PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Gosia
Sob 08 Mar, 2008 18:50
Megafanfik Tom III
Autor Wiadomość
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1634
Wysłany: Czw 12 Kwi, 2007 09:15   Megafanfik Tom III

I tak miłe panie, niniejszym rozpoczynamy tomik III przygód sztywnokręgosłupego Darcy'ego i jego wiernego kamerdynera Fletchera-Ostra-Brzytwa.
Miłej zabawy i niech nam Pamelka lekką będzie!

Tom III

Rozdział I “Jej nieskończona różnorodność” cz1

Age cannot wither her, nor custom stale,
Her infinite variety.

Wiek jej nie przygasi, ni rutyna nie stłamsi
Jej nieskończonej różnorodności
"Antoniusz i Kleopatra"
Akt 2, scena 2


- Naprzód – głos Jamesa uderzył w znajome tony zachęcające konie ciągnące powóz do przyspieszenia, przeprowadził je przez bramę na rogatkach Londynu w drodze do Kentu. Darcy rozparł się wygodnie na aksamitnych, zielonych oparciach, gdy powóz toczył się gładko pod wprawną ręką Jamesa, i spojrzał na swego kuzyna siedzącego naprzeciwko z nosem wciśniętym w „Post”. Wojna w Hiszpanii rozgorzała na nowo, generał, teraz hrabia Wellington ponownie oblegał Badaoz. Trzecie oblężenie tego ważnego ciudad* rozpoczęło się ledwie tydzień wcześniej, wieści o działaniach przybywały do Londynu wypełniając stronice gazet i nastroje ludzi nadzieją i strachem.
- Widziałeś to, Fitz? – Richard odwrócił gazetę i nerwowo wskazywał palcem na jeden z raportów.
- Tak, jeden z wielu artykułów, które przeczytałem czekając aż się pojawisz dziś rano. - Darcy wygiął sarkastycznie usta.
Pułkownik Fitzwilliam przybył do Erewile House poprzedniego wieczoru, żeby mogli obaj wcześnie rano wyjechać na coroczną, wiosenną wizytę u ich ciotki, Lady Catherine De Bourgh, ale przypadkiem „wstąpił” Brougham i wieczór przeciągnął się do godzin rannych. Richard pojawił się rano odpowiednio później przesuwając ich podróż o wiele godzin.
- Lepiej zamilcz na ten temat, człowieku. Wielkie Usta już są na horyzoncie… – Richard osłonił ręką czoło, jakby chciał uchronić się przed lodowatym potokiem słów.
- I należałoby ci się. – odparł Darcy z prychnięciem
- Odwołałbym się do twojej łaskawej, dobroczynnej natury… – Darcy prychnął ponownie, ale nie zdołał ukryć uśmiechu - … i zrzuciłbym winę całkowicie na twojego przyjaciela.
Darcy roześmiał się otwarcie.
- Mojego przyjaciela? Dy ledwie się do mnie odzywał, odkąd zobaczył cię w pokoju.
- Był niezwykle uważający, prawda?
- Przesadnie!
- Uprzejmy dżentelmen, doprawdy i doskonale poinformowany. Zawsze uważałem go za bogatego snoba i gadułę. Nigdy nie potrafiłem zrozumieć twojej znajomości z nim, Fitz. Nie twój typ człowieka.
- Nie był taki na uniwersytecie. Wręcz przeciwnie.
- Skoro tak mówisz – Fitzwilliam wzruszył ramionami i usadowił się wygonie na poduszkach powozu – Prawie ci wierzę po ostatniej nocy. Nie mogłem wcześniej zrozumieć, dlaczego dałeś mu swobodę w zajmowaniu się Georgianą podczas naszej pielgrzymki do Rosings, to było zręczne posunięcie, przyznaję teraz.

*miasteczko
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Czw 12 Kwi, 2007 09:39   

a ja nadal twierdze, ze Brougham to agent :D
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Czw 12 Kwi, 2007 09:47   

Aine, nie tak głośno, bo gotowi go zlustrować, zanim nam się fanfik skończy... :grin:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Czw 12 Kwi, 2007 09:51   

No nareszcie. Jadą!!!!!! :banan:

A dlaczego Rysiek mówi, że zostawienie Georgiany Dy'owi było zręcznym posunięciem, skoro on mu się za bardzo nie podoba?
I fajnie, że oszczędzono nam tych wieczornych, męskich pogaduszek do rana, bo pewnie tłumaczyłybyśmy to przez równy tydzień! :rotfl:
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Czw 12 Kwi, 2007 09:54   

Alison napisał/a:
A dlaczego Rysiek mówi, że zostawienie Georgiany Dy'owi było zręcznym posunięciem, skoro on mu się za bardzo nie podoba?

Może jednak po tych pogaduszkach bardziej się do niego przekonał... Że to nie tak całkiem "bogaty snob i gaduła"... :wink:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1634
Wysłany: Pią 13 Kwi, 2007 09:30   

Rozdział I cz.2

Darcy skinął.
- Tak, aprobata Broughama będzie się bardzo liczyła, kiedy w przyszłym roku Georgiana zacznie bywać.
- To też, jestem pewien – zgodził się Richard. Darcy spojrzał pytająco na kuzyna, który w odpowiedzi złożył gazetę na kolanach. – Nie zauważyłeś jak swobodna jest Georgiana w towarzystwie Broughama? On w mgnieniu oka wywołuje u niej uśmiech, mogą rozmawiać godzinami, albo mogliby, gdyby nie zabraniała tego etykieta. Poza nami, nie zauważyłem, żeby Georgiana czuła się swobodnie w męskim towarzystwie, zwłaszcza odkąd…
Richard nagle zacisnął usta. Chwila niezręcznej ciszy minęła.
- Ale twojemu przyjacielowi się udało, udało mu się świetnie – zawiesił głos, gdy zauważył zmarszczenie brwi Darcy’ego – Naprawdę nie zauważyłeś?
- Nic niestosownego, Richardzie! Nic, co można by uznać za szczególne względy okazywane Georgianie przez Broughama – z niechęcią zapewnił swojego kuzyna, a zarazem siebie o kompletnej absurdalności sugestii zawartej w obserwacjach Richarda – ani Georgiany względem Broughama, nic co wykraczałoby poza zwykłe uczucia względem przyjaciela rodziny.
- Oczywiście, nic niestosownego, Fitz! Dobry Boże! – Fitzwilliam strategicznie wycofał się za “Posta”. Darcy westchnął lekko i zamknął oczy. Ostatnie dwa miesiące nie były najprzyjemniejszymi w jego życiu i jego zajęcia mogły przesłonić mu to, co sugerował Fitzwilliam. Oczywiście robił więcej niż wymaga zwykła znajomość! Dy był miły dla Georgiany, tak! Więcej niż miły, właściwie, zważywszy na jego milczenie w sprawie nadmiernego zainteresowania Georgiany teologicznym elaboratem Wilberforce’a, w dniu ponownego nawiązania ich znajomości niefortunnie upuściła go pod jego stopy, Dy’a zaskoczyło, że go przegląda. Była to wyłącznie kwestia przyjaźni Dy’a i Darcy’ego, jego niepohamowanej energii i dobrych manier. Gdyby Georgiana była nieczuła na ujmującą osobowość Dy’a, miałby więcej powodów do zmartwienia.
Nie, zmartwień przysparzał mu własny brak spokoju po powrocie z nieudanej podróży do Oxfordshire w poszukiwaniu “Kobiety”, która byłaby właściwą żoną. Wydarzenia w Broughton Castle z kolei, tak go zniesmaczyły i zniechęciły, że po powrocie do Londynu poprzysiągł nie podejmować żadnych starań w kierunku małżeństwa w najbliższej przyszłości. Zamiast tego zajmie się rodziną i interesami i przyjemniejszymi obowiązkami towarzyskimi przynależnymi wolnemu mężczyźnie na jego stanowisku. Pierwszą sprawą rodzinną było wysoce nieprzyjemne zadanie powiadomienia kuzyna, D’Arcy’ego, o zachowaniu jego narzeczonej w Broughton. Twarz D’Arcy’ego pociemniała z gniewu, ale na własną korzyść i ku uldze Darcy’ego, nie zażądał satysfakcji od posłańca. Winą obarczył właściwą stronę i niezwłocznie porozumiał się z ojcem, lordem Matlock, w sprawie zerwania zaręczyn. Dwa tygodnie później w „Poście” ukazała się notka, w której lady Felicia „z żalem” cofała słowo. Plotki były oczywiście nieznośne, ale lepsze plotki teraz, niż niewybaczalny skandal później. Rodziny Darcy’ch i Fitzwilliamów zgodnie odetchnęły z ulgą, podczas gdy rodzina De Bourgh znalazła radość w długim liście wyrażającym satysfakcję z potwierdzenia wcześniej niewypowiedzianych wątpliwości co do stosowności takiego związku, które nasuwały się jej od początku.
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pią 13 Kwi, 2007 11:43   

Caroline napisał/a:
Rodziny Darcy’ch i Fitzwilliamów zgodnie odetchnęły z ulgą, podczas gdy rodzina De Bourgh znalazła radość w długim liście wyrażającym satysfakcję z potwierdzenia wcześniej niewypowiedzianych wątpliwości co do stosowności takiego związku, które nasuwały się jej od początku.

Czy mi się wydaje, czy lady Katarzyna nie była w najlepszych relacjach ze swoim bratem ?
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1634
Wysłany: Sob 14 Kwi, 2007 11:32   

Maryannku, czy tylko Ty czytasz? wiem, że Alison jest w jakimś nieprzyzwoicie pięknym miejscu i podziwia przyrodę, czy resztę czytelniczek Pamelka do cna yczerpała? Oj ślamazarzy się ona, ślamazarzy...
Ot i kolejna część!

Rozdział I cz.3
Georgiana, droga dziewczynka, powstrzymała się przed wypytywaniem o detale pobytu u lorda Saye’a. Postawiła sobie za cel zapewnienie mu komfortu w domu i, z pomocą Broughama, wciągnięcie go w zwykłe towarzyskie zajęcia. W ciągu dwóch tygodni od powrotu towarzyszył jej na koncertach, recitalach i wystawach sztuki, podczas gdy Dy zaciągnął go do Salonu Jacksona, siedziby swojego mistrza szermierki, potem na kilka spotkań, a parę nocy wcześniej na nielegalną walkę z zakładami. Między sarkastycznym poczuciem humoru Dy’a i jego nieomylnym nosem do intryg, a cicho wyrażaną miłością Georgiany zaczął znów czuć się sobą. Od czasu do czasu dręczyły go ukłucia sumienia, wspomnienie głębi nienawiści do Wickhama, równie szokujące dla jego rozumu jak to, jak blisko był poddania się żarliwie oferowanym namiętnościom lady Sylvain. Ale jak Richard przewidywał, większość z tego wydawało się teraz złym snem i łatwiej mu było usprawiedliwić się lub zignorować te nieprzyjemne wspomnienia.
Co nie znaczy, że wszystko było dobrze. Przeciwnie, jeden z problemów, z którym miał nadzieję już się uporać, na nowo wychylił głowę tuż po jego powrocie do Londynu – był w mieście ledwie dwa dni, gdy Bingley niemal zbił go z nóg. Radość Bingleya z jego powrotu była tak szczera, a jego prostolinijny, naturalny sposób bycia stanowił taki kontrast z ludźmi, z którymi miał do czynienia tydzień wcześniej, że zaproszenie do spędzenia wieczoru z kolacją „w gronie rodzinnym” zostało ochoczo przyjęte. Ale ledwie on i Georgiana zostali uwolnieni z okryć i płaszczy zaatakowała go panna Bingley, by wyszeptać omdlewająco, że nie mogła już unikać panny Jane Bennet, umówiła się na wizytę w sobotę i czy on ma dla niej jakąś radę w tej niesmacznej sprawie?
Spoglądając przez chwilę w jej obłudne oczy odpowiedział, że nie wyobraża sobie, by ona mogła oczekiwać od niego wskazówek i zapewnił ją o swojej wierze w jej umiejętność stłamszenia pretensji tak niewyrafinowanej panny jak panna Bennet. W jej miłość do Bingleya mógł powątpiewać, ale nie w jej rozum. Przyjmując władczą pozę oświadczyła, że nieważne jak skromny jest adres panny Bennet, nie będzie potrzebowała przewodnika, by wiedzieć jak zerwać znajomość. Szkoda jednak została dokonana, resztę wieczoru spędził w niezadowoleniu, próbując bezskutecznie przegonić jasny, pociągający cień Elizabeth Bennet, który prośba panny Bingley wyczarowała z jego pamięci i towarzystwa, w którym tak często ją obserwował. Było to zajęcie, w które angażował się regularnie ze zmiennymi sukcesami przez ostatnie dwa miesiące.
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1634
Wysłany: Sob 14 Kwi, 2007 11:34   

Maryann napisał/a:
Czy mi się wydaje, czy lady Katarzyna nie była w najlepszych relacjach ze swoim bratem ?

Hmm, czy to był jej brat? Czy był ktoś z kim ona była w dobrych stosunkach?
:D
 
 
Gitka 



Dołączyła: 25 Maj 2006
Posty: 2305
Wysłany: Sob 14 Kwi, 2007 11:36   

Ja też czytam, ale z tęsknotą czekam na rozwój akcji i trochę motylków :cool:
Caroline dziękuję :kwiatek:
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1634
Wysłany: Sob 14 Kwi, 2007 12:01   

Gitka, jak Zawisza, zawsze niezawodna. :)
Ja też czekam na motylki, więc rozumiem marazm w tym wątku, jest jak mawiał inżynier Mamoń, nuda, nic się nie dzieje! Ale jeszcze troszke i zacznie się dziać :)
 
 
Ulka 



Dołączyła: 20 Paź 2006
Posty: 693
Skąd: Łódź
Wysłany: Sob 14 Kwi, 2007 12:39   

Caroline napisał/a:
czy resztę czytelniczek Pamelka do cna yczerpała? Oj ślamazarzy się ona, ślamazarzy...

zaglądam i próbuję czytać :oops: Ale jakoś entuzjazm opadł trochę.
Ale Caroline-dla Ciebie :kwiatek:
_________________
"...aż dotąd
i dalej niż dotąd."
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Sob 14 Kwi, 2007 13:26   

Czytam, czytam, z coraz większą nadzieją...
Caroline :przytul:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Sob 14 Kwi, 2007 14:14   

Caroline napisał/a:
Maryann napisał/a:
Czy mi się wydaje, czy lady Katarzyna nie była w najlepszych relacjach ze swoim bratem ?

Hmm, czy to był jej brat?

No skoro lord Matlock był bratem matki Darcy'ego, to również lady Katarzyny... :wink:

Caroline napisał/a:
Czy był ktoś z kim ona była w dobrych stosunkach?:D

Ekhm... Z pastorem Collinsem na pewno... :mrgreen:

Caroline napisał/a:
Gitka, jak Zawisza, zawsze niezawodna. :)
Ja też czekam na motylki, więc rozumiem marazm w tym wątku, jest jak mawiał inżynier Mamoń, nuda, nic się nie dzieje! Ale jeszcze troszke i zacznie się dziać :)

Zacznie, oj zacznie... A pierwszy "motylkowy" fragment właśnie niedawno tłumaczyłam... :serduszkate:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Gunia 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 5401
Wysłany: Sob 14 Kwi, 2007 14:47   

Ja też czytam, chociaż bardzo wolno...
_________________
Dobra wiadomość jest taka, że Bóg zawsze odpowiada na nasze modlitwy.
Czasami po prostu odpowiedź brzmi: nie.
 
 
MiMi 



Dołączyła: 13 Cze 2006
Posty: 1096
Skąd: woj. śląskie
Wysłany: Sob 14 Kwi, 2007 15:19   

Ja również czytam, ale to się tak ciągnie, że tu nie ma co komentować...
:kwiatek: dla Tłumaczek
_________________
"Jeżeli przypuścimy, że życie ludzkie może być kierowane rozumem, wówczas zginie możliwość życia."

"Wojna i pokój" Lew Tołstoj
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Sob 14 Kwi, 2007 15:23   

Ciągnie, ciągnie... A jak się już naciągnie... (to znaczy, jak już dojadą do cioci...) :wink:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
MiMi 



Dołączyła: 13 Cze 2006
Posty: 1096
Skąd: woj. śląskie
Wysłany: Sob 14 Kwi, 2007 15:30   

Daleko jeszcze do tej cioci?
_________________
"Jeżeli przypuścimy, że życie ludzkie może być kierowane rozumem, wówczas zginie możliwość życia."

"Wojna i pokój" Lew Tołstoj
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Sob 14 Kwi, 2007 15:32   

Blisko całkiem. Toż już do niej jadą... :grin:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
MiMi 



Dołączyła: 13 Cze 2006
Posty: 1096
Skąd: woj. śląskie
Wysłany: Sob 14 Kwi, 2007 15:34   

Jadą, jadą, ale te wspomnienia i przemyślenia to dobijają!
_________________
"Jeżeli przypuścimy, że życie ludzkie może być kierowane rozumem, wówczas zginie możliwość życia."

"Wojna i pokój" Lew Tołstoj
 
 
Narya 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 493
Skąd: Kraków
Wysłany: Sob 14 Kwi, 2007 16:40   

Caroline nie powątpiewaj w naszą wierność :wink: Jesteśmy tu, trwamy dzielnie na posterunku, czytamy i czekamy na dalsze fragmenty :mrgreen:
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Nie 15 Kwi, 2007 08:47   

Rozdział I część 4

Styczeń wkrótce przeszedł w luty huczący od politycznych intryg i emocji w korytarzach Parlamentu, Carlton House i domach Wigowskiej arystokracji. Wyznaczony okres regencji się skończył i ci politycy wigowscy, którzy czekali na dominację swojego księcia, poczuli się przez niego zdradzeni z rządem kierowanym przez Torysa, Spencera Percevala. Zmuszeni do powrotu na pustynię po tym, jak mignęła im przed oczyma ziemia obiecana, szczególnie po tylu latach oddania dla Jego Wysokości, Wigowie rewanżowali się tym, co wpływy dały im do dyspozycji, na przemian doprowadzając księcia do wściekłości i posyłając go do łóżka z coraz wyższą dawką laudanum. Ponadto, powszechnie mówiono, że Jej Królewska Wysokość księżniczka Charlotte, opuściwszy jedno z przyjęć u swojego ojca we łzach po tym, jak potępił swych dawnych przyjaciół, później tego wieczora w Operze upubliczniła swoje zerwanie z ojcem, posyłając wielokrotnie całusy lodowi Grey, siedzącemu w loży naprzeciwko.
Całe Towarzystwo było nagle pochłonięte polityką. W rywalizujących ze sobą gazetach publikowano satyryczne, często oszczercze rymowanki, o wydźwięku odzwierciedlającym przekonania ich wydawców. Część z nich była tak skandaliczna, że nie chcąc, żeby Georgiana na nie trafiła, Darcy za jedynym wyjątkiem „Morning Post” zaprzestał ich prenumerowania, po tym, jak Brougham zwrócił jego uwagę na anonimowy wiersz „Książę Wielorybów” („Prince of Whales”) w „Examinerze”.
„Nie grubsze ryby niż on,
odczytał mu Dy
Flądry omijają polarne morze.
Widzą jego sadło – na jego skrzelach,
Ileż alkoholu żłopie…
Każda ryba szlachetnego rodzaju
Umyka na bok lub się chowa;
Ale tylko jego obecność trzyma
Wszystkie potwory głębin…

Potem, w marcu, niemal tak samo nagle, salony opanowała nowa namiętność w osobie i wierszach niejakiego George’a Gordona Byrona. Kiedy pokazano mu go pewnego wieczoru, Darcy rozpoznał w nim partnera lady Caroline Lamb z osławionego tańca, który zakończył bal u lady Melbourne. Zepchnięta na drugi plan przez jego wschodzącą gwiazdę, Polityka ustąpiła przed Poezją, gdy Towarzystwo „…wzdychało nad długo opuszczoną Delficką świątynią” i traktowało poetę jakby był Childe Haroldem ze swego poematu. Obdarzony „posępną łzą”, on, którego w oddaleniu „…śledzono w smutnej zadumie”, w ciągu zaledwie dwóch tygodni nie mógł się oprzeć damom i łatwowiernym młodym dżentelmenom.
Na przywykłym do zazdrosnego strzeżenia swojej prywatności Darcym, nie robiła wrażenia ta nowa moda nie skrywania swoich spraw. Powiedział to ostatniego wieczora Broughamowi.
- Aha, myślisz, jak młody Vasingtoke ? – odparł – Darcy, chcesz mi powiedzieć, że nie zachwyca cię ten afektowany sposób, w jaki on chodzi, ponuro obnosząc się z żalem za dniami spędzonymi „w najbardziej nieokrzesanym bogactwie” ?
- Masz na myśli afektowany żal za grzechy, których nigdy nie popełnił ? – odpalił szyderczo.
Brougham zaśmiał się z zachwytem na to słowne pchnięcie, ale potem posłał mu jedno z tych przenikliwych spojrzeń, które zawsze go zaskakiwały.
- Interesujące – stwierdził i zaczął przyglądać się zagnieceniu na swoich spodniach – Gdyby żałował tych, które naprawdę popełnił, ciekawe, jaki byłby rezultat ?
Na jego uniesione brwi Dy tylko się uśmiechnął i zwrócił swoją uwagę z powrotem na Fitzwilliama i na plotki krążące wśród Gwardii Konnej.
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1634
Wysłany: Nie 15 Kwi, 2007 11:05   

Pamelka - mistrzyni dygresji :)

Ekhm, dzięki Wam czytaczki, już w nic nie wąpię. :kwiatek:
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Nie 15 Kwi, 2007 11:42   

Caroline napisał/a:
Pamelka - mistrzyni dygresji :)

Na szczęście to chyba ostatnia - przynajmniej na jakiś czas. :grin:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
MiMi 



Dołączyła: 13 Cze 2006
Posty: 1096
Skąd: woj. śląskie
Wysłany: Nie 15 Kwi, 2007 12:19   

Ale się ta podróż ciągnie! Ale jak już marzec opisała, to teraz kolej na kwiecień. Mam nadzieję, że tu nie zdarzy nic niezwyczajnego!
_________________
"Jeżeli przypuścimy, że życie ludzkie może być kierowane rozumem, wówczas zginie możliwość życia."

"Wojna i pokój" Lew Tołstoj
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.