PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Wszystko o filmie North and South :)
Autor Wiadomość
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1630
Wysłany: Pią 06 Lut, 2009 22:20   

Gosia napisał/a:
Redagując tłumaczenie znalazłam taki fragment w powieści.

Gosiu, obstawiam wersję pierwszą. Kto tłumaczył ten kawałek?

Gosia napisał/a:

Czyli inspektor był protegowanym Thorntona :mrgreen: więc Thornton miał swoją wtyczkę w policji ;)

Był, był :) przecież właśnie dlatego, policjant przyszedł do Thorntona po radę w związku ze swoim małym dylematem :D A swoją drogą - nie wiem, czy kiedykolwiek rozmawiałyśmy o moralnym aspekcie postępowania Thorntona. W końcu w tej sytuacji zachował się haniebnie
1. "krzywoprzysiężył"
2. wykorzystał swoje stanowisko i nieformalne kontakty z przedstawicielami władzy do zatajenia przestępstwa!
Jakoś ze względu na jego zbolałe serduszko i gorący afekt gładko mu to wybaczyłyśmy, a to przecież ciężkiego kalibru występki ;-)
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Pią 06 Lut, 2009 22:44   

Zauważ, że Gaskell nie uznała takiego postępowania Thorntona za złe moralnie, a wydaje mi się, że była wyczulona na kwestię moralności.
Zresztą policjant sam wspomina, że podstawy były zbyt słabe, by wszcząć postępowanie, a wynik konfrontacji wcale nie był zbyt pewny, bo świadkowie nie byli tacy pewni swoich racji - mimo że w filmie jest powiedziane, że byli "so positive" - jednak w książce policjant się cieszy z takiego obrotu sprawy, bo Thornton zdejmuje z niego ciężar odpowiedzialności i tej niewdzięcznej i być może nieskutecznej pracy).

Edit: cytat:
Notka zawierała te słowa:
„Nie będzie śledztwa. Brak wystarczających dowodów medycznych. Proszę nie podejmować dalszych kroków. Nie widziałem się z koronerem, ale biorę pełną odpowiedzialność. ”
„Tak” pomyślał Watson, „to zwalnia mnie z przykrego obowiązku. Żaden z moich świadków nie był niczego pewien, oprócz tej młodej kobiety. Ona stawiała sprawę jasno i wyraźnie, tragarz na stacji widział bójkę, ale gdyby stało się konieczne wezwanie go na świadka, okazałoby się, że to nie była bójka, tylko jakiś kawał, a Leonards sam zeskoczył z peronu - niczego zdecydowanie nie potwierdzi. A Jennings, sklepikarz, tak, on by się nadawał, ale wątpię, by udało mi się nakłonić go do zeznań pod przysięgą po tym jak usłyszał, że panna Hale zdecydowanie zaprzeczyła. Tak, to byłoby kłopotliwe i niezadowalające zadanie. Teraz muszę pójść i powiedzieć im, że nie będą wzywani.”


P.S. Jeśli chodzi o fragment, o którego tłumaczenie pytasz, to pierwsza propozycja to moja wersja tego fragmentu ;)
Rozdział XXXV Pokuta.
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1630
Wysłany: Pią 06 Lut, 2009 23:37   

Mam wrażenie, że policjant był całkiem przekonany, jaka była prawda - dlatego poprosił Thorntona o pomoc. Nie chciał wprost zarzucić Margaret kłamstwa, bo byłby z tego mały skandal. Dlatego z ulgą przyjął, że ktoś "ważniejszy" zdjął odpowiedzialność z jego barków za tę sytuację.

Wracając do Thorntona.
Wyobraźmy sobie sytuację, gdy to nie Margaret wchodzi w grę, ale ktoś inny. Czy Thornton będąc świadkiem spotkania "obojętnej" panny X (załóżmy - kobiety nie z towarzystwa) z tajemniczym mężczyzną oskarżanym później o udział w bójce, w efekcie której umiera człowiek (a przynajmniej takie jest podejrzenie) - czy w takiej sytuacji Thornton też nakazałby zatrzymanie dochodzenia?
To bardzo wygodne zasłonić się Gaskell :D Pytanie jednak, czy my, czytelnicy mamy wrażenie, że wszystko jest tu ok? W końcu mówimy o wykorzystaniu prywatnych powiązań z policjantem do wstrzymania dochodzenia!
I nie chodzi tu o ocenę takiego zachowania według naszych standardów, także w świecie powieści stworzonym przez Gaskell, takie postępowanie jest złamaniem reguł.

Oczywiście Leonards był w złym stanie. Tak do końca nie wiadomo jednak na ile upadek przyspieszył jego śmierć. Dlatego choćby ta cała sytuacja jest tak dwuznaczna i skłania do dywagowania, co byłoby mniejszym złem. Bezwzględna prawdomówność i upokorzenie Margaret dla ujawnienia prawdy o śmierci łajdaka, który być może i tak niedługo by umarł. Czy złamanie zasad. Bo mówimy tu o złamaniu zasad. Z punktu widzenia dobra śledztwa, Thornton zataił kilka faktów i uniemożliwił dojście do prawdy o całej sytuacji.

Tak w ogóle to podrzuciłam temat żartem, ale skoro zaczęło się poważnie, to niech będzie poważnie :)
Kluczowe tak naprawdę jest pytanie, jakie "zbrodnie" czytelniczki są w stanie wybaczyć motylkowym bohaterowym, na jakie występki skłonne są przymknąć oko i gdzie jest granica, za którą bohater traci łatkę "szlachetnego" :-P
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Pią 06 Lut, 2009 23:50   

Nie zasłaniam się Gaskell, jedynie ciekawi mnie jej motywacja. ;) Na pewno pisząc ten fragment zdawała sobie sprawę z dwuznaczności sytuacji, a jednak..

Bójkę rozpoczął Leonards, od początku ukazany jest czytelnikowi jako - ten zły (pijak, łobuz, zdrajca) , tak mówi o nim Dixon, tak mówi o nim Fryderyk. Czy dlatego nam to mówią, by czytelnik przymknął oko na postępowanie Fryderyka (za odepchnięcie), a potem Thorntona (za nie wszczynanie śledztwa)?

Czy Thornton wszcząłby śledztwo, gdyby w grę wchodziła inna panna z towarzystwa, np. panna Latimer ;) Może tak, może nie. ale to Margaret chciał oszczędzić upokorzenia, dlatego, że ją kochał.
Myślę, że jesteśmy w stanie wybaczyć ulubionym bohaterom to, że stają w obronie ukochanych, że dokonują trudnych wyborów dla nich właśnie, nawet jeśli ten wybór bywa moralnie dwuznaczny. I z pewnością dodatkowo cierpienie takiego bohatera dodaje mu uroku i sprawia, że staramy się nie widzieć tego, co mogłoby być w naszych oczach źle odebrane :mrgreen:

Kwestia na pewno jest interesująca i możemy się pospierać ;)
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1630
Wysłany: Sob 07 Lut, 2009 08:59   

Chyba się nie pospieramy, bo ja się całkowicie zgadzam :)

Gosia napisał/a:
Czy dlatego nam to mówią, by czytelnik przymknął oko na postępowanie Fryderyka (za odepchnięcie), a potem Thorntona (za nie wszczynanie śledztwa)?
Obawiam się, że niestety tak :)

Gosia napisał/a:
Czy Thornton wszcząłby śledztwo, gdyby w grę wchodziła inna panna z towarzystwa, np. panna Latimer ;) Może tak, może nie. ale to Margaret chciał oszczędzić upokorzenia, dlatego, że ją kochał.
Myślę, że jesteśmy w stanie wybaczyć ulubionym bohaterom to, że stają w obronie ukochanych, że dokonują trudnych wyborów dla nich właśnie, nawet jeśli ten wybór bywa moralnie dwuznaczny.
No i mamy odpowiedź :-P można być kłamczuszkiem i nadużywać władzy, ale i tak w imię romantycznej miłości rygoryzm moralny fanek pójdzie w kąt!!! W każdym razie mój siedzi tam na pewno :D
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Sob 07 Lut, 2009 09:41   

Mój też :mrgreen:
Porównajmy to z "Jane Eyre", to co Rochester robi Jane, oświadczając się jej i próbując się z nią ożenić, jest moralnie nie w porządku, bo ona nie ma świadomości, że on już ma żonę, jest nieświadomie wciągnięta do związku poligamicznego. Ale Rochestera spotyka za to kara - w pożarze traci rękę (dobrze pamiętam?) i wzrok. Dopiero potem ma szansę na prawdziwą, już moralnie usankcjonowaną (tym bardziej, że żona zginęła w tym samym pożarze) miłość. Ten pożar stanowi niejako jego katharsis.

A co z Thorntonem? Czy uznajemy, że jego cierpienia, związane z tym co zobaczył na dworcu, zazdrość, a w końcu utrata fabryki - są jego katharsis?
Ale utrata fabryki jest także karą za to, że odnosił się wcześniej do robotników nieco wyniośle, że właściwie nie widział ich problemów, nie wiedział jak żyją.

A więc cierpienie uszlachetnia każdego bohatera, zwłaszcza tego, który wcześniej zrobił coś moralnie dwuznacznego (i to właśnie w imię miłości) ;)
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...



Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 10461
Skąd: równiny Mazowsza
Wysłany: Nie 08 Lut, 2009 11:45   

Dla mnie Rochester to zarozumiały łobuz i go nie lubię *chowa się za kanapą* , zwłaszcza za zapędy poligamiczne .
Co do Thorntona , myślę , że Gaskell nie odstała za bardzo od realiów epoki , pozwalając na pozostawienie śmierci wykolejonego członka najniższej warstwy społeczeństwa czyli Leonardsa bez śledztwa i wyjaśnienia . Nie przypuszczam , żeby ówczesny wymiar sprawiedliwości tak bardzo się przejmował każdą niewyjaśnioną śmiercią męta i bandyty . Thornton zresztą nie przeżywa z tego powodu jakichś strasznych dylematów wydaje mi się . Gdyby zginął szanowany obywatel - to co innego , Małgosia by się od śledztwa nie wykręciła mimo całej życzliwości Thorntona .
Nie odbierałabym też utraty fabryki jako kary za złe postępowanie wobec robotników - Jasiek był przecież jednym z najbardziej "ludzkich" fabrykantów i traktował swoich ludzi lepiej niż inni , którzy nota bene fabryk nie stracili ( a może właśnie dlatego - ciągnęli zyski nie oglądając się na nic) . Stracił fabrykę nie chcąc puszczać się na spekulacje czyli można rzec przez nadmierną uczciwość i własne zasady .
_________________
Niepełnosprawny umysłowo współpracownik gestapo :mrgreen:
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Nie 08 Lut, 2009 16:30   

Zgadzam się, że był najbardziej ludzki z miltońskich fabrykantów, ale jednocześnie był dumny, no i niezbyt przyjemnie wyglądała jego pierwsza rozmowa z Higginsem.
Potem to się zmieniło. Ale jednak mam wrażenie, że w jakiś sposób został ukarany za to, jaki był wcześniej, za swe surowe, stanowcze poglądy, za to, że jednak nie przejmował się robotnikami. Właśnie utratą fabryki.
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Nie 08 Lut, 2009 17:16   

Tamara napisał/a:
Dla mnie Rochester to zarozumiały łobuz i go nie lubię *chowa się za kanapą* , zwłaszcza za zapędy poligamiczne .

Ja tego nie widzę jako zapędów poligamicznych- wszak uważał, że Berta nie jest już człowiekiem,,,
 
 
Sofijufka 
ja chcę miec spokój...



Dołączyła: 18 Lis 2007
Posty: 3440
Skąd: Pustelnia żelazna
Wysłany: Nie 08 Lut, 2009 17:27   

wieeeesz, mnie się zdawało, że raczej mu chodziło o to, że ślub z Bertą nie był wazny, gdyz zataili przed nim dziedziczna chorobę umysłową. I - o ile sie orientuję - dzisiaj dostałby uniewaznienie małżeństwa [nie rozwód] z powodu tego oszustwa...
Dlatego uznał, że może w swoim sumieniu uważać się za człowieka wolnego... Co [przy całym zrozumieniu jego rozumowania] - w moich oczach - wcale go nie usprawiedliwia. bo doskonale wiedział, jak to oceni Jane i narażał ja na społeczny ostracyzm...
_________________
Pamięci wieku XIX, kiedy to literatura była wielka, wiara w postęp -
bezgraniczna, a zbrodnie popełniano i wykrywano ze smakiem tudzież
elegancją.
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Nie 08 Lut, 2009 20:18   

Sofijufka napisał/a:
Co [przy całym zrozumieniu jego rozumowania] - w moich oczach - wcale go nie usprawiedliwia. bo doskonale wiedział, jak to oceni Jane i narażał ja na społeczny ostracyzm...

Ale ja go nie usprawiedliwiam- tylko twierdzę, że nie był z natury poligamistą... Sądzę, że Jane byłby wierny...
Tamara napisał/a:
Co do Thorntona , myślę , że Gaskell nie odstała za bardzo od realiów epoki , pozwalając na pozostawienie śmierci wykolejonego członka najniższej warstwy społeczeństwa czyli Leonardsa bez śledztwa i wyjaśnienia .

Zgadzam się. Czytelnictwo ma nie przejmować się jego śmiercią. I Mason się pewnie cieszył, ze obowiązek go minął. Ale chłopca ze spożywczego, któremu zrobili pranie mózgu, mi żal.... :roll:
Gosia napisał/a:
Ale jednak mam wrażenie, że w jakiś sposób został ukarany za to, jaki był wcześniej, za swe surowe, stanowcze poglądy, za to, że jednak nie przejmował się robotnikami. Właśnie utratą fabryki

Ja tego nie widzę i zgadzam się z Tamarą:
Tamara napisał/a:
Stracił fabrykę nie chcąc puszczać się na spekulacje czyli można rzec przez nadmierną uczciwość i własne zasady .

Moim zdaniem to nie kara, tak jak pożar dla Rochestera.
 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...



Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 10461
Skąd: równiny Mazowsza
Wysłany: Pon 09 Lut, 2009 12:41   

Może jest to spowodowane odmiennym światopoglądem i warunkami , w jakich żyły Gaskell i Bronte - przy całym geniuszu Charlotty dla mnie zawsze wyłazi "dzikoludztwo" spowodowane być może życiem na odludziu , specyficznymi warunkami bytowymi i rodzinnymi oraz wrodzonym charakterem . Gaskell jednak miała o wiele więcej do czynienia z "szerokim światem" , miała męża , dzieci , a to silnie wpływa na złagodzenie poglądów . Sposób życia i koleje losu jednej i drugiej musiały wpłynąć na ich pisarstwo .
I szczerze mówiąc nie sądzę , żeby kalectwo Rochestera stanowiło jakąś formę odkupienia za dawne grzechy - bo za parę lat stanie się zrzędliwy i pardon upierdliwy do niemożliwości , a Jane do końca życia będzie pielęgniarką , nie żoną , więc raczej ona dostała jeszcze w kość :?
_________________
Niepełnosprawny umysłowo współpracownik gestapo :mrgreen:
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Pon 09 Lut, 2009 21:22   

Mag13 napisał/a:
układ, gdy samotny 30-kilkuletni kawaler (bo za takiego w opinii uchodził przecież Rochester), formalnie nie będący żądnym krewnym kilkunastoletniej panienki, sprawuje nad nią opiekę, byłby z perwnością uznany za patologiczny....

:thud:
Mag13 napisał/a:
Rochester nie potrafił też z sytuacji tej znaleźć wyjścia - jako człowiek zamożny i utytułowany z pewnością mógłby przeprowadzić rozwód przed parlamentem

A czy jedynym powodem rozwodu nie była zdrada żony?
Utytułowany to on chyba nie był...A bogaty-średnio chyba :mysle:
Mag13 napisał/a:
Adele byłą jednak prawdopodobnie jego córką

A czemu tak sądzisz?
Mag13 napisał/a:
Nawet według ówczesnych (tzn. z lat 30.-40. XIX w.) standardów postępowania z osobami chorymi umysłowo, zamknięcie w wieży, całkowita izolacja były postępkiem okrutnym.

Zauważmy, że była ona niebezpieczna dla otoczenia...
 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...



Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 10461
Skąd: równiny Mazowsza
Wysłany: Wto 10 Lut, 2009 18:09   

Rozwód przy odpowiednich argumentach zwłaszcza natury pieniężnej można było uzyskać zawsze , więc Rochester jakby chciał , to by się rozwiódł albo unieważnił małżeństwo . Nigdy faceta nie lubiłam :bejsbol:
_________________
Niepełnosprawny umysłowo współpracownik gestapo :mrgreen:
 
 
Sofijufka 
ja chcę miec spokój...



Dołączyła: 18 Lis 2007
Posty: 3440
Skąd: Pustelnia żelazna
Wysłany: Wto 10 Lut, 2009 18:24   

właśnie z tym rozwodem Rochestera był problem - i jest to wspomniane w powieści. Ze lekarze odkryli, iż Berta jest obłąkana i jej zdrady wypływają właśnie z choroby... Fakt, że pan R. nie oddał jej do Bedlam [co byłoby bezpieczniejsze, tańsze i wygodniejsze], gdzie byłaby przykuta do śc9iany i polewana zimna wodą w przypadku napadu furii, ani nie umieścił jej w tym drugiej, malarycznej posiadłości - dobrze o nim świadczy. Pani Fairfax podejrzewała, że Berta jest dawną kochanką pana, którą się zaopiekował, gdy popadła w obłęd.
A Adelką zaopiekował sie z litości - bo nikogo poza nim nie obchodziła...
_________________
Pamięci wieku XIX, kiedy to literatura była wielka, wiara w postęp -
bezgraniczna, a zbrodnie popełniano i wykrywano ze smakiem tudzież
elegancją.
 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...



Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 10461
Skąd: równiny Mazowsza
Wysłany: Wto 10 Lut, 2009 18:35   

Co nie zmienia faktu , że będąc żonatym chciał się ożenić po raz drugi bez wyjaśnienia/unieważnienia sprawy Berty :bejsbol:
_________________
Niepełnosprawny umysłowo współpracownik gestapo :mrgreen:
 
 
Sofijufka 
ja chcę miec spokój...



Dołączyła: 18 Lis 2007
Posty: 3440
Skąd: Pustelnia żelazna
Wysłany: Wto 10 Lut, 2009 18:40   

a co do tego to się zgadzamy...
_________________
Pamięci wieku XIX, kiedy to literatura była wielka, wiara w postęp -
bezgraniczna, a zbrodnie popełniano i wykrywano ze smakiem tudzież
elegancją.
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Wto 10 Lut, 2009 21:54   

Tamara napisał/a:
Rozwód przy odpowiednich argumentach zwłaszcza natury pieniężnej można było uzyskać zawsze , więc Rochester jakby chciał , to by się rozwiódł albo unieważnił małżeństwo .

Ależ skąd - rozwód musiał przejść przez Parlament i nie dość, że był dla naprawdę najbogatszych, to wymagał zdrady żony... Drobiazgi typu róznice charakteru czy choroba umysłowa nie były powodami :roll:
Gdyby Rochester mógł się rozwieść lub unieważnić, to by to zrobił- wszak nienawidził Berty i do niczego mu nie była potrzebna... Wtedy chyba zresztą nie było opcji unieważnienia... :mysle:
Mag13 napisał/a:
także tytuł: określany on jest terminem "Sir", który przynależał się przedstawicielom wyższej kategorii szlachty angielskiej

Gdzie? Ja pamiętam, że on był "Mr Rochester", a nie "Sir Edward"... :confused3:
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Wto 10 Lut, 2009 22:00   

_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Sofijufka 
ja chcę miec spokój...



Dołączyła: 18 Lis 2007
Posty: 3440
Skąd: Pustelnia żelazna
Wysłany: Sro 11 Lut, 2009 08:47   

nicol81 napisał/a:
Gdyby Rochester mógł się rozwieść lub unieważnić, to by to zrobił- wszak nienawidził Berty i do niczego mu nie była potrzebna... Wtedy chyba zresztą nie było opcji unieważnienia... :mysle: [

chyba było - o ile małżeństwo było nie skonsumowane, tyle, że Henio 8 nie mógłby sie do tego prawa uciec, bo to odnosiło sie do przypadków, gdy mężczyzna wogóle nie był zdomy do.... obowiązków małżeńskich, a nie tylko wobec tej akurat pani...
_________________
Pamięci wieku XIX, kiedy to literatura była wielka, wiara w postęp -
bezgraniczna, a zbrodnie popełniano i wykrywano ze smakiem tudzież
elegancją.
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 17:49   

W powieści jest taki fragment:

- Przykro mi, że prosiłam cię, byś poszedł do pana Thorntona, zawiodłam się na nim.
Usłyszeli za sobą jakiś hałas. Oboje z Nicholasem odwrócili się w tym samym momencie, stał tam pan Thornton z wyrazem gniewnego zaskoczenia na twarzy.
Ulegając nagłemu impulsowi, Margaret przeszła obok niego, nie mówiąc ani słowa, jedynie kłaniając się lekko, by ukryć nagłą bladość, która zalała jej twarz. Ukłonił się jednakowo nisko w odpowiedzi i zamknął za nią drzwi.
Spiesząc do pani Boucher, usłyszała szczęk zamykanych drzwi i to zdawało się przepełnić miarę jej upokorzenia. On także był poirytowany, znajdując ją tutaj. W jego sercu była łagodność, „miękkie miejsce”, jak nazwał je Nicholas Higgins, ale dumnie je ukrywał, trzymał nienaruszone i bezpieczne. Drażniła go wszelka okoliczność, która usiłowała zdobyć do tego miejsca dostęp. Jednak obawiając się ujawnienia swej łagodności, tak samo pragnął, by ludzie dostrzegali jego sprawiedliwość. A czuł, że był niesprawiedliwy, dając tak wzgardliwe przyjęcie komuś, kto czekał z pokorną cierpliwością przez pięć godzin, by z nim porozmawiać. To, że ten człowiek przemawiał do niego zuchwale, gdy znalazł ku temu okazję, nic dla pana Thorntona nie znaczyło. Nawet go za to polubił, był świadom własnego rozdrażnienia, które zapewne sprawiło, że obaj obeszli się ze sobą równie bezwzględnie. To te pięć godzin czekania zrobiło wrażenie na panu Thorntonie. On sam nie miał pięciu wolnych godzin. Jednak jedną – dwie godziny ciężkiej, dociekliwej pracy umysłowej i fizycznej poświęcił, zbierając informacje potwierdzające prawdziwość historii Higginsa, dotyczące jego charakteru i jego życia. Starał się temu zaprzeczać, ale był przekonany, że wszystko, co Higgins powiedział, było prawdą. To przekonanie przeniknęło, jakby za sprawą zaklęcia, i dotknęło utajonego, łagodnego miejsca w jego sercu; cierpliwość tego człowieka, prosta wspaniałomyślność motywów (dowiedział się o kłótni między Boucherem a Higginsem) sprawiła, że zapomniał o wyważonej sprawiedliwości, przeważyło miłosierdzie. Przyszedł powiedzieć Higginsowi, że da mu pracę i był bardziej poirytowany, znajdując tam Margaret, niż słysząc jej ostatnie słowa, zrozumiał bowiem, że to ona była kobietą, która namówiła Higginsa do przyjścia do niego, a nie dopuszczał do siebie myśli, że to ona mogła być motywem jego działań, robił tylko to co słuszne!
- To była kobieta, o której u mnie mówiłeś? – powiedział ze wzburzeniem do Higginsa – mogłeś mi powiedzieć, o kogo chodziło.
- Może wtedy mówiłby pan o niej nieco grzeczniej, najwyraźniej zapomniał pan o własnej matce, gdy nazywał kobiety przyczyną wszelkich plag.
- Oczywiście powiedziałeś o tym pannie Hale?
- Oczywiście, że tak. Przynajmniej tak mi się zdaje. Powiedziałem, że ma się nie wtrącać w pana sprawy.


[tłumaczenie: Caroline]

Zastanawiam się, czemu zabrakło tego w filmie? Dlaczego nie ma spotkania Margaret z Thorntonem u Higginsa?
W tej scenie czegoś mi brakowało. Wydaje mi się, że w książce jest to wyjaśnione trochę lepiej.
Wynika z tego, że być może Thornton się tego wcześniej domyślił, że to Margaret skłoniła Higginsa do rozmowy z Thorntonem w sprawie pracy. Spotykając ją u Higginsa zyskał pewność.
Wyobrażam sobie tę scenę, to ich spotkanie u Higginsa, jego wzrok, jej nieśmiałe spojrzenie. I to przepuszczenie w drzwiach...
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
Ostatnio zmieniony przez Gosia Sob 14 Lut, 2009 18:21, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 18:19   

Z tego samego rozdziału fragment dalej:

- Weźmiesz u mnie pracę? O to przyszedłem spytać.
Zawziętość Higginsa zelżała, zebrał siły i stanął wyprostowany. Nie odezwie się. Pan Thornton nie spyta ponownie. Oczy Higginsa pobiegły ku dzieciom.
- Powiedział pan, że jestem zuchwały, nazwał mnie pan kłamcą, i intrygantem, i powiedział pan, być może zgodnie z prawdą, że zaglądam do kieliszka. A ja nazwałem pana tyranem, starym buldogiem i twardym, okrutnym panem. Tak to wygląda. Jednak przez wzgląd na te dzieci myśli pan, że możemy się dogadać?
- Cóż – powiedział pan Thornton, śmiejąc się – To nie była moja propozycja, żebyśmy się dogadali. Jest coś pocieszającego w tym, co mówisz, żaden z nas nie może już myśleć gorzej o drugim.

- To prawda – powiedział Higgins z namysłem – Odkąd pana zobaczyłem, pomyślałem, jaka to łaska, że mnie pan nie zatrudnia, bo nigdy nie widziałem człowieka, którego bardziej bym nie znosił. Ale to chyba był pochopny osąd, a praca, to praca, więc, panie, przyjdę, a co więcej, dziękuję. To dla mnie dobry układ. – powiedział....


To także dopowiedzenie tej sceny i właściwie chwila na uśmiech.


I jeszcze dokończenie spotkania Margaret z Thorntonem:

Zanim pan Thornton doszedł do drzwi domu pani Boucher, wyszła z nich Margaret. Nie zauważyła go, szedł za nią kilka jardów, podziwiając lekkość i swobodę jej kroku, jej wysoką, wdzięczną figurę. Nagle tę prostą przyjemność zatruła mu zazdrość. Chciał ją dogonić i przemówić do niej, zobaczyć, jak go przyjmie, musiała już wiedzieć, że on jest świadom jej związku z innym mężczyzną. Chciał też, choć tego życzenia raczej się wstydził, by wiedziała, że spełnił jej nadzieje, z którymi posyłała do niego Higginsa i że żałował swojej porannej decyzji. Podszedł do niej. Zadrżała:
- Pozwoli mi pani powiedzieć, panno Hale, że przedwcześnie wyraziła pani swój zawód. Przyjąłem Higginsa.
- Cieszę się z tego – powiedziała chłodno.
- Powiedział mi, że powtórzył pani, co mówiłem rano o… - pan Thornton zawahał się. Margaret podjęła:
- O tym, że kobiety nie powinny się wtrącać. Miał pan pełne prawo, by wyrazić swoją opinię, bardzo zresztą właściwą, nie wątpię, ale… - kontynuowała bardziej zapalczywie – Higgins nie powiedział panu całej prawdy...
Słowo „prawda” przypomniało jej o własnym kłamstwie, natychmiast przerwała, czując się ogromnie niezręcznie. Pan Thornton był początkowo zaintrygowany przyczyną tej nagłej ciszy, ale potem przypomniał sobie o kłamstwie, jakie powiedziała i wszystkim, co się wydarzyło.
- Cała prawda – powiedział – niewielu ludzi mówi całą prawdę, straciłem już na to nadzieję. Panno Hale, nie ma pani dla mnie żadnych wyjaśnień? Przecież pani wie, co muszę sobie myśleć.
Margaret milczała, zastanawiała się, czy jakiekolwiek wyjaśnienia mogą być w zgodzie z lojalnością wobec Fredericka.
- Nie – powiedział – W takim razie nie będę dalej pytał. Może nakłaniam panią do czegoś niewłaściwego. W tej chwili, może mi pani wierzyć, pani sekret jest u mnie bezpieczny. Jednak wiele pani ryzykuje, pozwolę sobie powiedzieć, będąc tak niedyskretną. Mówię to jako przyjaciel pani ojca, wszelkie inne myśli i nadzieje z mojej strony są skończone. Straciłem zupełnie zainteresowanie.
- Jestem tego świadoma – powiedziała Margaret, zmuszając się do mówienia obojętnym, beztroskim tonem. - Jestem świadoma, jak muszę wyglądać w pana oczach, ale sekret należy do innej osoby i nie mogę nic panu wyjaśnić, nie wyrządzając tej osobie krzywdy.
- Nie mam najmniejszego zamiaru wtrącać się w sekrety innego dżentelmena – powiedział z narastającym gniewem – moje zainteresowanie panią jest czysto przyjacielskie. Może mi pani nie wierzyć, panno Hale, ale tak jest, choć wydaje mi się, że przestraszyłem panią kiedyś moją natarczywością. To wszystko skończone, wierzy mi pani, panno Hale?
- Tak – powiedziała Margaret cicho i ze smutkiem.
- W takim razie nie widzę powodu, byśmy mieli iść dalej razem. Myślałem, że może miałaby mi pani coś do powiedzenia, ale najwyraźniej jesteśmy dla siebie niczym. Jeśli jest pani przekonana, że wszelka głupia namiętność z mojej strony jest już skończona, życzę pani miłego popołudnia – odszedł pospiesznie.


[Tłum. Caroline]

_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
Ostatnio zmieniony przez Gosia Sob 14 Lut, 2009 23:36, w całości zmieniany 4 razy  
 
 
Alicja 



Dołączyła: 22 Lip 2008
Posty: 7108
Skąd: Północ
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 19:00   

miło przeczytac taki fragment po polsku :-D

Gosia napisał/a:
moje zainteresowanie panią jest czysto przyjacielskie


oszukiwanie samego siebie miało pomóc mu w "przeżyciu i oddychaniu" pomimo wszystko ?
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 19:16   

Dobrze się czyta i akurat w tym rozdziale niewiele mam do poprawiania ;)
Zasługa Caroline :kwiatek:
Niektóre fragmenty czytam ze drżeniem serca, tak dobrze to Gaskell opisuje, można wyobrazić sobie uczucia bohaterów.
Wiem, że ekran ma swoje prawa, ale żal mi jeszcze jakichś scen, które mogłyby być takie ładne i motylkowe :serduszkate:
Oczywiście nie ma co narzekać, akurat jeśli chodzi o tę adaptację, bo jest bardzo dobra.
Ale chciałoby się się jeszcze więcej :wink:
Kiedy czytam ten fragment o "przyjacielskich uczuciach" i że "wszystko skończone" to mam uśmiech na twarzy, bo wiem, że to nieprawda :mrgreen:
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11062
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 23:07   

Po zacytowanym przeze mnie fragmencie, jest opisana zaraz reakcja Margaret:

„Cóż on miał na myśli?” myślała Margaret „Co mógł mieć na myśli mówiąc w ten sposób, jakbym ciągle myślała, że on nadal o mnie dba, kiedy wiem, że tak nie jest, nie mógłby. Jego matka powie mu o mnie te wszystkie okrutne rzeczy. Ale ja nie będę dbać o niego. Z pewnością jestem na tyle panią siebie, by opanować to dzikie, obce, żałosne uczucie, które kusiło mnie nawet do zdradzenia mojego drogiego Fredericka, by odzyskać jego dobrą opinię, dobrą opinię człowieka, który zadaje sobie tyle trudu, by powiedzieć mi, że jestem dla niego niczym. Spokojnie, serduszko! Bądź radosne i dzielne, będziemy mieć siebie nawzajem, gdy zostaniemy same i odrzucone."



A tuż po wizycie pani Thornton, a jeszcze przed cytowanym spotkaniem z Thorntonem jest taki fragment:

"On także musi uważać nieszczęsnego Fredericka za jakiegoś kochanka – (zaczerwieniła się, gdy to słowo przemknęło jej przez myśl) – teraz to rozumiem, nie dość, że wie o moim kłamstwie, to jeszcze jest przekonany, że ktoś inny o mnie zabiega i, że ja… O Boże! Boże! Co ja mam zrobić? Co to znaczy? Dlaczego obchodzi mnie nie tylko utrata jego dobrej opinii o mnie w związku z kłamstwem, którego się dopuściłam, ale także to, co on myśli. Nie wiem, ale jest mi z tym wszystkim tak ciężko. Jakże nieszczęśliwy był ten ostatni rok! Minęło moje dzieciństwo i przemieniło się w starość. Nie miałam młodości ani nie zaznałam pełni kobiecości, nadzieje na to zamknęły się przede mną, bo nigdy nie wyjdę za mąż i przeczuwam wiele zmartwień i nieszczęść tak, jakbym była starą kobietą i miała tak samo jak ona bojaźliwą duszę. Mam dość nieustannego odwoływania się do mojej siły. Mogłabym znieść to dla ojca, to mój naturalny, pobożny obowiązek i myślę, że w końcu znalazłabym dość energii, by przeciwstawić się niesprawiedliwym, zuchwałym podejrzeniom pana Thorntona, ale ciężko mi myśleć, jak ogromnie on się myli".

Czytając powieść łatwiej zrozumieć uczucia Margaret, bo w filmie długo nie znamy jej prawdziwych myśli.

_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - recenzje mang

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.