PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Gosia
Sob 08 Mar, 2008 18:50
Megafanfik - odsłona III
Autor Wiadomość
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Wto 06 Mar, 2007 08:15   Megafanfik - odsłona III

Rozdz. VI, cz. 1 "Pożytki z przeciwności losu"
Darcy usiadł z powrotem przy biurku w gabinecie, wciąż przygryzał kącik dolnej wargi, ponownie czytając list, który trzymał w ręku. Zadowolony, że zapamiętał wszystkie szczegóły, odłożył go, ale wrócił do niego na sekundę kiedy barokowy zegar wybił wpół do dziewiątej. Dokładnie o czasie, drzwi do gabinetu otworzyły się, wpuszczając pana Reynolds'a i lokaja niosącego tacę z porannym tostem i kawą dla Darcy'ego.
- Reynolds - Darcy spojrzał znad listu i skinął na lokaja, by ten postawił tacę na biurku - poświęć mi chwilę.
- Tak, sir. Czym mogę służyć? - starszy człowiek dał znać lokajowi by wyszedł i zamknął za sobą drzwi.
Darcy położył pozostałe listy na biurku i uważnie przyjrzał się najstarszemu spośród służby. Znajomość rzeczy Reynolds'a co do prowadzenia gospodarstwa w Pemberly nie mogła się z niczym równać, a podczas, i po chorobie ojca Darcy'ego, jego niezawodne przewodnictwo we wszystkim, co dotyczyło tak wielkiego domu było mu tak niezbędne, jak Hinchcliffe w sprawach finansowych. Słowem, to on był tym człowiekiem, który utrzymał wartość nazwiska Darcy'ch i całej rodziny, niemal jak swojej własnej i Darcy ufał mu bezgranicznie.
- Niestety jestem zmuszony postawić cię w piekielnie niezręcznej sytuacji, Reynolds, ale sprawa jest tej wagi, że muszę prosić cię byś to zniósł i pomógł mi.
- Oczywiście, sir! - Reynolds zapewnił o swojej zgodzie, chociaż po wstępie pana, na jego twarzy odmalowało się swego rodzaju zaskoczenie.
Darcy odwrócił wzrok od jego uprzejmej twarzy, bo zakłopotanie pytaniem, które miał zadać było bardzo wyraźne - No cóż, nie jest to zbyt delikatne z mojej strony, więc powiem prosto z mostu, - spojrzał ponownie na Reynolds'a - co możesz powiedzieć mi o pani Annesley?
- Pani Annesley, sir? - Reynolds uniósł brwi. Zanim odpowiedział, wolno przechylił się na palce, potem znów na pięty - No cóż, sir... jest dobrą kobietą, sir, spokojną i szlachetną.
- I...? - ponaglił Darcy, mimo, że niewygodnie mu było nalegać na dalsze odpowiedzi Reynolds 'a.
- I co, sir?
- Ta kobieta mieszka tu od czterech miesięcy - zauważył Darcy zgryźliwie, zdenerwowany tępotą tego człowieka - musisz mieć coś więcej do powiedzenia na jej temat!
Reynolds łypnął niezadowolony spod gęstych, białych brwi, włożył palec za swój sztywny kołnierzyk i poluzował go. Przez kilka następnych chwil odchrząkiwał. Wtedy uzbrajając się w bolesną bezpośredniość, zwrócił się do Darcy'ego tonem pełnym nagany - Powinien pan wiedzieć, panie Darcy, że nie posługuję się plotkami. Nie słucham ich i nie rozpowszechniam.
Spojrzał z ukosa na oblicze swojego młodego pana i, widząc malujące się na nim niezadowolenie, dodał ostrożnie - Wszystko co powiem to to, że nie zadziera nosa i jest uprzejma dla całej służby, od góry do dołu, sir.
Zaniepokoił go trochę widok milczącego Darcy'ego, czekał jego spojrzenia, zanim wybuchnie.
- Panna Darcy niezwykle ją lubi - oczekiwał uwolnienia od dalszych względem niego oczekiwań, ale nie znalazłszy takowego, zdawał się walczyć z sobą kilka chwil, zanim w końcu wyznał - I błogosławię ją, panie Darcy, błogosławię ją dniem i nocą za to co zrobiła dla panienki, i na tym, proszę pana, koniec.
- Zatem to wszystko, Reynolds - zwolnił go Darcy, krzywiąc usta, na to co dla jego służącego było żywą obroną owej damy. Pani Annesley miała pełne poparcie Reynolds'a, a to dużo znaczyło. Być może mógłby pokładać więcej wiary w stopień żarliwości, który zawierały referencje damy, leżące przed nim na biurku. Podniósł dzbanek, nalał troszkę świeżej śmietanki do filiżanki i napełnił ją po brzegi świeżym naparem, zanim znowu wziął list do ręki i po raz trzeci zaczął czytać. Podnosząc filiżankę z kawą do ust, dmuchał na nią delikatnie i ponownie przywoływał w pamięci fakty zawarte w liście. Zawartość listu nie była mu nieznana. Czytał je pilnie przed ich przyjazdem przed pięcioma miesiącami, kiedy szaleńczo poszukiwał nowej, zaufanej towarzyszki dla Georgiany. Ale tym razem szukał czegoś bardziej jawnego o damie, ponad nieskazitelne kwalifikacje i nienaganną opinię od poprzednich pracodawców. To "coś" wciąż bardzo go obchodziło. Znowu odrzucił listy i wstał z filiżanką by pokontemplować spokojny widok z okna jego gabinetu.
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Wto 06 Mar, 2007 12:53   

A mi się Darcy w tym fragmencie nie podoba z innego powodu. Jakoś nie przeszkadza mi, że dzieli włos na czworo i szuka dziury w całym - skoro ma ochotę, a najwyraźniej nic lepszego do roboty, to niech roztrząsa, dlaczego pani Annesley udało się to, w czym on poniósł porażkę.
Natomiast bardzo mnie uwiera ta jego rozmowa z Reynoldsem - jakoś za bardzo mi zalatuje donosicielstwem. Niby pyta tylko, co służba sądzi o guwernantce Georgiany, ale... :? ??:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Ulka 



Dołączyła: 20 Paź 2006
Posty: 693
Skąd: Łódź
Wysłany: Wto 06 Mar, 2007 13:13   

Pytanie: do czego jest potrzebny w majątku dziedzic, jeśli wszystko za niego robi sztab ludzi: kamerdyner dba o jego wygląd i towarzyskie sukcesy, sekretarz o interesy, gospodarz i godpodyni o dom, pani A. o siostrę,służący etc etc ? Toż możnaby kukłę słomianą postawić i-zwłaszcza w przypadku Darsiurka-gburka nikt by się nie skapnął! :roll:
_________________
"...aż dotąd
i dalej niż dotąd."
 
 
Marija 



Dołączyła: 15 Wrz 2006
Posty: 5608
Skąd: woj. dolnośląskie
Wysłany: Wto 06 Mar, 2007 13:22   

Ulka napisał/a:
Pytanie: do czego jest potrzebny w majątku dziedzic
Myśli, reprezentuje i zgarnia kasę :evil: , z przewagą tego ostatniego. Wypisz wymaluj dyrektor w państwowej instytucji :grin: . Poważnie mówiąc, majątek do dziedzica należał, więc mógł zatrudniach tylu i takich ludzi, ilu chciał. Ograniczenia w ilości etatów go nie obchodziły.
 
 
Ulka 



Dołączyła: 20 Paź 2006
Posty: 693
Skąd: Łódź
Wysłany: Wto 06 Mar, 2007 13:28   

Marija napisał/a:
Myśli, reprezentuje i zgarnia kasę :evil: , z przewagą tego ostatniego.

Ee tam! Myśli za niego sekretarz :razz: on tylko podpisuje. Reprezentuje? No, Darcy nie zawsze...<wyzłośliwia się jak nigdy> Tak że tylko zgarnianie kasy się zdarza :wink:
_________________
"...aż dotąd
i dalej niż dotąd."
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Wto 06 Mar, 2007 13:44   

Zgarnia ją Hinchcliff, bo on się zajmuje finansami, a Darcy ją tylko i wyłącznie wydaje :wink:
Też bym tak ściał.... :cry:
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Wto 06 Mar, 2007 13:52   

Czytałam gdzieś, że aby przełożyć tamte 10.000 funtów na dzisiejsze, trzeba je pomnożyć przez 50. Przyjmując, że funt to mniej więcej 6 zł, otrzymujemy roczny dochód pana Darcy'ego, tj. 10.000 x 50 x 6 = 3.000.000 złotych. :shock:

Ile z tego wydawał ? Pan Bennet wydawał cały dochód, czyli 2.000 funtów rocznie. Darcy żył na zdecydowanie wyższej stopie, ale nie miał pięciu córek :mrgreen: . Więc może jakieś 5.000 funtów szło mu "na życie". Zostaje "drobne" 5.000 funtów (dzisiejsze 1,5 miliona zł) rocznej oszczędności... :? ??: Z samych odsetek można by całkiem przyzwoicie żyć...

I dziwić się tu, że pani Bennet głos odebrało...
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Ulka 



Dołączyła: 20 Paź 2006
Posty: 693
Skąd: Łódź
Wysłany: Wto 06 Mar, 2007 14:09   

no tak ale jaką posiadłość miał! i ile ludzi i zobowiązań, na pewno dużo więcej nawet uwazględniając proporcje, niż pan Bennet. Ja w ogóle się gubię w finansach zwłaszcza tamtoczasowych.. nie byłabym dobrym dziedzicem :wink: ale żoną takiego mogłabym... :smile:
_________________
"...aż dotąd
i dalej niż dotąd."
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Wto 06 Mar, 2007 15:04   

Ulka napisał/a:
Ja w ogóle się gubię w finansach zwłaszcza tamtoczasowych.. nie byłabym dobrym dziedzicem :wink: ale żoną takiego mogłabym... :smile:

:lol:

Ulka napisał/a:
no tak ale jaką posiadłość miał! i ile ludzi i zobowiązań, na pewno dużo więcej nawet uwazględniając proporcje, niż pan Bennet.

Na pewno dużo więcej, ale trzeba też wziąć pod uwagę, że te 2.000 funtów dochodu pana Benneta to wcale nie było mało - można było utrzymać rodzinę nie pracując już za 200-300 funtów, a służba (zwłaszcza żeńska) nie była kosztowna. Przecież służącą miały nawet biedne panie Bates w "Emmie", czy matka Fanny Price. Gorzej z pojazdami - utrzymanie powozu i koni to był duży wydatek i mało kogo było na to stać.
Większość gruntów Pemberley pewnie była w dzierżawie, więc ich uprawa to nie był kłopot Darcy'ego.
Trafiłam też kiedyś na informację, że biorąc pod uwagę lokalizację Pemberley, dochody Darcy'ego prawdopodobnie w większości nie pochodziły z rolnictwa, a z eksploatacji bogactw naturalnych - Derbyshire jest bogate w wapień i marmur, a także ołów, żelazo i węgiel.
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Wto 06 Mar, 2007 15:35   

No to teraz widzicie, że kiedy wszystko mu tak samo w ręce szło i pracowało na niego jak dobrze naoliwiona maszyneria, to czym miał się biedak zajmować? Nic tylko tresura psa, galopowanie po polach, skrzypki i szukanie dziury w całym. Ot ciężka dola dziedzica. :wink:
 
 
Gunia 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 5401
Wysłany: Wto 06 Mar, 2007 18:00   

A tak na marginesie to jedno mi się rzuciło w oczy. Kiedy Jane Austen była młoda i mniej doświadczona, najbogatszy kawaler w jej powieści miał 10.000 tys. rocznie, a już w późniejszym "MP" bogaty pan Rushworth ma 20.000 tys. :D
_________________
Dobra wiadomość jest taka, że Bóg zawsze odpowiada na nasze modlitwy.
Czasami po prostu odpowiedź brzmi: nie.
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Wto 06 Mar, 2007 18:06   

Pan Rushworth miał dwanaście tysięcy funtów... Też więcej niż Darcy. Ale chyba gorszy użytek z nich robił... :wink:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Wto 06 Mar, 2007 19:20   

Alison napisał/a:
[- Reynolds - [...] to on był tym człowiekiem, który utrzymał wartość nazwiska Darcy'ch i całej rodziny, niemal jak swojej własnej i Darcy ufał mu bezgranicznie.
Darcy odwrócił wzrok od jego uprzejmej twarzy, bo zakłopotanie pytaniem, które miał zadać było bardzo wyraźne - No cóż, nie jest to zbyt delikatne z mojej strony, więc powiem prosto z mostu, - spojrzał ponownie na Reynolds'a - co możesz powiedzieć mi o pani Annesley?
- Pani Annesley, sir? - Reynolds uniósł brwi.
[...]- Ta kobieta mieszka tu od czterech miesięcy - zauważył Darcy zgryźliwie, zdenerwowany tępotą tego człowieka - musisz mieć coś więcej do powiedzenia na jej temat!

Darcy najpierw wypina pierś z dumy, że Reynolds jest jego zarządcą, a potem zarzuca mu tępotę. :? ??:
A tak w ogólności, skoro Dasik kochał Georgianę i martwił się jej losem, to powinien siedzieć na 4-literkach w Pemberley i spędzać z nią czas ! Nie musiałby teraz referencji pani A. studiować niczym akta z Archiwum X :roll:

Alisonku, :kwiatek:
 
 
Kaziuta



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 1380
Skąd: Szczecin
Wysłany: Wto 06 Mar, 2007 19:55   

Straszny z niego intrygant. :twisted:
Wypytuje biednego Reynoldsa, a jak niczego złego się nie dowiaduje, to stwarza wrażenie wręcz niezadowolonego.
Jak sie tak głebiej zastanowić, to za co my go tak kochamy, za końcówkę ?
Chociaż podobno prawdziwego mężczyznę poznaje sie po tym jak kończy. :mrgreen:
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Wto 06 Mar, 2007 20:08   

Kaziuta napisał/a:
Jak sie tak głebiej zastanowić, to za co my go tak kochamy, za końcówkę ?

No, jeszcze za parę innych rzeczy - choćby za gorącą i bezinteresowną miłość, za to, że umiał się przyznać do błędu i wyciągnąć wnioski, że nie znienawidził Elżbietki, choć go tak niesprawiedliwie potraktowała, że...
Mogłabym tak jeszcze trochę... :wink:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Gunia 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 5401
Wysłany: Wto 06 Mar, 2007 20:13   

Mówcie co chcecie, ale ja nie lubię tego fanfikowego Darcy'ego. Maruda, cynik, inrygant i choćby pod koniec był motylopędny, to ja go wcale nie kocham. :? ??:
_________________
Dobra wiadomość jest taka, że Bóg zawsze odpowiada na nasze modlitwy.
Czasami po prostu odpowiedź brzmi: nie.
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Sro 07 Mar, 2007 07:58   

Ale Wy gadułki jesteście :wink: Dziś malutki okruszek, bo inaczej nie dało sie sensownie podzielić :neutral:
Rozdz. VI, cz. 2

Zanim jego ojciec zmarł, gabinet był jego prywatnym azylem, z rzeźbionymi, drewnianymi panelami na ścianach, tajemniczym miejscem z czasów dzieciństwa Darcy'ego, a potem, miejscem gdzie osądzano go w czasie dorastania. Był osobistym pokojem, pełnił funkcję biblioteki do czasu kiedy, siedemdziesiąt pięć lat wcześniej, nowa, wspaniale wyposażona biblioteka została ujęta w planach ulepszenia Pemberley przez jego pradziadka. Teraz, chociaż gabinet dalej mieścił cenne pamiątki po patriarchach rodu Darcy'ch, służył głównie jako archiwum osobistej kolekcji książek Darcy'ego, a także papierów i dokumentów związanych z interesami i sprawami rodzinnej posiadłości, odkąd takowe były prowadzone.
Gabinet był połączeniem męskich udogodnień w postaci mocnych krzeseł i stołów, które nie groziły złamaniem przy pierwszym użyciu, ekspozycji pięknej broni i obrazów myśliwskich oraz wspaniałego widoku przez kilka gabinetowych okien. Oparty ramieniem o framugę okna, Darcy gapił się na opuszczony ogród założony wiele lat temu przez jego babkę. Ogród leżał teraz przykryty połyskliwą szatą śniegu, jego pierwotna biel pozostawała w artystycznym kontraście do zróżnicowanej zieleni zimozielonych krzewów tworzących ogród i do wyraźnej czerwieni cegieł chodnika, który pięknie wśród nich meandrował.
Przyjemność z podziwianego widoku zniknęła tak jak się pojawiła, na samo wspomnienie Georgiany w czasie ostatniej kolacji. Obiad jaki zaordynowała był więcej niż zadawalający, zawierał wiele jego ulubionych dań i dobre wino, które było chwalone przez wszystkich. Stół był ze smakiem przybrany kwiatami i zielenią, jak się Darcy dowiedział, napomykając o tym, własnoręcznie przez nią. Zarumieniła się nieśmiało z przyjemności jaką dała jej jego aprobata i podziękowała mu z takim wdziękiem, jakim jeszcze nigdy wcześniej nie zdołała go zaskoczyć.
Ich rozmowa dotyczyła miejscowych spraw: narodzonych dzieci zarządców, zgonów we wsi, uroczystości dożynkowych w Lambton i dorocznego dziękczynnego nabożeństwa w St. Lawrence trzy tygodnie wcześniej. Cały czas ją obserwował, żywo sprawdzając pojawiające się zmiany w tej nowej istocie, jaką stała się jego siostra. Wciąż zdarzały jej się momenty nieśmiałości i wahania. Na jego żartobliwe uwagi od czasu do czasu odpowiadała z błyskiem niepewności, podczas gdy na jego pytania o zarządców czy sąsiadów odpowiadała pewnym tonem z delikatnym, nowoodkrytym współczuciem, które okrywało jej twarz, kiedy mówiła. Do końca posiłku, mógł już tylko siedzieć i podziwiać ją.
Podniosła się kiedy zabrano mu ostatnie nakrycie po to by postawić przed nim szklaneczkę porto, ale odmówił, ogłaszając, że ona musi dla niego coś zagrać po tych wszystkich miesiącach i kilku listach zapewniających o jej pilności. Zaśmiała się, była widocznie szczęśliwa w jego towarzystwie, i pozwoliła mu towarzyszyć sobie z powrotem do pokoju muzycznego, gdzie grała dla niego całe pół godziny. Potem, przyniósłszy swoje mocno zużyte skrzypce, towarzyszył jej przy pianoforte i grali duety aż rozbolały ich palce.
Darcy spojrzał na lewą dłoń, wyginając ją mimo bólu, ale pukanie do drzwi gabinetu sprawiło, że podniósł głowę. Jego usta zwęziły się w wąską, prostą linię. Dama przyszła za wcześnie, ale to i lepiej. Być może teraz uzyska jakieś odpowiedzi.
 
 
QaHa 
Tarkostopny zbójnik :-)



Dołączyła: 18 Sty 2007
Posty: 681
Skąd: Kraków
Wysłany: Sro 07 Mar, 2007 08:14   

hmmmm kurcze to wygląda jak obrazek z pożycia młodego małżenstwa a nie siostrzano-braterskie realacjae, te usmiechy, rumience, podziwy ..... no nie moge strasznie mi to ne pasi :? ??:
GDZIE JEST LIZZY??? :wsciekla: JA NATYCHMIAST CHCE LIZZY!!!
_________________
jak Mała Mi
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Sro 07 Mar, 2007 09:12   

Pamelka przegina bardzo, ta nieśmiałość mogłaby się odnosić do świeżo- poślubionych, po nocy poślubnej :? ??:
Tam gdzie opierała się o JA, szło jej w miarę- chociaż dla mnie za duzo o jedzeniu i fatałaszkach- widocznie z tego składało się życie właścicieli, ale teraz Temu Kermitowi wyobraźni nie starcza :? ??:

Co nie umniejsza mojej wdzięczności dla Tłumaczek :grin:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
Kaziuta



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 1380
Skąd: Szczecin
Wysłany: Sro 07 Mar, 2007 20:13   

Grał na skrzypeczkach ? Nie mogę :rotfl:
Właściwie po co Pamela opisuje te pomiesczenia. Niczemu to specjalnie nie służy. My sie oblizujemy smakiem. Ślina nam w gardle zasycha. Ee tam idę czytać Trendzie.
Tłumaczkom dziekuję, doceniam, współczuję, kocham Was wszystkie. :serce:
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 39127
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Sro 07 Mar, 2007 20:43   

Alison nie chodzi o tłumaczenie :-) Tylko o same utwory - one są, jakie są, w większości przypadków wileka literatura to nie jest. Jakoś tak dziwnie się czuję, gdy czytam je po polsku. Może to dlatego, że angielski znam tylko trochę i rozumiem piąte przez dziesiąte ;-D
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."

"Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom,
A Prawdom kazać, by za drzwiami stały."
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Czw 08 Mar, 2007 07:55   

Ale morze tłumaczeń z doceniania tłumaczeń tłumaczek - ot taki językowy tłumoczek :wink:

Rozdz. VI, cz. 3

- Proszę, - zawołał, ale jedyną odpowiedzią było szuranie, naciskanie klamki i dziwny odgłos tupania.
- Proszę! - powtórzył, a klamka opadła na tyle by pozwolić drzwiom lekko się uchylić. Zdenerwowany Darcy wyprostował się i zrobił krok - Co to...?
Drzwi nagle rozwarły się i wielka brązowo-czarno-biała plama wtoczyła się na podłogę. Darcy cofnął się do biurka i odstawił filiżankę, zanim tajfun go dopadnie.
- Trafalgar, SIAD! - wrzasnął i osłonił się przed oczywistym zderzeniem, ale w momencie kiedy wybrzmiały jego słowa, psi zad walnął w wyfroterowaną drewnianą podłogę i drapiąc przednimi łapami na odcinku ostatnich kilku stóp, wyhamował tuż przed czubkami jego butów. Wielki różowy język zwisał z czarnego pyska, zanim zwierzę nie podniosło obłędnie szczęśliwych oczu na twarz swego pana.
- Panie Darcy!, Och, sir... bardzo przepraszam! - Darcy odwrócił wzrok od śmiesznego pyska swojej zabłąkanej bestii żeby spojrzeć na jednego z młodszych parobków, stojącego w drzwiach, przestępującego z nogi na nogę i miętoszącego w garści czapkę - Przyprowadziłem go, jak pan kazał, panie Darcy. Wyrwał mi się, sir. To już taki psiak.
Darcy spojrzał w dół na Trafalgara, który w międzyczasie, odwrócił łeb i obserwował popis parobka. Gdyby go nie znał tak dobrze, Darcy przysiągłby, że pies się z niego śmiał. Potrząsnął głową - Możesz go ze mną zostawić, Joseph, ale jeśli znowu ci ucieknie, prowadź go raczej przez kuchenne wejście, zamiast pozwalać mu wpadać do mojego gabinetu. Powinien jednak być nauczony jakichś manier. - Darcy pochylił się i złapał psa za pysk, unosząc go by spojrzeć mu prosto w oczy - Tak ma być, jeśli chcesz być towarzyszem dżentelmena.
Trafalgar sapał trochę przez przytkany nos, ale zaraz potem szczeknął na zgodę, przypieczętowując ją ukradkowym liźnięciem dłoni Darcy'ego.
- Ale panie Darcy, ja nigdy go nie wpuszczam!
- To nie ty otworzyłeś drzwi, Joseph?
- Nie, nigdy, sir! On wpadł do gabinetu zanim dobiegłem do rogu holu.
Jednocześnie spojrzeli ostro na psa, który akurat w tym momencie był absolutnie zaabsorbowany demonstrowaniem zachowania właściwego dla psa należącego do najbardziej wyróżniającego się wśród dżentelmenów.
- Chcesz mi powiedzieć, że on sam otworzył sobie drzwi? - zapytał zdziwiony Darcy.
Młody parobek znowu zaczął wykręcać czapkę i wzruszać ramionami.
- Przepraszam, ale to całkiem możliwe, że ten pies sam otworzył sobie drzwi - łagodnie modulowany, damski głos przerwał im delikatnie - Widziałam coś takiego w formie sztuczki, chociaż pies był specjalnie w tym wyszkolony.
Na dźwięk głosu, parobek usunął się z drogi i szarpnął za grzywkę przed damą, która go minęła w drzwiach. Uśmiechnęła się i skinęła mu, zanim zwróciła się do Darcy'ego i ukłoniła. - Panie Darcy.
- Pani Annesley! - Darcy zerknął na zegar, który wskazywał, że już dokładnie dziewiąta, a zatem pora na jego spotkanie z towarzyszką Georgiany. Nie był to absolutnie sposób, w jaki wyobrażał sobie zacząć tą rozmowę. Konsternacja jaką odczuwał będąc przyłapanym na nie panowaniu nad czymś, została zręcznie ukryta. - Proszę wejść, madam - Darcy cofnął się i wskazał krzesło.
Dama skinęła mu głową i weszła do gabinetu, wdzięcznie omijając parobka. Trafalgar obserwował ją z zainteresowaniem i wstał by podjąć rozpoznanie, ale impuls ten został stłumiony przez surowe spojrzenie jego pana. Położył się zatem tuż przy nogach Darcy'ego, pysk ułożył na łapach i łypał oczami to na jedno, to na drugie, trwając w oczekiwaniu.
Pani Annesley ukazała się Darcy'emy tak, jak zapamiętał ją sprzed pięciu miesięcy. Zapamiętał ją, być może z powodu zabawnych mrugnięć okiem, kiedy przyglądała się Trafalgarowi, który teraz wziął na siebie obowiązek pilnowania butów swojego pana. Ostatniego lata Darcy nie szukał radosnej osoby na towarzyszkę dla swojej siostry, ale niezłomnego charakteru, którego matczyne zrozumienie i przekazanie określonych zasad wyrwałoby Georgianę z głębin melancholii, spowodowanej złamanym sercem i samoobwinianiem się, w które popadła po Ramsgate. Najwyraźniej ta dama posiadała tę wewnętrzną radość jako dodatek do jego wymagań i wychodziła naprzeciw wszystkim jego nadziejom. Mniejsza o metody, myślał idąc za nią przez gabinet, postanowił być skrajnie wspaniałomyślny.
- Pani Annesley - zaczął kiedy już usiadł i spojrzał na nią zza biurka - czy mam rozumieć, że pani wierzy w to, że ten urodzony żebrak nauczył się otwierać drzwi?
- To całkiem możliwe, panie Darcy - odpowiedziała z delikatnym uśmiechem - Moi synowie uczyli swojego psa najróżniejszych sztuczek, otwieranie drzwi było jedną z nich. Chociaż - spojrzała w dół na ugrzeczniony pysk psa - w tym przypadku możemy myśleć, że po prostu ostatnia osoba, która opuszczała pański gabinet nie domknęła drzwi. Ale po jednym takim sukcesie, nie mam żadnych wątpliwości, że tak inteligentne zwierzę jak Mistrz Trafalgar, będzie nadal próbowało szczęścia.
- Obawiam się, że ma pani rację - Darcy przymrużył oko, zerkając na "żebraka", który akurat w tym momencie ziewał i niewinnie mrugnął okiem na uwagę pana.
- Wspomniała pani o synach - kontynuował Darcy - uczą się jeszcze?
- Mój młodszy syn, Titus, jest na uniwersytecie, sir. Przyjęto go do Trinity w zeszłym roku dzięki dofinansowaniu przez przyjaciela jego zmarłego ojca. Roman, mój starszy syn, już skończył i jest wikarym w Weston-super-Mare. Gdyby się pan zgodził sir, mam nadzieję spędzić tam z nimi obydwoma Święta Bożego Narodzenia.
Odpowiedziała uprzejmie spojrzeniem na jego spojrzenie, otwartość tej prośby skłoniła Darcy'ego do wyrażenia natychmiastowej zgody a nawet, do zaoferowania jej transportu, pod same drzwi.
- Jest pan bardzo uprzejmy, panie Darcy - odpowiedziała, światło w jej orzechowych oczach błysnęło ciepło zanim skłoniła głowę.
 
 
QaHa 
Tarkostopny zbójnik :-)



Dołączyła: 18 Sty 2007
Posty: 681
Skąd: Kraków
Wysłany: Czw 08 Mar, 2007 08:11   

Rety, ale ta Pamela egzaltowana zcukrzyć się można od tego nadmiaru kryształowych charakterów i wdzięcznych dam, siostrzano-braterskiej miłości ( :? ??: ), łagodnych aksamitnych spojrzeń, wdzięcznych ruchów.
_________________
jak Mała Mi
 
 
Ania1956 



Dołączyła: 01 Gru 2006
Posty: 857
Skąd: opolszczyzna
Wysłany: Czw 08 Mar, 2007 08:31   

"Konsternacja jaką odczuwał będąc przyłapanym na nie panowaniu nad czymś, została zręcznie ukryta."

Nie wiem czy jest możliwe panowanie nad czymś w każdym monencie. Darcy ma chyba jakąś obsesje z tą kontrolą nad wszystkimi i wszystkim.
 
 
Gunia 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 5401
Wysłany: Czw 08 Mar, 2007 14:47   

Ja Ciebie Ali tym bardziej doceniam, im bardziej chory jest tekst, który musisz przetłumaczyć! A te "docinki" to zawsze w kierunku Lady P., bo Szanownej Matce Przedłużonej, to ja jestem bezgranicznie wdzięczna etc. A! Jeszcze pełna podziwu dla cierpliwości i umiejętności lingwistycznych! To ostatnie chyba najważniejsze przy takich zakalcach. :przytul: :serce:
_________________
Dobra wiadomość jest taka, że Bóg zawsze odpowiada na nasze modlitwy.
Czasami po prostu odpowiedź brzmi: nie.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.