PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Gosia
Sob 08 Mar, 2008 18:50
MEGAFANFIK tom III część 2
Autor Wiadomość
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pią 22 Cze, 2007 04:53   MEGAFANFIK tom III część 2

Mesdames et mademoiselles, wielkimi krokami zbliżamy się do kulminacyjnego momentu..

WE ŚNIE POCHLEBNYM
Rozdział III część 1


We śnie pochlebnym byłeś mym kochankiem
I byłem królem. Lecz sen przepadł rankiem.
W Szekspir, sonet 87


Trzeba było tylko niewielkiej, a właściwie żadnej perswazji, żeby przekonać jaśnie panią do korzyści z wysłania na plebanię zaproszenia na czwartkowy wieczór. Słowo lub dwa o przyjemnym efekcie muzyki w trakcie wieczoru i rozrywce, jaką zapewni większa liczba rąk przy karcianym stoliku – i gotowe. Gdy Darcy doprowadzał lady Catherine do pożądanych wniosków, Richard nie powiedział ani słowa, ale ten właśnie fakt obudził jego czujność. Gdy zaproszenie zostało napisane i otrzymano jego pokorną akceptację, Darcy był w stanie przetrwać następny dzień bez towarzystwa Elizabeth z podziwu godnym spokojem. Wieczór ze starym lordem Metcalf i jego znacznie młodszą i bardzo głupiutką żoną zniósł niemal z wdziękiem, choć odczuł ogromną ulgę, kiedy w końcu znalazł się w swojej sypialni tylko ze swoim pokojowcem i z własnymi myślami.
Jutro ! Jutro nastąpi kulminacyjny punkt miesięcy pragnienia, zaprzeczeń i dyskusji. Jego przyszłość zostanie ustalona, i to w sposób najbardziej go zadowalający: związek taki, jaki obserwował między swymi rodzicami, obojgiem o życzliwych umysłach i gorących sercach. Owinięty szlafrokiem, z kieliszkiem dobrego porto przed kominkiem, Darcy pozwolił sobie na swobodne rojenia, komponując podniecający obraz Elizabeth u swego boku, gdy przedstawia ją wszystkim w Pemberley. To może być dla niej początkowo przytłaczające, nie miał co do tego wątpliwości. Był jednak równie pewien, że ona szybko obejmie rządy w jego domu, tak jak zrobiła to z jego sercem. Mógł ją zobaczyć wśród kwiatów jego matki, czyniącą Eden swoim, w pokoju muzycznym, wypełniającą go łagodnie swym śpiewem i w bibliotece, czytającą książkę, czy tylko spędzającą z nim czas w długie zimowe wieczory. Po prawdzie, mógł ją sobie wyobrazić ozdabiającą każdy pokój w Pemberley swoją żywą, zachwycającą obecnością. Noce następujące po dniach spędzonych w uroczym towarzystwie… Przerwał tę myśl z westchnieniem. Oczywiście, służba będzie ją uwielbiać: Reynoldsowie w Pemberley, Witcherowie w Londynie. Boże, prawdopodobnie nie miną dwa tygodnie, gdy Hinchcliffe będzie jej jadł z ręki ! Uśmiechnął się do siebie. A Georgiana ! Uśmiechnął się szerzej. To był wzgląd znajdujący się na drugim miejscu, zaraz po jego własnym szczęściu ! Georgiana w końcu będzie miała siostrę – przyjaciółkę, którą będzie kochać i której będzie mogła się zwierzyć. Taką, która ma jego pełne zaufanie i której będzie leżało na sercu jej dobro.
Chociaż, powstrzymał przyjemny bieg swoich rojeń, jej kontakty z rodziną Elizabeth musiałyby być rozsądnie ograniczone. Gdy Darcy sączył swoje porto, w jego umyśle z zażenowaniem tworzył się obraz rodziny Bennetów. Oczywiście, Elizabeth będzie chciała ich widywać, przynajmniej od czasu do czasu. Zakładał, że w takich sytuacjach mógłby ją posyłać z wizytą do nich. Ale nie chciał na razie myśleć o tym, że mieliby się rozstawać. Ta bardzo uzasadniona niechęć obudziła w nim złe przeczucie, że i on będzie zobowiązany do towarzyszenia jej w czasie tych wizyt. Pociągnął kolejny łyk porto. Tydzień lub dwa z jego powinowatymi z rodziny Bennetów ? Nie, to po prostu było niemożliwe ! Musieliby przyjechać do Pemberley… Kiedy nie miałby innych gości, ani żadnych się nie spodziewał. Myśl o szlachcie i ziemiaństwie hrabstwa Derby, a nawet o jego krewnych z Matlock, w tym samym pokoju z rodziną Elizabeth, było znacznie bliższe koszmarowi sennemu, niż marzeniu ! Mógł sobie doskonale wyobrazić zdumienie na twarzy ciotki, gdyby zechciał od lady Matlock wymagać spędzenia popołudnia, czy wieczoru w towarzystwie pani Bennet i jej młodszych córek. Wuj po prostu zmusiłby go do odwrócenia wzroku na samą taką sugestię ! To znaczy, przypomniał sobie, gdyby w ogóle utrzymywał z nimi stosunki po dezaprobacie, którą bez wątpienia wyrażą dla takiego niewytwornego małżeństwa ! Powoli, w zamyśleniu skończył porto i odstawił kieliszek na gzyms kominka. Czy on rzeczywiście ma zamiar to zrobić ? Czy rzeczywiście zamierza zmusić swoją rodzinę, swój świat do zaakceptowania kobiety nie dystyngowanego urodzenia, nawet bez majątku, który mógłby przemawiać za nią jako za jedną z nich ?
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Ania1956 



Dołączyła: 01 Gru 2006
Posty: 857
Skąd: opolszczyzna
Wysłany: Pią 22 Cze, 2007 06:31   

Już widzę ten uśmiech na jego twarzy gdy tak marzy o Elizabet w swoich ramionach :serce: i grymas na samo wspomnienie o ewentualnej wizycie jej rodziny :uzi:
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pią 22 Cze, 2007 08:50   

podniecający obraz Elizabeth u swego boku, gdy przedstawia ją wszystkim w Pemberley. To może być dla niej początkowo przytłaczające, nie miał co do tego wątpliwości.

Ledwie parę dni wcześniej zachwycał się, że nie pękła przed jego ciotką, a teraz uważa, że przestraszy się Pemberley...
Iście męska logika, jakby powiedziała panna Kornelia Bryant. :?
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Dione 
wiosenna(?) depresja



Dołączyła: 28 Wrz 2006
Posty: 785
Skąd: Olsztyn
Wysłany: Pią 22 Cze, 2007 11:57   

Rozmarzony mężczyzna ....
Gdyby Lizzy go wtedy kochała, to uznałaby ze nie ma przyjemniejszego widoku.

Dziś moja koleżanka z pracy stwierdziła, ze zakochany człowiek dostaje "małpiego rozumu" :roll: Chyba coś w tym jest.
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pią 22 Cze, 2007 12:35   

Jeszcze tylko nasz Bardzopoukładany Pan sporządzi dokłady scenariusz wydarzenia i...
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Pią 22 Cze, 2007 12:36   

Aż serce boli jak sie chłopczyna miota... że też jemu nawet przez myśl nie przejdzie, że ona go może zwyczajnie nie chcieć? :o

Ja może mam już w głowie pomięszane po aferze z Twinkym, ale czy ten sonet Szekspira to nie brzmi Wam jakoś tak "homoseksualnie"? :cool:
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pią 22 Cze, 2007 12:43   

Alison napisał/a:
Aż serce boli jak sie chłopczyna miota... że też jemu nawet przez myśl nie przejdzie, że ona go może zwyczajnie nie chcieć? :o

Co ?! Ta panienka bez posagu miałaby nie chcieć JEGO ? :shock: Pana na Pemberley ? Z dochodem 10.000 tys. rocznie ? Być może jednej z najlepszych partii w królestwie ?
To przecież jest absolutnie niemożliwe ! Jeszcze będzie wdzięczna, że jej taki zaszczyt raczył wyświadczyć...
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Pią 22 Cze, 2007 13:27   

Dla ciekawostki, na temat tłumaczeń poezji.
Oryginał:
Thus have I had thee as a dream doth flatter:
In sleep a king, but waking no such matter.

Maryann zastosowała tłumaczenie Słomczyńskiego.

Te same słowa w tłumaczeniu Łowińskiego:

Tak byłaś moja niby w sennej zjawie,
We śnie człek królem, inaczej na jawie.

I Barańczaka:

Mogę tylko dar zwrócić; był i tak jedynie
Snem, który noc ozłaca, w dzień - bez śladu ginie.

Oczywiście jak ja bym się bezkrytycznie rzuciła na pożarcie tego sonetu :roll: , to wyszłoby jeszcze co innego, ale to właśnie jest w tej zabawie piękne! :banan:
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Sob 23 Cze, 2007 06:10   

Rozdział III część 2

- Panie Darcy ? – stłumiony głos Fletchera wyrwał go z trzęsawiska niemiłych realiów, w które zbyt łatwo się zanurzył – Czy życzy pan sobie jeszcze czegoś dziś wieczór, sir ?
Darcy spojrzał na zegar. Było bardzo późno. Dawno powinien zwolnić Fletchera.
- Nie, Fletcher. Dobry Boże, człowieku, już godzinę temu powinieneś mi przypomnieć, że tu jesteś !
- Wcale nie, sir – Fletcher skłonił się, ale nie ruszył się z miejsca – Jest pan pewien ? Przepraszam, ale wydaje się pan – przerwał, zdając się szukać właściwego słowa – niespokojny. Czy może życzy pan sobie czegoś, co pozwoliłoby panu lepiej przygotować się na spoczynek ?
Darcy stukał palcem w pusty kieliszek.
- Jestem przez ciebie dobrze zaopatrzony. Nie, nie chcę już nic pić.
- Może więc książkę, sir ? Coś z pańskiej półki, a może z biblioteki ? – Fletcher skinął głową w kierunku drzwi.
- Nie, myślę, że nie – ziewnął Darcy – Nie mógłbym się skoncentrować na tyle długo, żeby zrobić dobry początek. Dobranoc, Fletcher – pożegnał pokojowca stanowczo, ale złagodniał widząc troskę na jego twarzy – Zapewniam cię, że wszystko jest w porządku.
- Więc dobranoc, sir – Fletcher skłonił się raz jeszcze.
Usłyszał, jak drzwi od garderoby cicho zamknęły się za Fletcherem i powoli odwrócił się z powrotem do ognia. „Niespokojny”. Jego spostrzegawczy służący określił go doskonale. Ogromne zadanie pogodzenia wszystkich istotnych stron jego planowanego małżeństwa robiło się coraz większe wraz z każdą sekundą zbliżającą go do TEJ godziny. Wiedział, jak to będzie. Lady Catherine będzie oburzona, lord i lady Matlock zaszokowani i surowi w swojej dezaprobacie, a wszyscy oni będą mu się naprzykrzać ze wszystkimi możliwymi zastrzeżeniami. Jego przyjaciele będą wstrząśnięci, jego wrogowie będą się podśmiewać, a Bingley prawdopodobnie wyzwie go za to, że sam zrobił to, co jemu tak bardzo odradzał.
- Do diabła !
Darcy zacisnął szczęki. Jutro wieczór o tej porze będzie po wszystkim. Oświadczy się i sprawa zostanie załatwiona. A kto pierwszy, ten lepszy ! Którym, znając swoich krewnych znajomych, z całą pewnością będzie – i to z przyjemnością ! Zamknął oczy i potarł skronie, w których zaczął pojawiać się ból. Musi pomyśleć o czym innym, bo inaczej nie zaśnie dziś w nocy. Może książka, jak proponował Fletcher ? Nie, coś krótszego – poezja ! „Pokarm miłości” oświadczył kiedyś przekomarzając się z nią. Jest jedna, Szekspir… Uzbrojony w świecznik podszedł do półki z książkami i wyciągnął wciśnięty przez Fletchera cienki tomik sonetów. Wrócił z nim do łóżka, postawił świecznik na stoliku i zrzuciwszy szlafrok ułożył się możliwie najwygodniej na poduszkach. Który to był ? Szybko kartkował strony, przeglądając wiersze, aż znalazł ten ,który tamtego dnia z taką siłą przywiódł mu na myśl Elizabeth, że wydawał się dla niej napisany. A, tak ! Oparł się i pozwolił, żeby słowa go opanowały.
Gdybym opisał twoich oczu krasy…*
___________________________________________
* William Szekspir, sonet 17, tłumaczenie Macieja Słomczyńskiego
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Matylda



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 1129
Wysłany: Sob 23 Cze, 2007 07:40   

Zamknął oczy i potarł skronie, w których zaczął pojawiać się ból.
Kocha biedaczek do bólu :wink:
Bije się bije z myślami
Za to Pamelka te fragmenty na które czekamy odsuwa od nas i odsuwa. Napięcie rośnie
Dzięki Maryannku
_________________
przede wszystkim nie jest się królową , aby być szczęśliwą
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Sob 23 Cze, 2007 07:54   

Matylda napisał/a:
Za to Pamelka te fragmenty na które czekamy odsuwa od nas i odsuwa. Napięcie rośnie

Najwyraźniej Hitchcocka pilnie studiowała... No i mistrzynią suspensu zaptragnęła zostać. :mrgreen:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Sob 23 Cze, 2007 18:38   

Maryann napisał/a:
...Owinięty szlafrokiem, z kieliszkiem dobrego porto przed kominkiem, Darcy pozwolił sobie na swobodne rojenia, komponując podniecający obraz Elizabeth u swego boku, gdy przedstawia ją wszystkim w Pemberley. [...]Mógł ją zobaczyć wśród kwiatów jego matki, czyniącą Eden swoim, w pokoju muzycznym, wypełniającą go łagodnie swym śpiewem i w bibliotece, czytającą książkę, czy tylko spędzającą z nim czas w długie zimowe wieczory. Po prawdzie, mógł ją sobie wyobrazić ozdabiającą każdy pokój w Pemberley swoją żywą, zachwycającą obecnością. Noce następujące po dniach spędzonych w uroczym towarzystwie… Przerwał tę myśl z westchnieniem.Reynoldsowie w Pemberley, z ręki ! Uśmiechnął się do siebie.[...] Georgiana w końcu będzie miała siostrę – przyjaciółkę, ...

Taaa...mnóstwo marzeń, rojeń i urojeń ma w głowie Darsik, ale na małe acz znaczące pytanie - Czy Elizabeth będzie z nim szczęśliwa ? - zabrakło wyobraźni. :?
BOBER i już ! :mrgreen:

Matylda napisał/a:
Za to Pamelka te fragmenty na które czekamy odsuwa od nas i odsuwa. Napięcie rośnie

Mam tylko nadzieję, że teraz nie czeka nas studiowanie menu "Pokarmu miłości"...
No nie teraz :cry2: ...ja chcę być już na miejscu Darsikowej kaźni. :twisted:

Maryann, :kwiatek:
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Sob 23 Cze, 2007 22:56   

Dziewczynki jutro raniutko wyjeżdżam na tydzień, więc bojąc się, że zapomnę wklejam już dziś.... :hello:

Rozdz. III, cz. 3
- Darcy, Darcy, idziesz? - głos Fitzwilliama odbił się echem wśród górnych korytarzy Rosings, dotarł do pokoi Darcyego i przeniknął mahoniowe drzwi. Już wkrótce sam Fitzwilliam zjawił się w owych drzwiach, by pokazać się kuzynowi w eleganckim ubraniu, w którym wybierał się na spacer. Darcy uniósł brew na widok, który mu się objawił.
- Co? - zapytał Fitzwilliam, z czymś w rodzaju badawczego opanowania.
- Jestem zaszczycony - Darcy złożył mu ironiczny ukłon - taka wytworność z okazji spaceru z kuzynem, po parku! Spodziewałem się widzieć cię raczej w bryczesach z koźlej skóry, niż w spodniach i fraku, odpowiednich na Londyn! I, dobry Boże, czy to pasiasta kamizelka?
- Upewniam cię, że to bynajmniej nie byłaby przesada - Fitzwilliam opanował ton głosu - nawet gdybyś zatrudnił samego Beau do zawiązania tego swojego węzła na krawacie! Poza tym - kontynuował obojętnie, wchodząc w głąb pokoju - pomyślałem, że moglibyśmy przeciągnąć spacer i wpaść wracając na plebanię. Jutro, jak wiesz, nie będzie już La Bennet - spojrzał na Darcy'ego kątem oka. - i mnie będzie jej bardzo brakowało.
"No nie!" - mógł znieść jeszcze pierwszą uwagę Richarda, ale druga, to już było całkiem co innego.
- Doprawdy? - wycedził z wystarczającym sceptycyzmem w głosie, by sprowokować spojrzenie kuzyna.
- Tak, doprawdy, Fitz! Panna Bennet jest wystarczająco czarująca!
- Określenie, jakiego używasz w stosunku do każdej kobiety, która jest w stanie cię rozbawić - rzucił mu wyzwanie Darcy. Jak dalece naprawdę Richard myślał tak o Elizabeth? Kiedy przyjdzie czas, czy poparłby go, czy wytłumaczyłby to swoim krewnym? - Którą kobietę, z którą flirtowałeś, nie nazywałeś najpierw czarującą, by po miesiącu być już nią znudzonym?
- Pudło, staruszku! - odpowiedział Fitzwilliam, ze zmarszczonymi brwiami.
- Strzał w dziesiątkę! - odrzucił Darcy, po czym złagodniał - Nie chcę się z tobą kłócić. Bez wątpienia jesteś sprawiedliwy, w swojej końcowej ocenie.
- To jest moja wstępna opinia, dlatego masz o niej takie niskie zdanie - Fitzwilliam uniósł brew, patrząc na niego - Rozumiem. - Odwrócił się na chwilę, po czym znów zwrócił się twarzą do niego - Odkąd obaj zgadzamy się, że mam większe doświadczenie w tych sprawach, będąc najpierw zachwyconym, a potem rozczarowanym - oświadczył Fitzwilliam sardonicznie - moglibyśmy także stwierdzić, że czegoś się nauczyłem przez ten czas.
Darcy skinął głową, zgadzając się z tym oświadczeniem - Moglibyśmy.
Fitzwilliam też skinął głową - Dobrze zatem, zgodnie z moim potężnym doświadczeniem, pozwól mi upewnić cię, że panna Bennet jest kimś niezwykłym. Oczywiście, jakby na to nie patrzeć, jest śliczna. Jej surowy styl, kontrastujący z kosztownymi draperiami, do których jesteśmy przyzwyczajeni, tylko ją uszlachetnia. Och, brakuje jej trochę londyńskiej ogłady z powodu pozostawania na wsi, nie potrafi rozmawiać o tych wszystkich błahostkach, towarzyszących życiu w mieście, nie bierze też udziału w najnowszych ploteczkach, ale to właśnie stanowi o jej uroku. Tamte rzeczy w większości składają się na rozmowy, nazwijmy to w ten sposób, z większością znanych nam, młodych dam. A to przecież taka przyjemność rozmawiać z kobietą, posiadającą uczciwą opinię na interesujące sprawy, i wciąż czuć, że cały czas dobrze się bawisz.
 
 
Ulka 



Dołączyła: 20 Paź 2006
Posty: 693
Skąd: Łódź
Wysłany: Nie 24 Cze, 2007 00:17   

A mnie się ten pułkownik nie podoba. U JA trochę inaczej mi się prezentuje. Ale ponieważ jestem teraz śpiąca, nie będę rozwijać nieprecyzyjnych wrażeń w tej chwili ;)
Alison napisał/a:
I, dobry Boże, czy to pasiasta kamizelka?
łojej... w kropki byłaby m,niej wytworna ;p
:grin:
_________________
"...aż dotąd
i dalej niż dotąd."
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Nie 24 Cze, 2007 11:42   

Ulka napisał/a:
A mnie się ten pułkownik nie podoba. U JA trochę inaczej mi się prezentuje.

Bo ja wiem... U JA widzimy go właściwie trzy razy: z wizytą na probostwie, w scenie klawikordowej i wtedy, kiedy niechcący potwierdza podejrzenia Elżbiety, że Darcy maczał palce w rozdzieleniu Jane z Bingleyem.
To są wszystko spotkania ludzi, którzy się dopiero poznali, odbywają się na gruncie raczej oficjalnym, a w zwiąku z tym wszyscy (z pułkownikiem włącznie :wink: ) zachowują się mniej swobodnie, niż w codziennych kontaktach dwóch kuzynów, którzy znają się od dziecka.
Chociaż muszę przyznać, że jedna rzecz też mi u Pamelki trochę zgrzyta: parę razy w książce pojawia się wzmianka, że pułkownik był łobuziakiem, takim familijnym "enfant terrible". Jeśli tak, to trochę mi się to kłóci z obrazem człowieka, któremu ojciec Darcy'ego powierzył pieczę nad swoją dziesięcioletnią córką. :?
Chyba, że pan Darcy pod tymi beztroskimi pozorami umiał zobaczyć coś więcej...
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Nie 24 Cze, 2007 15:00   

Alison napisał/a:
Fitzwilliam zjawił się w owych drzwiach, by pokazać się kuzynowi w eleganckim ubraniu, w którym wybierał się na spacer.[...]
- Jestem zaszczycony - Darcy złożył mu ironiczny ukłon - taka wytworność z okazji spaceru z kuzynem, po parku! Spodziewałem się widzieć cię raczej w bryczesach z koźlej skóry, niż w spodniach i fraku, odpowiednich na Londyn! I, dobry Boże, czy to pasiasta kamizelka?

No cóż, niecodziennie na spacerze pogrąża się z kretesem konkurenta ! :twisted:
Taka okazja wymusza stosowny strój, nieprawdaż ? :wink:

Ali, :kwiatek:
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Nie 24 Cze, 2007 15:22   

asiek napisał/a:
niecodziennie na spacerze pogrąża się z kretesem konkurenta ! :twisted:

Gdybyż on wiedział, co wyniknie z tego spaceru... :?
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Nie 24 Cze, 2007 16:01   

Maryann napisał/a:
Gdybyż on wiedział, co wyniknie z tego spaceru...

Cóż, jak mówią "Kto sieje wiatr, zbiera burzę".
Jak wynika z wcześniejszych fragmentów, Darcy przewidywał, że będzie musiał wytłumaczyć się przed Bingley'em. Nie brał jednak pod uwagę uczyć panien Bennet.
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Nie 24 Cze, 2007 17:36   

asiek napisał/a:
Darcy przewidywał, że będzie musiał wytłumaczyć się przed Bingley'em. Nie brał jednak pod uwagę uczyć panien Bennet.

Sam się później przyznał Elżbiecie, że był przekonany, że ona sobie życzy, a wręcz oczekuje jego oświadczyn. I trzeba przyznać, że miał wszelkie powody, żeby tak myśleć - która "normalna" panna bez posagu odrzuciłaby takiego - nawet niebyt sympatycznego - kawalera ?
A co do Bingleya, to zastanawiałam się kiedyś, jak by się dalej potoczyły ich wzajemne relacje, gdyby Elżbieta przyjęła ośwadczyny Darcy'ego. I jak Darcy by mu to wytłumaczył po tych wszystkich tekstach o nierówności pochodzenia, majątku itd. ?
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Nie 24 Cze, 2007 18:10   

Sądzę, że dla Bingley'a byłyby to duży cios. Ufał Darcy'emu i darzył go szczerą sympatią. Jednak, gdyby Darcy wytłumaczył mu się i poprosił o wybaczenie, to myślę że Bingley wyciągnął by rękę do zgody. Wszak był pozytywnie usposobiony do ludzi, nie był pamiętliwy, a do tego szybko by się zorientował, że nowa sytuacja ponownie pozwoli mu się zbliżyć do Jane.

Maryann napisał/a:
która "normalna" panna bez posagu odrzuciłaby takiego - nawet niebyt sympatycznego - kawalera ?

To prawda. Darcy obracał się w towarzystwie kobiet, dla których status majątkowy miał decydujące znacznie. Nie brał nawet pod uwagę, że niezamożna kobieta mogłaby go odrzucić. A do tego " jaśnie pan " był przekonany o swoje "wyjątkowości ".Nikt dotąd nie śmiał mu zwrócić uwagi na jego wady.
Cóż, czeka go zimny prysznic.
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Nie 24 Cze, 2007 19:03   

asiek napisał/a:
Sądzę, że dla Bingley'a byłyby to duży cios. Ufał Darcy'emu i darzył go szczerą sympatią. Jednak, gdyby Darcy wytłumaczył mu się i poprosił o wybaczenie, to myślę że Bingley wyciągnął by rękę do zgody.

Oj, nie jestem pewna, czy to by tak łatwo poszło. Bingley bardzo kochał Jane i nawet, jeśli skapitulował przed siostrami, a zwłaszcza przed przyjacielem, to nigdy nie przestał za nią tęsknić. Przecież nawet wtedy, gdy po powrocie do Netherfield Darcy przyznał mu się do swoich machlojek, miał do niego wielki żal, zwłaszcza że dowiedział się przy okazji o nieszczerości przyjaciela. Przebaczył mu, ale dopiero po swoich zaręczynach.
Czy zdobyłby się na to nie mając Jane ? :?
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
bezpaznokcianka 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 508
Skąd: Liverpool
Wysłany: Nie 24 Cze, 2007 19:06   

asiek napisał/a:
Cóż, czeka go zimny prysznic.

wyjdzie mu to tylko na dobre :roll:
Darcy nie wiedział co to znaczy siostrzana miłość, także nie zdawał sobie sprawy, że nie dopuszczając do małżeństwa Bingleya z Jane rani swoją damę serca. Zakochał się bardzo samolubnie... myślał tylko, jak uszczęśliwić siebie a w zamian ofiarował majątek. A co jakby Lizzy okazała się materialistką i za niego wyszła? Nie przeszkadzało by mu, że dama jego serca wcale go nie kocha, a może i gardzi, bo zruinował szczęście jej siostry?
Uf.. dobrze, że Lizzy miała trochę oleju w głowie, bo widać, że Darcy zaślepon bardzo. :wink:
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Nie 24 Cze, 2007 19:47   

Maryann napisał/a:
Oj, nie jestem pewna, czy to by tak łatwo poszło.

Łatwo pewnie by nie było. Każde rozczarownie boli, oj boli. :? Duże znaczenie miałaby pewnie forma przeprosin.
A propos w naszej ulubionej ekranizacji DU'95 zawsze niemile zaskakuje mnie niedbały, lekceważący wręcz sposób przeprosin Bingley'a. Na twarzy Darcy'go nie widać nawet cienia skruchy i dziwię się, że Bingle'y puścił mu to zachowanie płazem.

bezpaznokcianka napisał/a:
wyjdzie mu to tylko na dobre

Dokładnie tak. Cenię Darcy'go ,że potrafił wyciągnąć pozytywne wnioski z tego co się stało. W ostatecznym rozrachunku pokazał, że ma CHARAKTER. :cool:

Maryann napisał/a:
tak, ale co się przedtem nacierpi i nadręczy...

Dojrzewanie boooli,... :wink: Ma mieć lepiej niż my ?...NEVER ! /że powtórzę, za serialową Lizzy/.
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Nie 24 Cze, 2007 20:32   

asiek napisał/a:
A propos w naszej ulubionej ekranizacji DU'95 zawsze niemile zaskakuje mnie niedbały, lekceważący wręcz sposób przeprosin Bingley'a. Na twarzy Darcy'go nie widać nawet cienia skruchy i dziwię się, że Bingle'y puścił mu to zachowanie płazem.

No to mogę Cię pocieszyć, że choć czytając tego fanfika trudno nie odnieść wrażenia, że Pamelka pisała go "pod" tę konkretną ekranizację, to akurat tę scenę trochę inaczej rozegrała... :wink:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
izek 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 730
Skąd: z Pieluchowa :)
Wysłany: Nie 24 Cze, 2007 21:54   

Wtrącę się do dyskusji, bo po pewnej przerwie, wróciłam na łono Pamelki :wink:

Maryann napisał/a:
Oj, nie jestem pewna, czy to by tak łatwo poszło. Bingley bardzo kochał Jane


Ale z tego co pamiętam, teksty o nierówności pochodzenia etc. to były tylko w tle i niejako mimochodem. Głównym argumentem była zdaje się, obojętność Jane. No a z tym trudno dość polemizować...
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.