Dziewczyny dobra nowina!! Kolejny kawalek:
"Marianne pozostawała milcząca od swojej prośby. Po powrocie do domu pożegnała się i od razu udała się spać. Ale niestety sen nie nadszedł. Widok pana Willoughby z żoną był bardzo przygnębiający. Przypomniała sobie jak mocno go kiedyś kochała. Ale on porzucił miłość dla pieniędzy. Teraz ma ich więcej niż może wydać. A co ona ma? – Łzy popłynęły po policzkach Marianne. Usiadła przy oknie i patrzyła na śpiące miasto i gdzie niegdzie przejeżdżające powozy. – Ona ma kochającego męża, który tak wiele jej daje i dla niej robi.
Długo siedziała tak przed oknem w milczeniu. Widok byłego ukochanego skłonił ją do rozmyślań. Czuła się taka osamotniona. Mimo, że zegar w salonie wybił godzinę drugą w nocy Marianne ubrała szlafroczek i poszła do sypialni męża. Czuła, że nie może być teraz sama. Czuła, że potrzebuje czyjegoś wsparcia i pomocnej dłoni. Kiedy weszła do sypialni męża, ten spał. Podeszła po cichu do jego łoża i delikatnie pogładziła po policzku. Obudził się od razu.
– Czy coś się stało? – zapytał zaniepokojony widząc żonę.
Marianne uśmiechnęła się tylko i zapytała czy może u niego zostać. Pułkownik od razu się zgodził i przytulił żonę.
– Po prostu czułam, że nie mogę być dzisiaj sama. Potrzebuję Cię. – szepnęła.
Pułkownik tylko ją mocniej przytulił.
Pierwsze promienie słońca obudziły Marianne. Jakie to dziwne uczucie obudzić się przy boku męża. Wciąż ją przytulał. Uśmiechnęła się. Odsunęła się trochę i zaczęła się mu przyglądać. Spał spokojnie lekko się uśmiechając. Pogładziła delikatnie szorstki od zarostu policzek i złożyła lekki pocałunek na jego ustach. Delikatnie odsunęła się od męża i wstała. Już miała rękę na klamce, kiedy dobiegł ją jego głos.
– Dzień dobry. Wychodzisz?
– Dzień dobry. Nie chciałam Cię budzić.
– Nie spałem.
Pułkownik usiadł na posłaniu i wyciągnął w stronę żony rękę. Marianne zawachała się chwilę, ale ujęła dłoń męża. Brandon delikatnie ją do siebie przyciągnął, ucałował w czoło i przytulił.
– Wracajmy do domu. Chciałabym zobaczyć się z Elinor, zobaczyć jak jej mały synek wygląda. Od trzech miesięcy nas nie ma.
– Jeśli tego chcesz to możemy wrócić. – szepnął Pułkownik całując jej włosy.
Delikatnie uniósł jej twarz i złożył pocałunek na jej ustach. Żona oddała mu pocałunek z całą mocą.
– To kiedy możemy wracać? – po chwili ponownie odezwała się Marianne podnosząc wzrok.
– Jeśli bardzo Ci zależy na powrocie to możemy wracać nawet dzisiaj. Dla Ciebie wszystko najdroższa.
Znów ją pocałował. Delikatnie zaczął rozplatać jej włosy aż rozpłynęły się po jej plecach kaskadą loków. Uwielbiał jej włosy. Ciągle ją całując zaczął wodzić dłońmi po jej ciele okrytym koszulą nocną i szlafrokiem. Delikatnie zsunął z jej ramion szlafroczek i ucałował alabastrową skórę na ramieniu. Usłyszał ciche westchnienie. Poczuł palce żony delikatnie rozwiązujące wiązanie jego koszuli a po chwili dłoń, która wślizgiwała się pod materiał. Jednym ruchem zdjął koszulę i rozkoszował się dotykiem rąk żony, które przyjęły zaproszenie i rozpoczęły wędrówkę po jego nagim torsie. Brandon rozwiązał tasiemki koszuli żony i zaczął całować jej skórę niżej. W jego uszach brzmiał tylko dźwięk westchnień żony.
Marianne czuła, że brakowało jej bliskości z mężem. Po spędzonej razem nocy poczuła się spokojna. Teraz czuła się piękna i kochana. Czuła jak narasta w niej rozkosz, jak wybucha gwałtownie i czuła obecność męża przy sobie. Więcej nie było jej potrzebne. Zasnęła."
Obudziła się, kiedy słońce stało już wysoko. Z rozczarowaniem stwierdziła, że jest sama. Wstała z łóżka i poszła do gotowalni. W salonie przywitał ją mąż. Uśmiechnęła się do niego a on odpowiedział jej tym samym.
– Wszystko załatwiłem. – powiedział Pułkownik – Jutro możemy wyruszyć w podróż powrotną do domu.
Marianne rzuciła się Pułkownikowi na szyje z radości. Brandon patrząc na jej radość i zachowanie doszedł do wniosku, że ten wyjazd był bardzo potrzebny i dobrze zrobił jego żonie.
– Czy pójdziemy na spacer po śniadaniu? Chciałabym ostatni raz zobaczyć morze przed wyjazdem.
– Oczywiście, że pójdziemy. Dzisiaj jest wyjątkowo piękna pogoda.
Marianne bardzo szybko uporała się z posiłkiem i wyszli na ulicę. Dzień był upalny. Ulice były prawie puste. Wszyscy szukali schronienia w cieniach drzew w parku albo pozostawali w domach. Marianne szczebiotała jak słowik i jej mężowi zaczął się udzielać jej nastrój. Na spacerze spędzili kilka godzin. W drodze powrotnej w sklepiku ze słodyczami spotkali przez przypadek pana Willoughby. Uśmiech na ustach Marianne od razu zniknął, jej wesoły szczebiot zastąpiła powaga. Uprzejmie przywitała się ze znajomym, zamieniła kilka zdań i pożegnała się. Pułkownik milczał.
– Tak się cieszę, że wracamy do domu i już nie będę musiała się obawiać spotkania z nim. Jak ja mogłam kochać takiego egoistę. – mówiła do siebie Marianne.
– Już go nie kochasz? – dobiegł ją głos męża i dopiero zdała sobie sprawę, że mówiła na głos.
– Myślę, że to tak na prawdę nie była prawdziwa miłość. Nie mogę się doczekać powrotu do domu. Tak wiele mam do opowiedzenia Elinor. Ty się nie cieszysz? – zwróciła się do milczącego męża. Brandon tylko się uśmiechnął.
Po południu mieli wizytę. Lucy Ferrars ze smutkiem dowiedziała się, że jej przyjaciele, jak zaczęła określać państwa Brandon, już jutro zamierzają opuścić Plymouth.
– Droga pani Brandon nie możecie pozostać jeszcze dwa tygodnie? Spodziewam się wizyty grupy znajomych i bardzo bym chciała urządzić dla was wszystkich bal.
– Bardzo tęsknimy już za domem. Nie możemy dłużej obarczać Edwarda obowiązkami opieki nad wszystkim. A ja tak strasznie tęsknie za siostrą.
Dołączyła: 13 Cze 2006 Posty: 1104 Skąd: woj. śląskie
Wysłany: Wto 03 Kwi, 2007 22:30
Biedny, biedny... Ale Marianna też... Dobrze, że chociaż uświadomiła sobie, że nie kochała Willoughby'ego... Chociaż nie wiem, czy nie kochała, no ale przyjmujemy wersję z fanfiku :smile:
_________________ "Jeżeli przypuścimy, że życie ludzkie może być kierowane rozumem, wówczas zginie możliwość życia."
Wbrew pozorom mozna pokochac drugi raz nawet jesli w sercu pozostała czastka poprzedniej milosci. Zawsze zostaje w sercu czastka ukochanego poprzedniego ale z tym da sie pokochac innego. Ja jestem tego przykladem.
Wczesnym popołudniem państwo Brandon dotarli do Delaford. W drzwiach przywitała ich uszczęśliwiona Elinor z małym synkiem na rękach. Na widok siostry oczy Marianne wypełniły się łzami. Przywitała się z siostrą i wyciągnęła ręce do siostrzeńca. Z chłopcem na rękach weszła do domu.
– Dzień dobry panie Pułkowniku. – przywitała się Elinor. – Jak minął pobyt?
– Dzień dobry. Zmiana otoczenia dobrze wpłynęła na Marianne. Ale ostatnie wydarzenia chyba jeszcze lepiej.
– A cóż się stało, jeśli wolno zapytać?
– W Plymouth mieliśmy przyjemność spotkać się, pani, z Twoją bratową panią Lucy Ferrars. Zostaliśmy zaproszeni na wieczór do pani Ferrars i wśród gości był pan Willoughby.
– Willoughby?
– Tak. Wraz z żoną. Widok ten nie sprawił Marianne przyjemności. Bynajmniej był dla niej trudnym przeżyciem. Wstrząs, jaki przeżyła odmienił ją całkowicie. Po wyjściu od pani Ferrars zaczęła się uśmiechać, cieszyć ze wszystkiego. Zaczęła być otwarta. Ten jeden wieczór dokonał większych zmian niż nasz cały pobyt.
– Bardzo się z tego cieszę. Jesteś, pan, pewnie zmęczony po podróży. Posiłek na was oczekuje. Wszystko doglądaliśmy. Odzyskam tylko syna i opuszczę państwa. – powiedziała Elinor z uśmiechem wchodząc z Pułkownikiem do domu.
Marianne nie chciała się rozstać z siostrzeńcem, ale zmęczenie kilkudniową podróżą dało jej się we znaki, więc po posiłku poszła odpocząć.
Marianne powróciła do swoich codziennych zajęć. Wszystko powoli zaczęło się układać. Pewnego gorącego lipcowego dnia otrzymała list od swojego brata, Johna Dashwood, który pisał, że wraz z Fanny będą przejeżdżać niedaleko Delaford za 2 tygodnie i jeśli siostra wyrazi zgodę to mogliby odwiedzić ją i pozostać na tydzień czasu. Nie wiedząc, co odpisać dziewczyna udała się do swojej siostry, aby zasięgnąć porady. Elinor podeszła do sprawy prosto.
– To jest nasz brat czy chcemy tego czy nie. Myślę, że jeśli Pułkownik nie ma nic przeciwko to powinnaś ich zaprosić.
– Martwi mnie tylko, że... Nie ważne. Jeśli uważasz, że powinnam to zaproszę ich. Brandon nie powinien odmówić. W takim razie idę się go zapytać i odpiszę natychmiast na list.
Jak Marianne przewidywała Pułkownik nie miał nic przeciwko. Wyraził chęć bliższego poznania z bratem swej żony. Pani Brandon podziękowała i poszła do saloniku, aby odpisać.
Nie wiem jakim cudem,ale dopiero wczoraj wieczorem natrafiłam na ten temat :neutral:
Bardzo mi się spodobała ta kontynuacja i już nie mogę się doczekać,żeby przeczytać coś nowego i równie ciekawego .Dziękuję Lady_Aniu
A na tej stronie znalazłam kontynuację losów Eleonory i Marianny: http://www.proszynski.pl/...?ksiazka_id=297 i Emmy :http://www.proszynski.pl/asp/fiszka.asp?ksiazka_id=625
Szkoda,że nie ma jej w naszej księgarni,bo zaraz bym ją kupiła
Ostatnio zmieniony przez Anetam Sro 18 Kwi, 2007 11:48, w całości zmieniany 1 raz
A na tej stronie znalazłam kontynuację losów Eleonory i Marianny: http://www.proszynski.pl/...?ksiazka_id=297
Szkoda,że nie ma jej w naszej księgarni,bo zaraz bym ją kupiła
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum