PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Rozważna i Romantyczna Sense and Sensibility (1995)
Autor Wiadomość
lady_kasiek
[Usunięty]


Wysłany: Sob 08 Sty, 2011 20:45   

Mów mi więcej... :serduszkate:
 
 
BeeMeR 



Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 28862
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Sob 08 Sty, 2011 20:54   

że tak offtopicznie powiem, ostatnio się zachwycałam Zuym Alanem Rickmanem w Szklanej Pułapce :mrgreen:
_________________

 
 
milenaj 



Dołączyła: 04 Gru 2009
Posty: 4789
Wysłany: Nie 09 Sty, 2011 02:34   

Ja lubię tę scenę kiedy ona choruje i on nie może miejsca sobie znaleźć.

A zuy Alan to w Rasputinie też, chociaż nie wiem do końca jak wypadł, bo oglądałam dawno i tylko kawałek. Ale chyba kilka nagród było, więc musiało być dobrze.

No i szeryf odwołujący Boże Narodzenie :serce: .

A na koniec wspomnę jeszcze o "Dogmie". Ciekawa rola anioła :mrgreen: .
_________________
https://www.facebook.com/..._homepage_panel
 
 
lady_kasiek
[Usunięty]


Wysłany: Nie 09 Sty, 2011 10:53   

Do wątku Alanowego marsz!! Wprawdzie ja ostatnio jestem fanką Artura, ale Alan/Brandon( i kilka innych ról) jest zawsze w moim sercu. Scena choroby Marianny a także jego cierpienie gdy marianna jest szczęśliwa z tym wymoczkiem...
Jak się rozpiszę to wyjdzie, ze każda jego scena jest moją ulubiona.

Mój kuzyn jak był maly był obżartuchem i co mu się mówiło o jakims jeszczeniu to było "moje ulubione" ja mam tak z Alanem :serce2:
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 11720
Skąd: Kraków
Wysłany: Sro 04 Maj, 2011 23:07   

Po dłuższej przerwie - jest! Kolejny odcinek opowieści scenarzystki o tym, jak kręcono RiR

30 maja
Weekend w Londynie. Herbatka, wałęsanie się, jedzenie u Chińczyka, spacer po ogrodzie, korespondencja. W poniedziałek jadę z Imeldą i Kate do Yeovil i wpadam w zachwyt nad urodą kamieni i wisterii w Montacute – grającej Cleveland, posiadłość Palmersów. Zmiana miejsca zenergetyzowała całą załogę, jakkolwiek weekend zawsze sprawia, że ludzie wyglądają na wykończonych. Pięć i pół tygodnia pracy za nami, przed nami jeszcze sześć i pół. Czas pędzi. Mam wielką potrzebę delektowania się każdą wspaniałą chwilą tego okresu, a tymczasem w rzeczywistości niemal nie ma czasu, by delektować się czymkolwiek.
Rozmowa z Alanem o scenie jego długiego wyznania. Pomysłem jest aby odejść od przekazywania ogromu informacji ale by stworzyć historię – tak widzi to Alan – o mężczyźnie, który „topnieje” po 20 latach życia jako bryła lodu. Moment, kiedy czuje znów krew i ciepło krążące w ciele jest dla niego niesamowicie bolesny. Tą scenę można przedstawić na wiele różnych sposobów – flashback, stylizowane wspomnienia – ale w końcu zrozumiałam, że emocjonalnie najbardziej interesujące będzie aby pozwolić Brandonowi opowiedzieć wszystko samemu i pokazać, jakie to dla niego trudne.
Do tej pory jakoś dopasowywaliśmy się do pogody, wreszcie robi się coraz ładniej i będziemy mogli kręcić plenery w szarym Cleveland.
4.00 wieczorem. Z powrotem w hotelu (to zachwycające miejsce o nazwie Summer Lodge w Evershot), zrobiłam dotąd niewiele poza małym przećwiczeniem roli, posiłkiem, Janet zafarbowała moje odrosty. Clevelandzka część opowieści jest porozbijana, i nasze dni oddają to wiernie.


Środa 31 maja
Wspaniałe słońce! Przyjechał Hugh Laurie, to dla nas wielki bodziec. Nie ma nikogo innego na naszej planecie, kto umiałby uchwycić tak doskonale rozwianie złudzeń i „wywiązanie się” pana Palmera.- i robiłby to tak zabawnie. Pomiędzy ujęciami Hugh pisze w swojej przyczepie powieść.
Przygotowanie do odegrania: „Myślę, że Marianne potrzebny jest lekarz”. Hugh jest zdziwiony gdy odkrywa, że akcja dzieje w nocy. „Czytałeś scenariusz?” – pytam cierpko. Przypominają mi się słowa Hugh Granta: „Nigdy więcej nie zagram ze scenarzystą”.
To prawda, że wciąż siedzę w scenariuszu. Język powieści jest bardzo złożony i dużo bardziej niejasny niż w późniejszych powieściach. Pracując nad scenariuszem próbowałam zachować elegancję i dowcip języka oryginału, jest on z pewnością bardziej wyrafinowany niż język współczesny.
Rozmawiałam z Christopherem Hamptonem, bardzo miło wyrażał się o Carringtonie i powiedział mi, że film wspaniale sobie radzi we Francji.
Dzisiaj 3 sceny wewnątrz. Dzięki Bogu wczoraj zrobiliśmy prace z piątku – wygląda na to, że pogoda się poprawia. Rozmowa ze Stephenem Fry – jest bardzo miły, przyjechał właśnie z drugiego końca Stanów. Kiedyś, rok temu, mój komputer poszatkował mi cały scenariusz i – ponieważ jestem komputerowym analfabetą – nie miałam zrobionej kopii. Nikt z Apple nie potrafił tego odzyskać więc poprosiłam o pomoc Stephena, który spędził cały dzień by mi pomóc. Przez tygodnie nie ustawałam w podziękowaniach.
Jakiś turysta zobaczył Alana i powiedział: „Patrzcie, Tom Cruise!”. To pewnie ten sam, który myślał, że ja to Sharon Stone.
9.30 rano. Wciąż nie kręcimy. Zaczynamy dość późno. Wczoraj odmówiono nam korzystania z sali śniadaniowej w posiadłości, zatem powtarzamy ujęcie oczekiwania na diagnozę dr Harrisa w wielkim holu, co zmienia zdecydowanie wymowę sceny. Wyszło jej na dobre, więcej w niej napięcia. Dużo lepiej to wygląda, bardziej widać zdenerwowanie pana Palmera i reszty niż ujęłam to w scenariuszu.
Oświetlenie zrobione przez Micka, w scenie gdy idę w dół po schodach ze świecą było bardzo skomplikowane. Próbował ze sztuczną świecą, której druty i baterie były ukryte w torebeczce przytwierdzonej u mnie w pasie i z włącznikiem schowanym między moimi półdupkami, ale odkrył, że to nie działa. Hugh Laurie ma dzisiaj pierwsze kwestie mówione, jest bardzo niespokojny. Trudno jest, gdy się zaczyna grać czyjąś rolę w środku zdjęć. Kate i ja jesteśmy już tak zgrane, że zapomniałyśmy, że jest tu kamera. Najlepszy sposób gry.
National Trust jest bardzo wymagający odnośnie wynajętego domu, na szczęście tutejsi ludzie są bardzo mili, wyglądają na autentycznie zadowolonych, że nas tutaj widzą.
Ang jest w niebie. Nie ma dialogów. „To czyste kino” – mówił zadowolony.
Wygląda na to, że ostatecznie przestałam się martwić Elinor i jej wiekiem. Mam wreszcie wrażenie, że wszystko z nią w porządku – to 25-letnia, dowcipna, panująca nad sobą dziwaczka. Lubię ją choć widzę, że może doprowadzić do szaleństwa. To ten rodzaj ludzi, których miałbyś ochotę upić, tylko po to, by zaczęła chichotać i wygłupiać się.
Ang jest podekscytowany wszystkimi tymi strzyżonymi krzewami w ogrodzie (oryg. topiary). Zrobił ujęcie Marianne spacerującej obok tego niesamowitego, wijącego się żywopłotu.
Któregoś roku nieoczekiwane opady śniegu spowodowały, że żywopłot przemarzł. Gdy przyszła odwilż obcięto przemarznięte części i zaczęto go formować na kształt zasp śnieżnych. Mnie to przypomina zwoje mózgu. „Romantyzm” – mruczał Ang, z zadowoleniem filmując żywopłot. „I rozwaga” – ciągnął, skupiając się na innym jego fragmencie, bardzo starannie przyciętym na kształt wazonu. Kamienna fasada Montacute – imponująca, niemal zbyt imponująca – nadaje tej części historii gotyckiej i tajemniczej aury.
Wizyta grupy zwiedzających, rzucają zaciekawione spojrzenia i uśmiechają się wstydliwie, ale nie zadają żadnych pytań. Pokoje wyłożone średniowieczną dębową boazerią, jest tu też stado bardzo dobrze wyglądających krów. Jestem głodna. Hugh L. i ja wciąż nie możemy zapomnieć tej fatalnej herbaty ze śmietanką, którą raczyliśmy się wczoraj.
Złe wieści. Wielki George zmarł wczoraj o 3 rano. Debbie jest w fatalnym stanie. Kochała go ogromnie, a on był wspaniałym koniem. Spoczywa w pokoju, mam nadzieję, to był jeden z najbardziej romantycznych czworonogów na świecie. Greg także bardzo smutny. Przy herbacie Deb opowiedziała nam jak zmarł – doznał przerwania okrężnicy. Bardzo szybka, miłosierna, ale zupełnie nieoczekiwana śmierć, nic nie dało się zrobić. Grobowy nastrój, próbujemy się pocieszyć myślami o jego wkładzie do filmu.
Teraz na tapecie bardzo trudna scena, gdy Alan wnosi przemokniętą Mariannę, Palmersowie i Elinor podbiegają do niego, biorą ją i wynoszą, pozostawiając wyczerpanego Brandona samotnego w pustym holu. Ang życzy sobie, by wszystko to odbywało się w jednym ujęciu, a więc scena musi się rozwijać od dwóch ujęć na Brandona i Marianne, potem 1 ujęcie samej Marianne, następnie poczwórne ujęcie pana Palmera, Elinor i Marianne i znów 1 ujęcie Alana. To będzie piekielnie trudna ale wspaniała – gdy się uda – scena. Dookoła setki obserwującej publiczności, jest też dużo dziennikarzy z Chin.
Wszyscy jesteśmy tą sceną bardzo podnieceni. Ma tak odmienny styl od scen mówionych, których nie możemy robić tak dynamicznie. Zakładam kostium. Moja zbroja przeciwko XX wiekowi. Ciekawe jak obce wydawały się one na początku, a jak stały się dla nas szybko zadziwiająco bezpieczne i pełne historii.
Ang, gdy wrócił z restauracji: „Aktorstwo w Anglii jest dużo lepsze niż jedzenie”.


Czwartek 1 czerwca

Okropne wieści. Christopher Reeve (z którym grałam w „Okruchach dnia”) został ciężko ranny w czasie upadku z konia. Czarny, czarny dzień.
RiR to opowieść o miłości i pieniądzach. Wydaje mi się, że główny problem w niej poruszony, to czy miłość może przetrwać bez pieniędzy. Istotne pytanie. Romantyczne podejście każe nam wierzyć, że miłość zwycięża wszystko. Elinor ma odmienne zdanie. Musisz mieć zapewniony podstawowy czy wygodny byt. Niektórzy ludzie potrzebują nawet więcej. Niektórzy ludzie potrzebują mieć więcej pieniędzy niż miłości. Większość ludzi chciałoby mieć miłość i pieniędzy wystarczająco na komfortowe życie. Trudno to przyjąć do wiadomości. To godzi w wyznawane przez nas ideały. Ale interesujące, że nasze „zachodnie” symbole romantycznej miłości mają taką cenę. Róże, diamenty...
Trawniki usiane są stokrotkami, które wskazują na inną, niż potrzebna nam, porę roku. Chris Newnam prosi wszystkich z otaczających nas gapiów by je powyrywali. Widok był fantastyczny, gdy wszyscy usłużnie upadli na kolana i zabrali się do pracy.
Dziennikarze na planie. Jeden z nich poinformował mnie, że widział Carringtona w Cannes i że mu się nie podobał. „Oh” – odrzekłam.
Jestem dziś tak wykończona, że jakiekolwiek polecenie wywołuje moją irytację. Muszę rzucić palenie.
Wrócili Harriet Walter and James Fleet, komentując w dziwaczny sposób swoją długą nieobecność. Czuję się podobnie jak na planie „Okruchów dnia” – tęsknię za wszystkimi straszliwie i chcę, by praca się nie kończyła. To wielki przywilej być zaangażowaną przy filmie przez cały czas, od początku do końca.
Obiad ze wszystkimi, który mnie prawie zabił. O 23.20 na ostatnich nogach do łóżka, budzę się o 6 wraz z porannym brzaskiem. Piękny świt.

Tłumaczyła: milka :kwiatek:
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 39973
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Czw 05 Maj, 2011 06:20   

Cytat:
„Aktorstwo w Anglii jest dużo lepsze niż jedzenie”.


Coś w tym jest ;)
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
Alicja 



Dołączyła: 22 Lip 2008
Posty: 7108
Skąd: Północ
Wysłany: Czw 05 Maj, 2011 10:16   

Trzykrotka napisał/a:
Przyjechał Hugh Laurie, to dla nas wielki bodziec. Nie ma nikogo innego na naszej planecie, kto umiałby uchwycić tak doskonale rozwianie złudzeń i „wywiązanie się” pana Palmera.- i robiłby to tak zabawnie

prawda, był wspaniały. Fragmenty z nim są jednymi z moich ulubionych. On swoją mimiką i spojrzeniem potrafił oddać każdą myśl wałęsającą się po głowie pana Palmera :-D
_________________
Człowiek może mieć rację i może się mylić, ale musi decydować, wiedząc, że dobro i zło bywają wcale nieoczywiste, a czasem nawet że wybiera między dwoma rodzajami zła, że nie ma żadnej racji. I zawsze, zawsze wybiera sam. Pratchett,Carpe Jugulum
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 39973
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Czw 05 Maj, 2011 14:25   

Ja go wtedy, w latach 90 - zupełnie nie znałam. Rolę miał niewielką, a i tak zwróciłam na niego uwagę.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
Alicja 



Dołączyła: 22 Lip 2008
Posty: 7108
Skąd: Północ
Wysłany: Pią 06 Maj, 2011 10:59   

ja też, ale po obejrzeniu Housa przypomniała mi się jego postać. Pana Palmera z drugiej wersji Rozważnej i Romantycznej w ogóle nie pamiętam
_________________
Człowiek może mieć rację i może się mylić, ale musi decydować, wiedząc, że dobro i zło bywają wcale nieoczywiste, a czasem nawet że wybiera między dwoma rodzajami zła, że nie ma żadnej racji. I zawsze, zawsze wybiera sam. Pratchett,Carpe Jugulum
 
 
lady_kasiek
[Usunięty]


Wysłany: Sro 23 Lis, 2011 13:18   

A ja dopowiem, ze widziałam zapowiedź, w czwartek Alan będzie Brandonem gdzieś wieczorem, wiec pewnie ja znajdę pretekst do oglądnięcia w domku :D
 
 
milenaj 



Dołączyła: 04 Gru 2009
Posty: 4789
Wysłany: Sro 23 Lis, 2011 13:28   

Na dwójce w cyklu "Kocham kino". Też oglądnę. :mrgreen:
_________________
https://www.facebook.com/..._homepage_panel
 
 
lady_kasiek
[Usunięty]


Wysłany: Sro 23 Lis, 2011 13:32   

ja tam swojego cyklu nie ogarniam, a co dopiero te telewizyjne. W TV oglądam mecze i jednego z dziesięciu. I pewnie przegram walkę o pilota więc zaszyję się w pokoju i będę sobie szlochać w poduszkę i się zachwycać z moim Leonardem :D
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 11720
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon 23 Sty, 2012 15:01   

Pamiętników Emmy Thompson kolejny smakowity odcinek :banan:

Piątek 2 czerwca
Gówniany dzień dzisiaj - jest słonecznie, co przy 4 ogromnych okna sprawia, że sprawa oświetlenia staje się wyjątkowo trudna, a na dodatek mamy ujęcia z płaczącym dzieckiem. Ang przez cały poranek przejęty i skupiony, głowa wsparta na ręce. Tyle do zrobienia. Wielka presja. Mick zawsze był przeciwny filmowaniu w tym pokoju, właśnie z powodu okien. Scena zakłada, że jest wietrznie i burzowo – co, jeśli będzie słonecznie przez cały dzień? Zmuszeni jesteśmy zbudować platformy i stworzyć pogodę – oddzielnie do każdego okna. Niemożliwe w zakładanym czasie. Ale mamy szczęście. Chmurzy się.
Ciągle zajmuje mnie wymyślanie dodatkowych dialogów. Dla zagrania marudnego Thomasa wynajęliśmy najspokojniejsze niemowlęta świata. Jedno zaczęło w końcu płakać, ale przestawało za każdym razem, gdy Chris krzyknął„Akcja’.
Później: Niemowlaki uśmiechnięte przez całe popołudnie. Dzieci buddystów? Nie zapłakały ani razu. Tymczasem my około 17 byliśmy bliscy płaczu. I kłótliwi. Ok. 20 siedzimy wszyscy w przedpokoju i opowiadamy sobie historyjki żeby nie usnąć.

Sobota 3 czerwca

Proszek na sen i do łóżka o 23. Obudzona o 3.00 przez ptaki, o 4.00 przez przeciąg, o 6.00 przez brzask. Na planie, ze sztywnym karkiem o 8.00. Musimy skończyć szybko, bo przenosiny do Salisbury i tak wszystkich zabiją. W tym tygodniu nie wyspaliśmy się wystarczająco, a w przyszłym będą zdjęcia nocne. Wyglądam, jakbym miała 90 lat.
Imelda do mnie: „Brakuje ci tylko kiepskiej trwałej”.
Bardzo miłej pani podającej nam drinki w hotelu towarzyszył kot. Wszyscy się nad nim rozpływaliśmy. Alan do kota (bardzo wolno i dobitnie): „Spieprzaj”. Miłej pani nie drgnęła powieka. Kot wyglądał na nieco zakłopotanego, ale został.

Niedziela 4 czerwca
20.40 Przeżyliśmy szok po przyjeździe do Southampton, do upiornie nowoczesnego hotelu przy rondzie. Po wcześniejszym naszym sielankowym i wiejskim życiu doświadczyliśmy brutalnego przebudzenia. Dopadła mnie melancholia. Jutro gigantyczna praca, więc surowo pakuję się do łóżka wcześnie.

Poniedziałek 5 czerwca.
6.40. Szare niebo. Spałam tak dobrze, że czuję się jak nowo narodzona. Coś niezwykłego. Niebo wygląda jak w płomieniach.
8.00 Zabieramy się do sceny, na którą składa się 30 ujęć, 2 kamery i niemal cała obsada. Straszliwie wyczerpujące. Można wyczuć jak innym napinają się mięśnie.
9.30 Makijaże i fryzury, wszyscy biegają z miejsca na miejsce. Trzeba uporządkować ten przeraźliwy chaos. Do obsługi kamery B dołączyło wielu facetów z ekipy robiącej „Wiele hałasu”. Pogoda wciąż nie pozwala pracować na zewnątrz. Musimy się wziąć w garść w tym tygodniu.
W tym nowym hotelu zasłony dobrze spełniają swoją rolę, światło nie obudziło mnie o 4.00. To mi się podoba.
Ang wygląda na wypoczętego, twierdzi, że w Southampton jest przyzwoita chińska knajpa. On, Phil i Mick bardzo się niepokoją tym, co przed nami. Hugh Laurie miał wątpliwości, że kwestia „Don’t palm all your abuses” brzmi zbyt grubiańsko. „Tak jest w książce” – ja na to. Nawet mnie nie uderzył.
Lunch. Zdołaliśmy tylko zrobić ujęcia z wysięgnika (na którym jest zawieszona kamera) i to wszystko. Nie zaczęliśmy przed 11.30. Dzisiejsza praca musi być dokończona w przeciągu dwóch tygodni. To zawsze było niemożliwe, by wyrobić się z pracą w ciągu dnia, a nie możemy przesunąć nocnych zdjęć, które zaczynają się jutro.
21.00 Właśnie z powrotem. Mam wrażenie, że jestem uczulona na konie. Zrobiliśmy jakieś 6 ujęć z 30. 2 ujęcia z wysięgnika, 2 z kamery B i jedno z kamery A, w którym widać bardzo dramatyczne wjazd Nicka (koniarz) na pięknym koniu i rozgonienie stada krów. Imelda ma mikrofon wklejony wewnątrz swojego parasola, zatem kąt pod jakim go trzyma stał się dość istotny. Dużo przestojów. Palę za dużo. Mieliśmy o wiele więcej do zrobienia, ale to co zrobiliśmy jest niebiańskie. Kapelusz pani J prezentował się okazale.

Wtorek 6 czerwca
Nocne zdjęcia. 7 wieczorem. Wilton – dom Hrabiego Pembroke – tutejsze wnętrza zagrają w scenie balu, gdy Willoughby spotka Marianne a ona zda sobie sprawę z końca ich związku. Miejsce to zapiera dech w piersiach. Obsługa kamery jest bardzo podniecona już samymi rozmiarami pokoi i trudnościami w ich filmowaniu, nie mówiąc o dodatku tłumów ludzi.
9.00 wieczorem. Czekamy na kostiumy. Miesiące napięcia. Mało czasu na próby. Ciemno. Chyba mam zapalenie spojówek. Kiełbaski na śniadanie. Setka dodatkowych osób w strojach wieczorowych, każda z odmienną charakteryzacją, od żołnierzy i prawników do fircyków i wdów. Wielkie zadanie dla działu kostiumów, fryzjerów i makijażystów. Lindsay jest pod wrażeniem. Próby tańca i zapalone świece w pokojach pełnych zabytkowego i wyrafinowanego malarstwa. Straciłam na wadze, moja wieczorowa sukienka jest za luźna. Zaciskam stanik najmocniej jak mogę, by cycki podniosły się do góry, a one wciąż nie wyglądają zadowalająco.
Północ. Zakończone pierwsze ujęcie. Liz Sprigs w świetnej formie, napędza całą scenę. Wnętrza są zachwycające, a my jesteśmy tak podnieceni, że nie ma problemu z zagraniem onieśmielonych, prowincjonalnych panien D.
3.00 nad ranem. Z powrotem w kostiumie po minutce na wegetariańskie curry, które teraz jeździ mi po brzuchu. Bardzo krótka scena poznania z Robertem Ferrarsem (Richard Lumsden). W scenariuszu scena ta została napisana bardzo oszczędnie, gdyż nie chciałam rozwlekać go niepotrzebnymi prezentacjami, ale teraz wygląda to nijako. Rozbudowuję scenę i staram się nie wpaść w panikę.
Wróciła Jane Gobson (nauczyciel ruchu). Prostuję się, jak tylko mogę. Wwierca się we mnie paciorkowatymi oczami: „Nie garb się”
Skończyliśmy scenę w przedpokoju i przenosimy się do Sali Lodowej, zastawionej różnymi rodzajami sorbetów i deserów lodowych zrobionych ze zmrożonego cukru. Pojawiają się miliony różnych problemów, punkt widzenia każdej z postaci jest istotny do stworzenia pełni obrazu, i trzeba to uwzględnić przy kręceniu. Mając w scenie 8 czy 9 postaci i zbyt małą ilość czasu, by kręcić każdego oddzielnie, pierwszym problemem jest wypracowanie metody na takie ustawienie ludzi, by w jednej scenie zmieścić 2 lub 3 osoby. Następnie trzeba uniknąć „przekraczania linii”. To bardzo tajemnicza rzecz – kierownik zdjęć, operator, reżyser i osoba od nadzoru scenariuszowego muszą pilnować, by aktorzy trzymali się „linii”. Gdy się ją przekroczy efekt będzie katastrofalny – postać patrzy w złym kierunku, tak że scena nadaję się do kosza Czasem problem „linii” jest tak bardzo skomplikowany, że znam osoby od nadzoru scenariuszowego, pracujące w zawodzie od dziesięcioleci, które przez dłuższy czas drapiąc się po głowie rozpracowują, w które miejsce aktor powinien patrzyć.
Mała grupka ludzi zgromadziła się w środku pokoju i drapią się po głowach. Nawet ja odruchowo podnoszę ręce. Ang zajmuje się tym od godzin. Na dodatek w czasie zdjęć nocnych każdy ma swój spadek koncentracji w innym momencie, tak że od 1.30 rano powieki opadają każdemu, tyle że w różnych momentach. Dym także. Wydobywa się z niewielkiego kanisterka i unosi w pokoju. Pochłania światło i zdjęcia wypadają lepiej, ale pochłania też tlen. Kate czuje się źle, chce jej się płakać. Nie może już wytrzymać, za długo ma na sobie makijaż. Robię miny jak Jimmy Cagney, żeby odwrócić jej uwagę. Każe mi spadać. Alan Rickman podesłał ogromną torbę czekolad, żeby nas utrzymać przy życiu.


tłumaczyła: Milka :kwiatek:

 
 
milenaj 



Dołączyła: 04 Gru 2009
Posty: 4789
Wysłany: Pon 23 Sty, 2012 15:20   

A własnie ostatnio myślałam, że chętnie bym poczytała dalej.
Dzięki. :kwiatek:
_________________
https://www.facebook.com/..._homepage_panel
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 39973
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Pon 23 Sty, 2012 16:42   

Dzięki za kolejny fragment :)
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
BeeMeR 



Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 28862
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Pon 23 Sty, 2012 17:38   

:kwiatek:
_________________

 
 
Fibula



Dołączył: 30 Mar 2008
Posty: 1717
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon 23 Sty, 2012 18:31   

milenaj napisał/a:
A własnie ostatnio myślałam, że chętnie bym poczytała dalej.
Dzięki. :kwiatek:

Ja też. :) :kwiatek:
 
 
Sofijufka 
ja chcę miec spokój...



Dołączyła: 18 Lis 2007
Posty: 3440
Skąd: Pustelnia żelazna
Wysłany: Pon 23 Sty, 2012 19:01   

i ja!!!!! :kwiatki_wyciaga:
_________________
Pamięci wieku XIX, kiedy to literatura była wielka, wiara w postęp -
bezgraniczna, a zbrodnie popełniano i wykrywano ze smakiem tudzież
elegancją.
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 11720
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon 23 Sty, 2012 19:21   

:rotfl: Ja tego kota po prostu widzę oczyma duszy mojej. Coś jak wytrawny lokaj, obok którego ktoś puścił bąka... (sorry...)
Dla zagrania marudnego Thomasa wynajęliśmy najspokojniejsze niemowlęta świata. Jedno zaczęło w końcu płakać, ale przestawało za każdym razem, gdy Chris krzyknął„Akcja’.

I już wiadomo z kogo wyrastają ci fantastyczni angielscy aktorzy...
 
 
Yvain 
...



Dołączyła: 14 Cze 2010
Posty: 4207
Skąd: NE
Wysłany: Sro 25 Sty, 2012 10:33   

Sofijufka napisał/a:
i ja!!!!!


Ja też ma się rozumieć :mrgreen:

Trzykrotka napisał/a:
:rotfl: Ja tego kota po prostu widzę oczyma duszy mojej. Coś jak wytrawny lokaj, obok którego ktoś puścił bąka... (sorry...)


:rotfl: idealne określenie
_________________
... jest kraj, do którego tęsknię. Jest to ojczyzna jabłek, pagórków, leniwych rzek, cierpkiego wina i miłości...
 
 
Anaru 



Dołączyła: 11 Sie 2006
Posty: 27429
Skąd: Tu i tam ;)
Wysłany: Sro 25 Sty, 2012 23:03   

Dzięki :kwiatek:
_________________

 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 11720
Skąd: Kraków
Wysłany: Sro 25 Kwi, 2012 08:14   

Dotarła przesyłka od Milki :banan:
Podatki, bale, zapalenie żył i reżyser zatrzaśnięty w locum secretum - czyli Pamiętników Emmy Thompson ciąg dalszy


Środa 7 czerwca
Powrót do hotelu o 9.00 rano. Przekąska z figi i do łóżka. Pobudka o 13.40 na siku i pojękiwania, powrót do łóżka i spanie aż do 17. Krótki prysznic i znowu do pracy, najpierw makijaż. Od lokalnego lekarza mam pastylki na zaczynające się zapalenie oczu. Bardzo boli. Paul, lekarz pracuje na pełnych obrotach. Stopy Kate są opuchnięte – dziwne.
Niezmiernie porywająca scena z tłumem tancerzy i muzyków. 1 kamera na platformie, 1 jeżdżąca na szynach. Około 11 mamy po 1 ujęciu z każdej z kamer. Choreografia Stuarta Hoppsa jest zachwycająca. To ktoś taki, kto potrafi uczyć choreografii nie mówiąc przy tym ani słowa. Sala balowa wygląda wspaniale. Ogromny kominek. Światła zostały schowane w sztucznych filarach, poza tym oświetlają nas papierowe latarnie z kolekcji Mike’a – ich niesamowitą ilość zawieszono pod sufitem. Spotkałam Henrego Herberta (hrabia Pembroke), czarującego pana, który niedawno pracował z Ismailem (Merchantem) i jest wciąż tym podniecony. Próbowałam przypomnieć sobie kroki taneczne, których uczyłam się 6 tygodni temu, upuściłam etolę, wpadałam na każdego jednego tancerza w tej scenie. Pod groźba śmierci nie można wnosić do tej sali prawdziwego jedzenia ani picia, więc wyglądamy wszyscy jak na balu abstynentów. Mam nadzieję, że widzowie wytłumaczą sobie, iż jedzenie i picie odbywa się w innych pokojach, głównie w Sali Lodowej.
Scena „wpadnięcia” Elinor na Willoughby,ego wygląda dobrze i ekscytująco, zwłaszcza gdy zestawimy ją z wcześniejszą komediowa sceną pomiędzy nią a Robertem. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że całość rozegra się w tak wielu różnych salach, ale dzięki temu wizja Anga jest pełna ruchu i bardzo z klasą. Rozbawione grono Willoughby’ego zostało umieszczone w kolejnej sali – może nawet bardziej eleganckiej niż reszta - i gdy Marianne widzi otaczający go przepych, to przekaz z tego płynący z tej sceny staje się miażdżąco jasny. Kate prawdopodobnie tej nocy nie stanie przed kamerą ale nie schodzi z planu, aby pozostać w klimacie. Połączenie dymu, gorąca i zaduchu drażni nam oczy i pozbawia energii.


Czwartek 8 czerwca
Kate kuśtyka, ma zapalenie żył w nodze, moje oczy są bardziej czerwone niż śniadaniowe bułeczki Anga. W domu o 7.30 rano. W łóżku około 8.00. Bezsenna noc, ale musiałam się zdrzemnąć, bo miałam sen o Betty Bacall. I o śmiechu. Rzadko ma się sny o śmiechu. Ciekawe. To pewnie wina Pata Doyle’a. To kompozytor. Szkocki. Pochodzi z rodziny w której jest 13 osób, więc nigdy nie ustaje w wysiłkach, by być zauważonym. Potrafi mnie rozśmieszyć częściej, niż ktokolwiek inny na świecie.
Leje, co sprawia, że wszystko staje się wilgotne i bardziej skomplikowane. Szybko przemakamy podczas przejść z garderoby na plan, więc makijaż i włosy zaczynają nam spływać do ziemi.
Na śniadanie o 18.00 jajecznica. W nocy nie jem dużo. Statyści mówią, że bawią się świetnie. Ang przeżuwał kromkę chleba i chichotał. Jest szczęśliwy, jak myślę. Powtórki dają nam w kość, ale wydaje się, że wszystko będzie dobrze.
Kate bardzo ostrożnie schodziła po kamiennych schodach, by chronić nogę, pośliznęła się i uszkodziła nadgarstek. Teraz jest w szpitalu, robią jej prześwietlenie. Szczerze mówiąc nie spodziewam się, by wróciła tej nocy.
Siedzę ze szklanką wody w salonie hrabiego Pembroke; pokój jest wielkości łąki. Moje oczy już nie są w tak kiepskim stanie, inni jak widzę też nie mają załzawionych oczu, będzie dobrze.
Przyjeżdża panna Grey (Lone Vidahl). Jest zachwycająca. Prezentuje się o wiele lepiej, niż ktokolwiek z nas, włączając w to Paula Kempa. Gapimy się wszyscy.
Wraca Kate. To tylko zwichnięcie. Wszędzie bandaże.


Piątek 9 czerwca
Śpię od 6.30 do 15.20. Okazuje się nieoczekiwanie, że jesteśmy czasowo do przodu i możemy pozwolić sobie na poprawki w Sali Lodowej. Mam do zapłacenia jakąś koszmarnie wielką kwotę podatku, muszę się w jakiś sposób dostać do banku. Hugh L. przy każdej okazji przydeptywał Imeldzie tren sukni, i ściągał ją w dół tak, że w końcu miała piersi na wierzchu. Poradziłam jej, żeby tak zostawiła, ale mnie nie posłuchała. Mam już dość śniadań.


Sobota 10 czerwca

Szampan dla wszystkich – to prezent od Anga. Cudowny tydzień. James Fleet skończył swoje bliskie ujęcia o 6.00 rano a potem tak wszystkich rozśmieszał, że aż biliśmy mu brawo. Ta subtelna mimika jego twarzy jest urzekająco śmieszna. Mogę przyglądać się mu godzinami.


Niedziela 11 czerwca
Popijałam wczoraj o wiele za długo i obudziłam się dziś o 5.30. Mogłabym chodzić na popijawy każdej nocy. Nawet kac mi nie przeszkadza, zapewnia mi chwilę spokoju. Wyszłam w nocy na balkon kompletnie goła i z lekkim zdziwieniem natknęłam się na parę, która wchodziłam do sąsiedniego apartamentu. Wróciłam do pokoju ze spokojem i beztroską a potem tłukłam pięścią w poduszki, w jedną po drugiej.


Poniedziałek 12 czerwca
Na powrót w Trafalgar, kręcimy zdjęcia we wnętrzach pokoju dziennego sir Johna i mrs Jennings w Barton Park. Lucy wyjawia Elinor, że jest zaręczona z Edwardem. Dwa dni pracy i bardzo dużo grania. Imogen wspaniale rozgrywa połączenie skromności i wyrachowania. Zapalenie żył Kate ustępuje, z moimi oczami też w porządku.
12.45, pierwsze zdjęcia tego dnia. Robert Hardy wymyślił wspaniałą scenkę dla Margaret, gdy razem przeglądają mapy. Wielkie brawa z naszej strony. Kończymy późno.

Wtorek 13 czerwca
Zajęło mi dobre 30 sekund by rano zorientować się, gdzie ja jestem. Smażone jajka i ciasteczka owsiane sprowadzają mnie na miejsce. Bardzo ciężkie przedpołudnie – 5 i pół strony dialogów pomiędzy 7 aktorami to przede wszystkim ciągłe bieganie. Gramy pośród kłębowiska chorągiewek i stojaków do lamp, starając się patrzeć w odpowiednim kierunku, podczas gdy ekipa zezując na nas stara się nie przekraczać linii, która w tej scenie jest w danym miejscu, by w następnych scenach być w pięćdziesięciu innych. To wszystko wygląda mniej więcej tak: Ang obmyśla, co aktorzy mają zrobić. Aktorzy mówią: „Tak się nie da – zrobię tak”. Np. ja mówię: „Właśnie dowiedziałam się, że mężczyzna, którego kocham jest zaręczony z kimś innym, więc opadnę na krzesło stojące najbliżej, nie na to po drugiej stronie pokoju”. W ten sposób rzeczy się zmienia, ustala, a potem aktorzy wychodzą na makijaż. Następnie obsługa kamery mówi: „Tak nie da rady zrobić ujęcia” albo „Nie damy rady tego oświetlić”. I wszystko zmienia się po raz kolejny. Potem wracają aktorzy i mówią: „Tak się nie da zagrać” i znowu wszystko trzeba zmieniać. Nie skończyliśmy tej sceny. Lindsay myśli o zmianie zawodu. Mick przysięga, że kiedy przyjechali tu pierwszy raz obejrzeć miejsce to Ang przysięgał, że będą tylko 2 ujęcia na okna. Teraz zmienił zdanie. Mick myśli o zmianie zawodu. Linday i mnie bardzo nie podobają się 2 obrazy, które wiszą w domu sir Johna, a do których Ang jest bardzo przywiązany. Nie podoba nam się też rozmiar pokoju, wydaje się zbyt mały. Ang myśli o zmianie zawodu. „To koszmar” mówi Mick, ale przynajmniej jego opryszczka znika.

Środa 14 czerwca
Nowa lokalizacja: Mompesson House w Salisbury. Zagra londyński dom Pani Jennings – wszystkie sceny na zewnątrz, poza tym sceny w pokoju gościnnym, sypialni, holu i pokoju śniadaniowym. Scena „Lucy-spotyka-Edwarda” została już nakręcona w Devon. Mamy zgodę, by w każdym z pokoi przebywało nie więcej niż 11 osób na raz. Rozumiem, że wnętrza trzeba chronić, ale dlaczego akurat 11? Wolontariusze stoją przy wejściu, liczą nas i w przerwach wołają: „Czy ktoś mógłby wyjść?” Nie są mili ani trochę.
Złapałam 4 godziny snu. Chodzę zakręcona, zwłaszcza po ostatniej trudnej scenie z Lucy.
Naszą bazę mamy zlokalizowaną na parkingu katedry w Salisbury. Razem z Kate spacerujemy do Mompesson przez tereny należące do katedry. Wygląda na to, że nikt poza nami nie poświęca tym wszystkim baronetom i rodom książęcym najmniejszej uwagi.
Na lunch wątróbka i bekon. Wcześniej 3 krótkie scenki, wszystkie kręcone w sypialni. Dobra, szybka robota.
Przemiły fax od Sydneya Pollacka (szef produkcji), w którym pisze mi jak bardzo lubi moje pamiętniki. Fantastyczny gość – pracuje jak Herkules nad własnym filmem Sabrina i zawsze znajduje czas by śledzić nasze postępy i komentować je regularnie. Cieszę się, że jest zadowolony. W czasie pierwszych prac przy scenariuszu to on stawiał najbardziej istotne pytania. „Pochodzę z Indiany” – powiedział. „Jeżeli ja to pojmę, to każdy to pojmie”. Chciał np. wiedzieć, dlaczego Elinor i Marianne nie mogły wyjechać i znaleźć sobie pracy. Dlaczego Edward był tak zależny od swojej matki, dlaczego wciąż dotrzymywał obietnicy w stosunku do Lucy, nawet kiedy już jej nie kochał. Dlaczego Elinor dotrzymywała obietnicy złożonej Lucy i nie ujawniła sprawy zaręczyn nawet Marianne. Uczciwość tych osób jest czasami trudna do zaakceptowania, ale została zrównoważona przez zachowanie ludzi odmiennego rodzaju jak Fanny, Lucy i Willoughby. I Elonor i Edward zdają się należeć do XVIII wieku, wieku augustiańskiego rozumu. Cechuje ich stałość, zrównoważenie, krytycyzm, ironiczny humor, dużo bliżej im do Aleksandra Pope’a niż Waltera Scotta. Marianne skłania się bardziej ku połowie XIX wieku, przyjmując z zapałem wszystkie ideały romantyzmu. Wydaje się, że z okresy przełomu wieków zawsze związane były z istnieniem Janusowej (od dwugłowego boga rzymskiego Janusa – przyp. Tłum.) generacji, której część lgnęła do starego systemu, część otwierała się na nowe czasy. Zawsze były to czasy siły. Tak samo jak 1995, hm. Trudne czasy. I wszystko bardziej skomplikowane dla kobiet. Nie mam siły by o tym myśleć.
Znowu na Trafalgar, kręcimy scenę z powozem z platformy. Mamy platformę, na której jest podwieszony i powóz i kamera razem, więc gdy platforma jedzie to wygląda, jakby powóz jechał. Poza tym 5 innych scen do zrobienia dzisiaj. Kate i ja jak zombie, palimy, podjadamy, żujemy i pijemy wodę. Jedynym osiągnięciem na razie jest jedno ujęcie z platformy – za dużo czasu zajęło ustawianie. Dodać trzeba trudności ze znalezieniem kawałka drogi na wsi, wolnej od współczesnych przedmiotów. Ang pojechał gdzieś na motocyklu i nie wraca. Znaleźliśmy go zamkniętego w wc na Trafalgar, złamał klucz w drzwiach. Akcja ratownicza wciąż trwa.
18.30, po herbacie i toście. Ciągle czekam na zrobienie mojego ujęcia w powozie. Ang powiedział dzisiaj: „Jeszcze tylko 3 tygodnie”. Odpowiedziałam mu, że zaplanowałam na potem załamanie nerwowe. Pokiwał głowa i dodał: „Depresja – myślę, że dwutygodniowa. Po większości filmów potrzeba tygodnia depresji, by ochłonąć, po tym trzeba będzie dwóch”. Pochlebił mi. Szczerze, choć myślę, po tym filmie nie będę już tą sama osobą.

tłum. Milka
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 39973
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Sro 25 Kwi, 2012 10:55   

Podziekuj Milce :)
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
Anaru 



Dołączyła: 11 Sie 2006
Posty: 27429
Skąd: Tu i tam ;)
Wysłany: Sro 25 Kwi, 2012 12:04   

Dziękować również :kwiatki_wyciaga:
Sam film nieszczególnie pamiętam, ale dzięki tym tłumaczeniom mam ochotę go wreszcie obejrzeć w całości. :kwiatki_wyciaga:
_________________

 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 39973
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Sro 25 Kwi, 2012 13:55   

Wszyscy myslą o zmianie zawodu ;)
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.