przez osobę, z którą najmniej miała ochotę rozmawiać. Kiedy zobaczyła determinację w oczach lady Catherine, mogłaby z całą pewnością powiedzieć, że niewiele było miejsc, w których mniej chciałaby w tej chwili być – może syberyjska tundra ? Ale nawet ona wyglądała kusząco wobec niezadowolonego, gniewnego spojrzenia lady Catherine.
Momentalnie rozejrzała się w sytuacji. Lady Catherine uparcie strzegła drzwi. Przejście obok niej bez wątpienia wymagałoby znacznej zwinności i pewnej siły fizycznej. Była młodsza i w lepszej formie, więc sukces nie byłby niemożliwy. Każda taka potyczka byłaby wyjątkowo satysfakcjonująca, ale bez wątpienia całkowicie niegodna damy. Pani Darcy awanturująca się w dzień swojego ślubu ? Chyba nie. Było to trochę frustrujące, że to, co wolno było Elizabeth Bennet, w oczywisty sposób nie jest dozwolone pani Darcy. Kolejną opcją było wołanie o pomoc, ale to oznaczałoby słabość, coś, co mogłaby zrobić Kitty. A nawet, gdyby jej się udało, to z doświadczenia wiedziała, że lady Catherine znalazłaby inną sposobność, żeby powiedzieć to, co miała do powiedzenia. W nagłym odruchu męczeństwa postanowiła, że zniesie to najlepiej, jak potrafi, a żeby szybko mieć to za sobą, będzie słuchać w milczeniu.
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1622
Wysłany: Nie 03 Lut, 2008 18:01   

O, rany. Będą rękoczyny? :lol:
 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...



Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 10388
Skąd: równiny Mazowsza
Wysłany: Pon 04 Lut, 2008 09:01   

Maryann - jestes wielka :kwiatki_wyciaga:
Tylko co ten babsztyl chce zrobić Lizzy ? :bejsbol:
_________________
Niepełnosprawny umysłowo współpracownik gestapo :mrgreen:
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pon 04 Lut, 2008 09:08   

Hm. No właśnie, co będzie. Z powodów, których wymieniać nie będę doszłam do wniosku, że na tym fragmencie publikacja tego "dzieła" zostanie zakończona. Dla bliżej zainteresowanych tekst jest oczywiści dostępny "kanałami dyplomatycznymi"... :wink:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
maenka 
maenka



Dołączyła: 19 Paź 2007
Posty: 348
Wysłany: Pon 04 Lut, 2008 11:34   

Maryann napisał/a:
Hm. No właśnie, co będzie. Z powodów, których wymieniać nie będę doszłam do wniosku, że na tym fragmencie publikacja tego "dzieła" zostanie zakończona. Dla bliżej zainteresowanych tekst jest oczywiści dostępny "kanałami dyplomatycznymi"... :wink:


czy dla osób tylko znanych ci osobiście jak oferowała się Alison, czy też dla innych? Dodam iż jestem mocno pełnoletnia. :banan:
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pon 04 Lut, 2008 11:43   

maenka napisał/a:
czy dla osób tylko znanych ci osobiście jak oferowała się Alison, czy też dla innych?

Dokładnie tak, jak napisałam - dla bliżej zainteresowanych. :wink:
maenka napisał/a:
Dodam iż jestem mocno pełnoletnia. :banan:

No myślę... :mrgreen:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.