PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Duma i uprzedzenie
Autor Wiadomość
Lady_Joanna 



Dołączyła: 28 Cze 2012
Posty: 201
Skąd: Wałbrzych
Wysłany: Sob 30 Sie, 2014 18:23   

No i nie była już ciężarem dla rodziny, a z czasem pewnie traktowano by ją gorzej, a może nawet jakąś damą do towarzystwa, czy guwernantką musiałaby zostać.
 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 32996
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Sob 30 Sie, 2014 18:31   

Otóż to. W sumie nie czekało ją nic ciekawego tak czy siak. A dzięki temu miała zapewniony byt i ten własny, wygodny dom, który może prowadzić. :)
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Nie 31 Sie, 2014 00:08   

ja to wiem i dlatego napisalam, ze patrze z punktu widzenia wspolczesnej kobiety, z wyksztalceniem i zawodem. Ale gdybym nie miala jednego i drugiego, to tez lapalabym byle jakiego, byleby mnie utrzymal - tak sadze.
Inteligencja Charlotty sprawila, ze mogla wyznaczyc oddzielne przestrzenie tak, aby na wspolnej spotykali sie mozliwie jak najrzadziej. I Gdybym takiego idiote miala za meza, to zrobilabym tak samo, ale w towarzystwie odczuwalabym wieczne zazenowanie i wstyd.
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 10774
Skąd: Kraków
Wysłany: Pią 05 Wrz, 2014 09:20   

AineNiRigani napisał/a:

Gdybym takiego idiote miala za meza, to zrobilabym tak samo, ale w towarzystwie odczuwalabym wieczne zazenowanie i wstyd.

Pamiętam do dziś swój szok, kiedy znalazłam fanfic, w którym autorka kazała Lizzie nie tylko wyjść za Collinsa, ale jeszcze być z nim w ciąży. Nie mogę do dziś wyprzeć tej wizji z pamięci :wink: .

Nie pamiętam, jak odbierałam - i czy w ogóle mnie to wtedy obchodziło - postać Charlotty, kiedy po raz pierwszy miałam do czyneinia z DiU. Byłam nastolatką i może wtedy faktycznie dawałam Lizzie mentalnego lajka za ostre potępienie tego małżeństwa i decyzji przyjaciółki. Teraz zastanawiam się, czy Lizzie była przy zdrowych zmysłach krytykując Charlottę. W tamtejszych warunkach ekonomicznych, przy zasadzie, że małżeństwo najstarszej córki decyduje o losie młodszych (że nie mogą "bywać," póki ona nie wyjedzie z domu w ślubnym powozie), przy braku innych opcji, innych kandydatów, oraz posagu - Collins był po prostu gwiazdką z nieba. Patrzymy na niego oczami prześmiewczej Lizzie i jej ojca, ja patrzę również przez pryzmat postaci spoconego i z lekka obleśnego facecika z serialu z 1995 (którego uwielbiam), ale przecież nigdzie nie jest powiedziane, że był odrażający, czy że odstręczał narzeczoną. Głupi był, ale stał na portfelu. Nie wiem, czy spokojna stabilizacja to nie było coś, co Charlotta i tak wybrałaby, nawet gdyby na srebrnej tacy podsuwali jej jakiegoś boga seksu pokroju Wickhama.
_________________

 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 37680
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Pią 05 Wrz, 2014 10:49   

Trzykrotka napisał/a:
Nie wiem, czy spokojna stabilizacja to nie było coś, co Charlotta i tak wybrałaby, nawet gdyby na srebrnej tacy podsuwali jej jakiegoś boga seksu pokroju Wickhama.


A ja wam to lata temu udowadniałam ;)
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 10774
Skąd: Kraków
Wysłany: Pią 05 Wrz, 2014 11:31   

Ty podobnie myślisz, jak ona :kwiatek:
Lizzie, mimo, że wydaje się stąpać po ziemi, okazuje się jednak i w swoich osądach i decyzjach dość ryzykowna. Idzie na hazard. W prawdziwym życiu w końcu przyciśnięta gderanim matki albo biedą wyszaby w staropanieńskim wieku za jakiegoś "brata pana Collinsa," gdyby się trafił, albo do końca życia rozmyślała o nietrafinych wyborach. Autorka była łaskawa i dała jej księcia na czarnym koniu i pałac z bajki, a Annie Elliot list od mężczyzny, którego kochała.
_________________

 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 32996
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Pią 05 Wrz, 2014 13:06   

Nie wyobrażam sobie Lizzie zamężną z jakimś "drugim panem Collinsem". Prędzej bym założyła, że gdyby nie trafił się pan Darcy albo jakiś inny rozsądny facet, to Lizzie byłaby taką Jane Austen. Bo wydaje mi się, że zadręczyłoby ją takie małżeństwo.
A i fakt, Lizzie, wydaje mi się, przyzwyczajona do tego, że ojciec ją chwali jako jedną z dwóch córek, które posiadają rozum, szybko podejmuje osąd, nie biorąc pod uwagę różnic okoliczności przyrody. Podoba mi się w DiU z 1995 roku scena, w której Jane tłumaczy Lizzie decyzję Charlotty. W zasadzie Lizzie po prostu jakby nie wzięła pod uwagę, że Charlotta nie jest nią i ma inną sytuację życiową. Collins, choć przygłup, jako rzecze Trzykrotka, stoi na portfelu. Charlotta nie oczekuje romantyzmu i uniesień, tylko spokojnego domu i właśnie to otrzymała. Wbrew pozorom jej decyzja na tamte czasy była po prostu rozsądna.
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
BeeMeR 



Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 26993
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Pią 05 Wrz, 2014 13:14   

Trzykrotka napisał/a:
Teraz zastanawiam się, czy Lizzie była przy zdrowych zmysłach krytykując Charlottę.
Moim zdaniem przez Lizzie przemawia młodość, romantyczna dusza i odziedziczony po rodzicach brak racjonalnego myślenia - przy całym swym rozsądku. Ona właśnie prędzej uniesie się dumą czy poddam emocjom niż zastanowi co da efekty długofalowo.
Ja podejrzewam, że wiele osób chętnie daje jej "lajka" za to, że jest główną bohaterką jest urocza, bystra i na koniec dostaje księcia, ale na pewno nie jest ona bez wad - dla mnie jest właśnie przez to znacznie ciekawsza.

Trzykrotka napisał/a:
ja patrzę również przez pryzmat postaci spoconego i z lekka obleśnego facecika z serialu z 1995 (którego uwielbiam),
Tez go uwielbiam :serce: (pamiętam wszakże, że książkowy był znacznie młodszy :P ) jak i cały serial uwielbiam :serce: . Acz na pewno nie chciałabym takiego męża :P Niemniej na miejscy Charlotty też wzięłabym go na pewno - bo co innego by mi zostało?
_________________

 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 32996
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Pią 05 Wrz, 2014 13:42   

BeeMeR napisał/a:
Ona właśnie prędzej uniesie się dumą czy poddam emocjom niż zastanowi co da efekty długofalowo.

To raczej Marianna. Mimo wszystko Lizzie umiała się zachować jak należy, dzięki czemu nie była przedmiotem plotek po byle potańcówce. Gdyby ponosiły ją emocje, to by nie było tak różowo.
Cytat:
Ja podejrzewam, że wiele osób chętnie daje jej "lajka" za to, że jest główną bohaterką jest urocza, bystra i na koniec dostaje księcia, ale na pewno nie jest ona bez wad - dla mnie jest właśnie przez to znacznie ciekawsza.

Ja tym bardziej ją właśnie lubię, im bardziej widzę w niej człowieka. Mimo że DiU jest w zasadzie uroczą komedią, ale fajne w tej książce jest też to, że jak się tak wgryźć pod płaszczyk perypetii panien Bennet to widać spore, znakomicie nakreślone tło obyczajowe.
Lubię Lizzie. Nie tylko dlatego, że jest główną bohaterką (w ten sposób kombinując od razu pałałabym niezwykłym wręcz uwielbieniem dla Scarlett O'Hara, a ją musiałam się nauczyć lubić i doceniać). Jest bystra, dowcipna, umie się zachować, ma sporo rozsądku i potrafi prowadzić ciekawą konwersację, czego jej tak naprawdę zazdroszczę. Jest po prostu młoda i jako taka ma prawo do drobnych błędów, a nawet większych, a przecież wielkie gafy jej się nie zdarzały (od tego miała młodsze siostry).
BeeMeR napisał/a:
pamiętam wszakże, że książkowy był znacznie młodszy :P

Miał 25 lat, a więc młodzian. Austen opisała go jako człowieka wysokiego o ciężkiej sylwetce. Może nie był typem misia z wielkim brzuchem, ale raczej coś w guście wielkiego faceta, tak myślę.

Edycja: Tak sobie myślę, że pan Collins był na tyle młody, a Charlotta na tyle rozsądna, że z tego małżeństwa mogłoby coś wyjść. Charlotta, jak widać, umiała go jakoś poustawiać. Wszak męża także można sobie wychować, tylko trzeba wiedzieć jak.
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
BeeMeR 



Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 26993
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Pią 05 Wrz, 2014 15:26   

Agn napisał/a:
To raczej Marianna. Mimo wszystko Lizzie umiała się zachować jak należy, dzięki czemu nie była przedmiotem plotek po byle potańcówce. Gdyby ponosiły ją emocje, to by nie było tak różowo.
Marianna to już w ogóle bujała w obłokach i żyła mrzonką, a tu nie o to mi chodziło - ale jak się Lizzie np. wkurzyła na Darcy'ego za niemiłe jej uszom słowa to sama też przestawała w nich przebierać - odrzucenie jego propozycji też na pewno nie było "rozsądne" oczyma twardogłowych osób - o takie zwykłe, ludzkie emocje mi chodziło - nie fruwanie nad ziemią. I to ni to, żebym ją ganiła - bo to trzeba mieć niezłe jaja żeby odrzucić ileś tam funtów rocznie, piękny pałac i posiadłość o której chodziły legendy - no i męża ;) .
_________________

 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 32996
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Pią 05 Wrz, 2014 15:44   

A, okej.
BeeMeR napisał/a:
trzeba mieć niezłe jaja żeby odrzucić ileś tam funtów rocznie, piękny pałac i posiadłość o której chodziły legendy - no i męża ;) .

Co tylko udowadnia, że Lizzie prędzej zostałaby "starą panną" niż faktycznie dała się wydać za byle durnia. Tym bardziej, że swoją postawą nie zablokowałaby sióstr. Jedynie pewnie zmartwiłaby ojca, że nie ma zapewnionego bytu.
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
BeeMeR 



Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 26993
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Pią 05 Wrz, 2014 16:36   

Agn napisał/a:
Co tylko udowadnia, że Lizzie prędzej zostałaby "starą panną" niż faktycznie dała się wydać za byle durnia.
A ja wcale nie przeczę. Mamusię też by zmartwiła - że wstyd - a z tatusiem nigdy nic nie wiadomo, może by jej przyklasnął po części :mysle:
_________________

 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 32996
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Pią 05 Wrz, 2014 16:58   

Pan Bennet, myślę, zdawał sobie sprawę, że jednakowoż kobieta w tamtych czasach, by po śmierci rodziców nie klepała biedy, musi mieć jakieś zabezpieczenie. Najlepiej w postaci majętnego męża. A pani Bennet faktycznie pewnie by desperowała, że wstyd. ;)
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
BeeMeR 



Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 26993
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Pią 05 Wrz, 2014 18:42   

Dla tego mówię "po części", bo częśćiowo by się cieszył, że nie wyszła za idiotę/chama/etc. (jak w przypadku Collinsa), a częściowo by się strachał o jej przyszłość. Ciekawe, czy Jane by przyjęła oświadczyny Collinsa gdyby na nią padło :mysle: Miała chyba znacznie więcej poczucia obowiązku niż Elżbieta, acz oczekiwania romantycznej miłości też chyba niemałe :mysle:
_________________

 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 32996
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Pią 05 Wrz, 2014 18:56   

Nie sądzę - raz, że w głowie już miała Bingleya, a dwa - Jane także miała trochę oleju w głowie. Fakt, może była łagodniejsza niż Lizzy, ale z jednej strony marzenie, by mimo wszystko męża kochać i szanować, a dwa - podejrzewam, że pan Bennet uchroniłby przed tym małżeństwem i ją.
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
akne 
Kobieta Zaściankowa



Dołączyła: 04 Maj 2010
Posty: 1300
Skąd: małopolska
Wysłany: Sro 10 Wrz, 2014 20:25   

Agn napisał/a:
Nie sądzę - raz, że w głowie już miała Bingleya, a dwa - Jane także miała trochę oleju w głowie. Fakt, może była łagodniejsza niż Lizzy, ale z jednej strony marzenie, by mimo wszystko męża kochać i szanować, a dwa - podejrzewam, że pan Bennet uchroniłby przed tym małżeństwem i ją.


A ja bym się sprzeczała. Właśnie odpowiedzialność Jane i fakt, że tym zamążpójściem mogłaby pomóc w przyszłości siostrom, które miały jeszcze mniejsze szanse na wyjście za mąż (a tak mogłyby zostać w swoim domu) byłyby pewnie decydujące.

Co do Charlotty, gdybyście miały w perspektywie znaleźć się w przyszłości na łasce jakiegoś daaalekiego krewnego wymawiajacego każdą skórkę chleba lub wyjść za mąż bez miłości za zamożnego faceta - idiotę, o , jednakże, dobrej pozycji społecznej w tamtych czasach i z perspektywami, to niejedna dobrze by się zastanowiła. Dzięki swej decycji miała własny dom, była panią swego losu, poniekąd, a z mężem - idiotą umiała świetnie postępować i mogła żyć otoczona szacunkiem. Przy okazji niemiłego seksu mogła się doczekac potomka, którego wychowałaby jak chce :mrgreen: Po potomku mogłaby już odmówić seksu :lol: Pan Colins nie wyglądał na szczególnie energicznego w tych sprawach.
I na dodatek odciążyła rodziców.
_________________
www.annajszepielak.blogspot.com
https://plus.google.com/108248939755306804498/posts
 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 32996
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Sro 10 Wrz, 2014 20:34   

akne napisał/a:

A ja bym się sprzeczała. Właśnie odpowiedzialność Jane i fakt, że tym zamążpójściem mogłaby pomóc w przyszłości siostrom, które miały jeszcze mniejsze szanse na wyjście za mąż (a tak mogłyby zostać w swoim domu) byłyby pewnie decydujące.

Jak już wspomniałam - w głowie miała Bingleya. I Bingley był brany jako opcja pewna. Z całym szacunkiem - pod każdym względem to partia lepsza niż Collins, tak pod względem intelektualnym, jak i uczuciowym, że o materialnym nie wspomnę. :) I jak wspomniałam - myślę, że i Jane poratował by pan Bennet.
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
BeeMeR 



Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 26993
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Sro 10 Wrz, 2014 21:32   

Agn napisał/a:
I Bingley był brany jako opcja pewna.
do czasu jak zniknął.
A żeby pan Bennet mógł poratować, to najpierw Jane musiałąby odmówić - a ja też nie jestem pewna jak by to wyglądało w momencie gdy Bingleya nie było bo zniknął bez słowa.
_________________

 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 32996
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Sro 10 Wrz, 2014 21:46   

Pewności nigdy mieć nie możemy, ale wydaje mi się, że Jane także była dla pana Benneta "cenniejszą" córką i możliwe, że usiłowałby ją odwieźć od tego małżeństwa na samą wieść, że powiedziała "tak" jakiemuś bęcwałowi. A z pewnością spytałby, czy wie, co robi. Jane, z całą swoją prostotą i słodyczą serca zapewne by powiedziała, co ją do tego skłoniło.
Myślę też, że Austen postawiłaby na drodze takiemu związkowi jakiś szczęśliwy traf, który by rozwiązał sprawę. :D
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
BeeMeR 



Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 26993
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Sro 10 Wrz, 2014 22:01   

Agn napisał/a:
Myślę też, że Austen postawiłaby na drodze takiemu związkowi jakiś szczęśliwy traf, który by rozwiązał sprawę. :D
Dała Jane Bingleya i nie wystawiała na takie próby jak niechciane oświadczyny :mrgreen:
_________________

 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 32996
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Sro 10 Wrz, 2014 22:11   

Więc właśnie. :mrgreen:
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
akne 
Kobieta Zaściankowa



Dołączyła: 04 Maj 2010
Posty: 1300
Skąd: małopolska
Wysłany: Sro 10 Wrz, 2014 23:25   

Agn napisał/a:
akne napisał/a:

A ja bym się sprzeczała. Właśnie odpowiedzialność Jane i fakt, że tym zamążpójściem mogłaby pomóc w przyszłości siostrom, które miały jeszcze mniejsze szanse na wyjście za mąż (a tak mogłyby zostać w swoim domu) byłyby pewnie decydujące.

Jak już wspomniałam - w głowie miała Bingleya. I Bingley był brany jako opcja pewna. Z całym szacunkiem - pod każdym względem to partia lepsza niż Collins, tak pod względem intelektualnym, jak i uczuciowym, że o materialnym nie wspomnę. :) I jak wspomniałam - myślę, że i Jane poratował by pan Bennet.


Myślałam, że rozważamy sytuację, gdy pana Bingleja nie byłoby w życiu Jane. Taka wersja alternatywna. W końcu w życiu Charlotty nie było niestety żadnego Bingleya :cry2:
_________________
www.annajszepielak.blogspot.com
https://plus.google.com/108248939755306804498/posts
 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 32996
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Sro 10 Wrz, 2014 23:31   

No właśnie mimo wszystko ciężko mi sobie wyobrazić tak na pewniaka - nie ma Bingleya, co z Jane. Jane od razu skumała się z Bingleyem i potem to tak jakoś się utrwaliło mi w głowie.
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Sro 10 Wrz, 2014 23:34   

czytam Was z wielka satysfakcja :)
Dziekuje
 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 32996
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Sro 10 Wrz, 2014 23:59   

Miło nam. Dziękować. :mrgreen:
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.